Pirotechnik, oficerowie Biura Ochrony Rządu, strażnicy z Pałacu Prezydenckiego, zdajemy się być onieśmieleni tym gąszczem osób, które ogradzają nas od Salonu Rokoko, gdzie za chwilę usiądziemy do rozmowy z Marią Kaczyńską, małżonką prezydenta RP. Czekamy cierpliwie i… Maria Kaczyńska, okazuje się tak zaskakująco naturalna i serdeczna, że z onieśmielenia przechodzimy w stan zdezorientowania. Pani Prezydentowa spokojnie zasiada na kanapce, proponuje kawę, herbatę, i tylko brak cytryny na stole martwi ją bardzo, bo sama jest przeziębiona, a dziennikarka ma przecież sukienkę z krótkim rękawem. Prawie jak w domu czujemy się po chwili, gdy Prezydentowa porozumiewawczo uśmiecha się do naszego fotoreportera, Tadeusz Poźniak i prosi, by ten z obsługą załatwił cytrynkę. Już jesteśmy pewni, rozmowa będzie bardziej szczera niż nam się marzyło przed przyjazdem do Pałacu Prezydenckiego. Maria Kaczyńska nie unika żadnych pytań; o parytetach dla kobiet, swoim życiu w Pałacu Prezydenckim, o ponad 30. latach małżeństwa spędzonych z Lechem Kaczyńskim. Nie da się ukryć; Prezydentowa ma duże poczucie humoru i lubi się śmiać, wspomina jak w początkowych tygodniach prezydentury męża lubiła przechytrzyć ochronę i wymykać się niepostrzeżenie na zakupy, jak do dziś udaje w sklepie, że ona to nie ona, bo nie lubi tego „cyrku” związanego z osobą Prezydentowej. Gdy w pewnej chwili pytamy ją o bransoletę na ręce z motywem klawiatury, Prezydentowa zdejmuje okazjonalną bransoletkę i daje nam ją w prezencie. Muzyczny akcent na nadgarstku ma związek z koncertem muzyki szopenowskiej, jaki Prezydentowa zorganizowała w Pałacu na Krakowskim Przedmieściu. Zaplanowany godzinny wywiad mija niepostrzeżenie, ale Prezydentowa zdaje się nie być drobiazgowa, dokłada kolejne minuty i proponuje nam krótki spacer po Pałacu, zaprasza do Sali Białej, gdzie niedawno miała sesje fotograficzne do „Sukcesu” i „Vivy”, a skąd najpiękniej widać prezydenckie ogrody, szkoda, że ciągle pod śniegiem. Jeszcze tylko kilka zdań o Beksińskim, którego obrazy Prezydentowa bardzo ceni, a którego albumu jeszcze nie miała i zapowiada … do zobaczenia w Rzeszowie.
Jestem sobą, nikogo nie naśladuję
Z Marią Kaczyńską, małżonką prezydenta RP, rozmawiają Aneta Gieroń i Jaromir Kwiatkowski
Aneta Gieroń, Jaromir Kwiatkowski: Pani Prezydentowo, kilka tygodni temu gościła Pani w Rzeszowie przy okazji wręczenia Krzyży Komandorskich Orderu Odrodzenia Polski Polakom, którzy ratowali Żydów. Na pamiątkę tamtej wizyty otrzymała Pani dwa piękne bieszczadzkie pejzaże. Może nam Pani zdradzić, gdzie te obrazy zawisły w Pałacu Prezydenckim?
Maria Kaczyńska: Bardzo miło wspominam wizytę w Rzeszowie, a szczególnie uroczystość uhonorowania Polaków, którzy ratowali Żydów w czasie Zagłady. Oni nie chwalili się swoim bohaterskim postępowaniem, uważając to za coś naturalnego. Byłam ogromnie wzruszona wręczając im i ich rodzinom w imieniu Prezydenta RP wysokie odznaczenia państwowe.
Przy okazji tej rozmowy chcę serdecznie podziękować Marszałkowi Województwa Podkarpackiego Zygmuntowi Cholewińskiemu i władzom miasta za wspaniałe zorganizowanie tej uroczystości i całej wizyty. Ofiarowanego mi podkarpackiego pejzażu nie zdążyłam jeszcze zawiesić. Muszę znaleźć dla niego takie miejsce, by wyglądał pięknie i cieszył wzrok.
Pani Prezydentowo, skoro rozmawiamy o zajętych i zapracowanych kobietach… Czy w Polsce kobieta inteligentna, wykształcona, ma łatwo w życiu publicznym?
Zdolne, wykształcone kobiety, chcące zaistnieć życiu publicznych czy innej działalności, nierzadko muszą udowodniać, że są zdolniejsze, bardziej pracowite od mężczyzn ubiegających się o to samo stanowisko. Kobiety w ogóle mają nieco trudniej niż mężczyźni, zwłaszcza gdy mają dzieci. Kobieta – matka, aktywna zawodowo, na pewno ma trudniejszą sytuację niż mężczyzna. Od kilku lat obserwuję patronując plebiscytowi Firma przyjazna mamie, jak zmienia się nastawienie pracodawców w stosunku do młodych matek. Coraz więcej firm daje im możliwość podjęcia pracy oraz godzenia obowiązków matki z pracą i karierą zawodową.
Czy kobietom są potrzebne parytety?
Uważam, że należy spróbować. Może najpierw z parytetami trzydziestoprocentowymi. Jeśli się sprawdzi, to można pomyśleć o zwiększeniu tej proporcji. Ważne jednak, żeby do polityki trafiały kobiety, które mają wiedzę, pomysły, empatię. Żeby ich obecność nie wynikała tylko z takiej parytetowej dekretacji. Zgadzam z panią Agnieszką Duczmal, że w orkiestrze parytety - bez względu - na pleć nie sprawdziłyby się...
Problem z parytetem polega na tym, że wprowadza on kryterium pozamerytoryczne tam, gdzie powinny liczyć się umiejętności. Co nie oznacza, że nie powinno być więcej kobiet w polityce, w życie publicznym. Ale nic na siłę…
To prawda. Proszę zauważyć, jak dobrze kobiety sprawdzają się w samorządach, gdzie praca polega na budowaniu czegoś od podstaw. W Polsce nie brakuje kobiet, które mają świetne wykształcenie, umiejętności i funkcjonują bez parytetów w życiu publicznym. Ostatnio byłam na zjeździe szkół im. Ireny Sendlerowej z całej Polski, z okazji jej setnych urodzin. Tam śmiałyśmy się, że konieczne są parytety dla chłopców – na imprezie występowały same dziewczynki.
Pani Prezydentowo, przygotowując się do spotkania z Panią przeczytaliśmy wiele wypowiedzi na Pani temat. Oto dwie z nich. Eryk Mistewicz, specjalista od marketingu politycznego: Maria Kaczyńska to prawdziwy diament. Szymon Majewski, satyryk telewizyjny: Małżonka prezydenta jest bardzo fajną osobą. Ma Pani świadomość, że ma Pani bardzo dobry wizerunek w mediach?
Cóż mogę powiedzieć? Bardzo mnie to cieszy. Gdy spotykam się z ludźmi, jest bardzo sympatycznie, miło, ale czy jest to powszechne? Nie mnie oceniać.
Czy kiedykolwiek myślała Pani, by tę społeczną akceptację pani osoby przekuć w większą aktywność w życiu publicznym?
Szczerze mówiąc, większej już mojej aktywności w życiu publicznym nie wyobrażam sobie. Mam dużo zajęć i obowiązków. Czasem życzyłabym sobie, aby dzień trwał znacznie dłużej.
Kandydowania w wyborach prezydenckich Pani nie planuje?
Choć polityka bardzo mnie interesuje nie jestem politykiem i nigdy nie miałam takich ambicji. Moja obecna aktywność daje mi ogromną satysfakcję. Wysokie słupki poparcia poprawiają nastrój. Ale polityka to nie tylko dobry wizerunek w mediach.
Bolą Panią niektóre komentarze na temat Pani męża jako Prezydenta?
Bolą. Tym bardziej, że wiem, że nie są sprawiedliwe. Niedawno polityk z innej opcji politycznej stwierdził do mnie po rozmowie z Prezydentem: „Boże, to zupełnie inny człowiek niż myślałem, niech Pani coś zrobi, by zmienić jego wizerunek”.
Więcej w Magazynie VIP Biznes&Styl numer 2(10); Marzec-Kwiecień 2010






