Zawsze trzeba chcieć rosnąć
Z dr. ADAMEM GÓRALEM, prezesem Asseco Poland S.A. z siedzibą w Rzeszowie, rozmawia Jaromir Kwiatkowski

„Cesarz polskiej informatyki”, „polski Bill Gates” – co myślisz, gdy czytasz takie komplementy na swój temat?
Nazwisko Billa Gatesa jest związane ze stworzeniem oprogramowania, którego używają miliardy ludzi. My, Polacy, takiego oprogramowania nie stworzyliśmy. Mimo to media, by istnieć, wymyślają różne tytuły. Te akurat do mnie nie pasują. Jestem twórcą pewnych idei, jestem otoczony rzeszą mądrych ludzi, którzy sprawiają, że te idee są możliwe do zrealizowania. Asseco jest bardzo dużym sukcesem. Większość ludzi nie wierzyła, że w takich miejscach jak Rzeszów mogą powstać inicjatywy, które już nie są ogólnopolskie, lecz europejskie.
Międzynarodowy sukces Asseco pokazuje, że nieprawdziwy jest stereotyp, iż patent na mądrość jest zarezerwowany dla większych ośrodków.
Myślę, że my z takim patrzeniem przesadzamy. Mamy kompleks. Często powtarzamy sobie, że Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Poznań czy Wrocław myślą o nas, iż jesteśmy gorsi. A w rzeczywistości te miasta się nad nami nie zastanawiają. Wszystkie mają swoje problemy. Nasze miasto ma swoje. Dzisiaj, m.in. dzięki technologiom, dzięki temu, że świat się skurczył, miejsce, gdzie się działa, nie ma wielkiego znaczenia, jeżeli tylko są pomysły i ma je kto zrealizować. U nas jest wielu mądrych ludzi. Ale mamy trochę za mało sukcesów i przez to za mało wiary siebie.
W latach 80. byłeś pracownikiem naukowym Filii UMCS w Rzeszowie. Kiedy pojawiła się u ciebie myśl, że mógłbyś zająć się biznesem?
To była bardzo trudna decyzja. Był to jeden z piękniejszych okresów w moim życiu, pomimo tego, że żyliśmy w beznadziejnym systemie, w kraju, który w znacznej mierze nas ograniczał. Bardzo lubiłem pracę na uczelni. Miałem zaawansowane dwa tematy habilitacyjne i kariera naukowa pewnie by mnie cieszyła. Co zwyciężyło? Nie chciałem być upokarzany. Chciałem być wolny. Wtedy wolność pojmowałem w ten sposób, że jeżeli nie masz pieniędzy, to zawsze może ktoś do ciebie przyjść i poprosić cię, byś zrobił coś, czego nie chcesz zrobić, a ty to zrobisz i wytłumaczysz to sobie np. odpowiedzialnością za rodzinę. A zawsze uważałem, że w rodzinie to mężczyzna jest odpowiedzialny za sferę materialną. Pochodzę z rodziny konserwatywnej w tym sensie, że byłem wychowywany przez mamusię, która nie pracowała zawodowo. Ja patrzyłem na rodzinę trochę inaczej, chciałem dać żonie prawo wyboru. Ale ona dokonała takiego wyboru, jak kiedyś moja mamusia. Tylko jej przewaga polegała na tym, że była lepiej wykształcona, więcej widziała itd. Jeżeli więc mówimy o Adamie Góralu, Asseco, tym co zrobiliśmy, to moja żona miała w tym spory udział. Mogłem oddać się temu, co robiłem, dzięki temu, że miałem poczucie, iż mam fajny dom. Że nawet gdy mi się nie uda, to mam gdzie wrócić, mam miejsce, gdzie jestem kochany nie za to, że mi się coś udało, lecz za to, że jestem taki, jaki jestem.
Więcej w VIP B&S Numer 1(2) Styczeń - Luty 2009






