Laila Arifulina, tancerka baletowa, absolwentka Szkoły Baletowej przy Teatrze Bolszoj w Moskwie oraz studiów aktorskich i reżyserskich. Tatarka urodzona w Moskwie, która 21 lat temu zamieszkała w Rzeszowie, bo zakochała się w chłopaku z tego miasta, studencie wychowania fizycznego na Uniwersytecie Moskiewskim. Dla niego zostawiła Moskwę, pracę w zespole Moskoncert, i przeniosła się na Podkarpacie. Założycielka i pedagog Studia Baletowego w Rzeszowie. Reżyserka widowisk baletowych: Dziadek do orzechów", Piotruś i Wilk", Kopciuszek", Królowa śniegu, Księga dżungli", „Przygody Alicji”, przygotowanych we współpracy z Filharmonią Podkarpacką. Na co dzień pracuje przy ODK Nowe Miasto", a także w Teatrze Maska w Rzeszowie.
Aneta Gieroń, Jaromir Kwiatkowski: Karnawał - okres tańca, zabawy - mamy w tym roku wyjątkowo długi. Na czym polega fenomen tańca, bez którego nijak nie potrafimy wyobrazić sobie dobrej zabawy?
Laila Arifulina: Dwa lata temu byłam na karnawale w Rio de Janeiro i to było dla mnie niezwykłe przeżycie. Tam naprawdę uświadomiłam sobie, że taniec towarzyszy człowiekowi zawsze. Widziałam maleńkie dzieci trzymane na rękach czy w kołysce, które nóżkami, rączkami już ruszały się w rytm zasłyszanej muzyki. Cały świat żył tam tańcem. Człowiek ma genetycznie zakodowany taniec, ruch. Począwszy od bicia serca, które nadaje rytm.
Dla nas brazylijski karnawał jest największym na świecie tanecznym show na żywo. Pani patrzy na niego bardziej jak zawodowiec, pod katem artystycznym, czy może tamtejsza eksplozja tanecznych emocji przysłania wszystko inne?
Tam zobaczyłam emocje, jakie trudno zobaczyć w masowej zabawie gdziekolwiek indziej na świecie. W Internecie krążył film z dwuletnim chłopcem, który jeszcze mając na sobie pampersy tańczył sambę, to było niesamowite. Nie mam jednak wątpliwości, że wszechobecność tańca w Rio ma związek z ciepłym, słonecznym klimatem, wpływającym na temperament ludzi, ich chęć do życia.
Ten dwuletni tancerz z pieluszką jest potwierdzeniem, że każdy z nas rodzi się z umiejętnością tańca?
Właściwie tak. Jednak z wiekiem człowiek blokuje się w pewnych zachowaniach. Już w dzieciństwie chłopcy są niekiedy strofowani przez rodziców, że taniec towarzyski bardziej przystoi delikatnym dziewczynkom niż silnym mężczyznom. I tak, im więcej mamy lat, tym bardziej, w większym towarzystwie, czujemy się zawstydzeni tańcem. Nie chcemy tańczyć, by się nie ośmieszyć, nie mamy ochoty poddać się publicznej ocenie.
A potem unikamy bali karnawałowych, sylwestrów, wszelkich okazji do zatańczenia. Czy potrzebne są jakieś specjalne predyspozycje, aby tańczyć, czy wystarczą; ogólna muzykalność i podstawowe poczucie rytmu?
Mój tato nie potrafi tańczyć, ma specyficzne poczucie rytmu, co jest trochę dziwne, bo cała moja rodzina jest umuzykalniona. Ale tato był sportowcem; pływał, jeździł na nartach, grał w siatkówkę i w związku z tym tańczy po swojemu. Jemu ten brak poczucia rytmu nie przeszkadza.
Bez poczucia rytmu też możemy się poruszać po parkiecie?
Oczywiście. Wystarczą dobre chęci, trzeba się otworzyć na własną ekspresję. Kilka razy przygotowywałam choreografię do spektakli i zauważyłam, że aktorzy - z powodu wygórowanych oczekiwań w stosunku do samych siebie - tak się blokowali, iż nie potrafili zrozumieć, że nasza wspólna praca nie miała doprowadzić ich do występów na deskach Teatru Bolszoj, bo to jest niemożliwe, tylko miała wyzwolić drzemiące w nich emocje. To jest najcenniejsze - wyrażanie siebie samego w ruchu. Każdy to potrafi, trzeba tylko dać sobie na to przyzwolenie. Zdarzało się, że po spektaklu aktorzy podchodzili do mnie mówiąc, jak byłam wymagająca, a jednocześnie skuteczna, bo nagle odkrywali w sobie takie umiejętności czy pokłady emocji, o jakich wcześniej nie mieli pojęcia.
Czy w tańcu technika, opanowanie układów tanecznych, są konieczne? Pytamy, bo niekiedy obserwujemy ludzi, którzy szaleją na parkiecie, znajomi się nimi zachwycają, a oni z rozbrajającą szczerością przyznają, że bez wstydu eksploatują nieśmiertelny układ dwa na jeden, przy czym robią to z ogromną ekspresją i radością życia.
(śmiech) Każdy ma własny, oryginalny sposób na wyrażanie siebie w tańcu. W przypadku profesjonalnego tańca trzeba wielu godzin spędzonych na sali ćwiczeń i na parkiecie, ambicji i uporu, żeby pokazać, iż jest się dobrym. Ale są też osoby, które przychodzą na dyskotekę, wcześniej ćwicząc w domu przed lustrem podpatrzone w telewizji ruchy tancerzy, i mają całkiem poprawną świadomość swojego ciała, a efekty taneczne są całkiem fajne.
Skąd się te efekty biorą?
Poprzez naśladowanie przychodzi większa świadomość własnego ciała, a to jest niezbędne w poruszaniu się po parkiecie.
Tylko po co w ogóle być na parkiecie? Po co jest taniec?
Po pierwsze i najważniejsze, człowiek tańczy, by wyrazić w tańcu swoje emocje. W przypadku profesjonalnych tancerzy baletowych taniec jest taką samą sztuką jak muzyka czy malarstwo. Oni chcą coś wnieść do rozwoju sztuki tanecznej, chcą zostawić po sobie ślad. Ale jest też sporo tancerzy, choreografów, których rozpiera wewnętrzna energia, którzy realizują się w tańcu i nie ma dla nich większego znaczenia, czy jest to związane ze sławą, karierą i pieniędzmi. Dla nich najważniejsza jest zabawa w taniec.
Na czym polega wartość, ważność tańca, że towarzyszy nam w przełomowych chwilach życia: przy zawieraniu małżeństwa, witaniu nowego roku itd.?
To są bardzo emocjonujące momenty w życiu i żeby wyrazić swoją pełnię, człowiek tańczy.
Taniec potrafi dopełnić słowo?
Na pewno. Taniec jest tak mocno zakorzeniony w naszej tradycji, że nie potrafimy i nie chcemy z niego zrezygnować. W kościołach protestanckich się tańczy. Tam widać, jak człowiek może czerpać radość z chwalenia Boga poprzez modlitwę, taniec, śpiew.
Czy szerokość geograficzna wpływa na naszą aktywność taneczną?
Oczywiście. Przecież w Skandynawii nie zobaczymy tak gorących tańców jak np. w Ameryce Południowej. Skandynawowie tańczą, ale dużo spokojniejsze tańce, które pozwalają im oszczędzać energię.
(...)
Więcej w Numerze 1(15)VIP Biznes&Styl, styczeń-luty 2011










