Swing na trawie
Z golfem jest jak z herbatką u królowej angielskiej. Niby nuda, a miliony chciałoby skosztować. Golf pogardliwie nazywany grą dla emerytów albo żon milionerów, zyskuje przy bliższym poznaniu. Promocyjnym geniuszem musiał być ktoś, kto kilka wieków temu obmyślał zasady gry w golfa. Tak sprytne, że każdy, kto choć raz da się skusić na przejście kilku kilometrów w pogoni za piłką do 18 dołków, zwykle jest już tak uwiedziony, że pewniakiem stają się jego powroty na pole, jeszcze raz i jeszcze …. i tak bez końca.
Tekst Aneta Gieroń
Fotografie Tadeusz Poźniak
Wszystko przez magiczny handicap, czyli liczbę określającą umiejętności gracza. Niski handicap, jednocyfrowy, świadczy o tym, że jego posiadacz opanował sztukę gry niemal do perfekcji. Profesjonaliści posiadają handicap 0, w Polsce amatorzy zaczynają od 36. Magnetyczne oddziaływanie handicapu wychodzi przy okazji zawodów. Wynik uzyskuje się po odjęciu handicapu od liczby uderzeń, jakimi pokonało się 18-dołkowe pole. Dzięki temu golfowy żółtodziób ( pod warunkiem, że ma genialny dzień) może ograć zawodowca ( pod warunkiem, że ten ma dzień bardzo słaby). To się nazywa igranie z losem i frajda mogące uzależnić od golfa.
Czarny Johny Walker i golf
Taki prowokacyjny uśmiech od losu, ponad 3 lata temu spotkał Macieja Twardzika, właściciela firmy budowlanej NTB w Głogowie Małopolskim pod Rzeszowem. Dla zabawy, na jednym z wyjazdów biznesowych spróbował gry kijem i piłeczkami trafianymi do dołków. Amatorowi tak dobrze szło, że wygrana butelka czarnego Johny Walkera nie mogła zostać tak banalnie wypita, bez sportowych konsekwencji i deklaracji na przyszłość. Zwłaszcza, że kolejny wyjazd biznesowy znów był z golfem w tle, tym razem na polu golfowym w Paczółtowicach pod Krakowem.
- Tam kilka lekcji dał mi profesjonalny trener, Maciej Wojdyński i stwierdził, że mam talent – śmieje się Twardzik. – Przypuszczam, że mówi tak na zachętę wszystkim początkującym graczom, ale ja uwierzyłem. Tym bardziej, że kilka miesięcy później Wojdyński zadzwonił i zaproponował mi tygodniowy wyjazd do Tunezji dla golfistów.
- Mąż wrócił z pucharem dla Nadziei Golfa i wtedy już nie było zmiłuj się. Mąż w ciągu kilku lat do golfa przekonał mnie, bliższych i dalszych znajomych, rodzinę, przyjaciół, a na koniec zbudowaliśmy ogród golfowy w Głogowie Małopolskim, gdzie na prawie hektarze ziemi jest 6-dołkowe pole – mówi Bogusława Twardzik.
Z golfa w necie, na trawę w realu
Czy „masowo pokochamy golfa i stanie się on rozrywką narodową? Wielu wątpi. Na Podkarpaciu oprócz ogrodu golfowego w Głogowie Małopolskim, jest 9-dołkowe pole golfowe w Porębach Krzywskich oraz tzw. driving range, czyli pole treningowe w Leśnej Woli. Golf ciągle uchodzi za sport elitarny, kosztowny, zamknięty w klubach, gdzie wpisowe jest nieprzyzwoicie drogie.
- A to nieprawda – twierdzi Stanisław Sroka, prezes Podkarpackiego Klubu Golfowego, właściciel Akademii Golfa w Porębach Krzywskich. – Na pewno jest to sport najbardziej popularny wśród biznesmenów, ale coraz więcej wśród graczy jest ludzi wolnych zawodów; prawników, lekarzy, artystów, architektów, w ostatnim czasie nie brakuje pasjonatów golfa, którzy przez lat podglądali zawody w telewizorze, alba w grali na komputerowym monitorze, a teraz chcą spróbować sił na prawdziwym polu.
- Mamy ambicje organizować turnieje, szkolenia i propagować golf wśród mieszkańców Podkarpacia – mówią Twardzikowie. – Chcemy przekonywać nauczycieli, by przywozili dzieci na lekcje wychowania fizycznego właśnie na pole golfowe, by młodzież nie zrażała się tylko uzależniała od sportu.
Na ile okaże się to skuteczne? W Polsce kultura sportowa, nie wiem, jakby nie starać się o niej dobrze pisać, zwykle sprowadza się do kilku butelek piwa, kanapy, telewizora i żużla, albo skoków narciarskich przed ekranem.
- Wszystko można zmienić – twierdzi Stanisław Sroka. – Ja zacząłem grać w golfa ledwie cztery lata temu. I sam się dziwię, że nie odkryłem go wcześniej. Namówił mnie niemiecki partner w interesach. Wracając do Polski zatrzymałem się w Krakowie i od razu zapisałem do klubu golfowego. Do domu wtaszczył potem potężny worek z 14 kijami golfowymi i na poważnie wpisał tę nudnawą z pozoru grę w codzienny grafik.
Pasjonatami golfa jest wielu biznesmenów, przekonują, że to kwintesencja wyobrażenia o biznesie i świetny relaks z piękną przyrodą za plecami.
18 „walk” do 18 dołków
- Jest bardzo dużo podobieństw między zarządzaniem, a grą strategiczną, jaką jest golf - tłumaczy Sroka. Inne są tylko narzędzia i techniki działania. Zarządzanie jest sztuką osiągania rezultatów. Podobnie w golfie, nie chodzi o jak największą liczbę uderzeń w piłkę, ale o uderzenia skuteczne, które prowadzą do maksymalnie dobrego wyniku.
Golf jest grą składającą się z 18 „walk”, czyli 18 dołków, które na około 7 hektarach przechodzi się w 5-6 godzin. Przy każdym dołku zawodnik zdobywa punkty, które są sumowane i dają ostateczny wynik. Sztuką jest umiejętność podejścia do każdego dołka ze świeżym umysłem i ręką, tak, by za każdym razem czuć się, jakby stało się na starcie gry. Wtedy są szanse na zwycięstwo.
Jest tylko jeden warunek, golf wymaga czasu. Dobry swing ( zamach kijem) jest pochodną subtelności i precyzji, które trzeba pielęgnować. Golfista jest niczym pianista, jeśli ma ambicje, powinien ćwiczyć kilka razy w tygodniu, najlepiej codziennie.
- Szybko to zrozumieliśmy – śmieją się Bogusława i Maciej Twardzikowie, obydwoje absolwenci wychowania fizycznego w Krakowie, byli siatkarze, pasjonaci sportu od zawsze. Odkąd pojawił się golf, wszystko inne zeszło na plan drugi.
Bo jak inaczej można się zachować stojąc przed królem? – pyta Twardzik. – I zapewnia, że nie żartuje.
Królem golf, królową lekkoatletyka
- W końcu od zawsze wiadomo, że królową sportu jest lekkoatletyka, ale królem golf. I ja tę tezę potrafię udowodnić – śmiertelnie poważnie wyjaśnia Twardzik.
To jest gra, która zachowuje młodość, ale nie wymaga młodości, by wygrywać. Golf premiuje systematyczność, wytrzymałość i sprawność fizyczną, ale tę wypracowaną, prowadzoną z głowy, a niewynikającą z wielkości muskułów. Wymaga decyzyjności, odwagi, samych królewskich cech. Do tego ważna jest w niej etykieta, fair play i elegancja.
- Gol jest bezdyskusyjnym królem – śmieje się Twardzik.
Rzeczywiście w przepoconym dresie i w trampkach na pole golfowe nikt nie wchodzi. Obowiązują eleganckie, długie spodnie i koszula z kołnierzykiem, do tego buty zwane spikes – kolce, przypominające eleganckie półbuty, z kolcami pod spodem, zapobiegające ślizganiu się butów na trawie i gwarantujące graczowi pewne stanie. Są też wygodne, przejście 18 dołków, to około 10-kilometrowy spacer zajmujący 4 -5 godzin.
- Wystarczyły ledwie 3 lata, żebym z golfa uczynił sposób na życie – opowiada 30-kilkuletni Marcin Chmiel, menedżer Podkarpackiego Klubu Golfowego. – Początkowo tylko przyglądałem się graczom, ale to za mało. Żeby zrozumieć, czym jest golf, trzeba wziąć kij i przejść całe pole. To uczy pokory i … prowokuje. Człowieka drażni, że niby banalna gra, niby rozrywka dla nadętych – bogaczy, a w rzeczywistości, to bardzo wymagający sport. Bezlitośnie wytyka brak kondycji i koncentracji. Czaruje kilkoma godzinami zabawy w kilkuosobowym towarzystwie, zwykle ciekawą rozmową, niewykluczone, że przyjaźnią, czy załatwionym biznesem. Niepisana wśród golfistów zasada, że każdy do każdego, bez względu na wiek i stanowisko zwraca się po imieniu, mocno i szybko skraca dystans.
To coś absolutnie nowego do historycznych początków gry w golfa, gdy w średniowiecznej Francji i Włoszech pogrywała tylko szlachta i arystokracja. Z czasem golf stał się ukochaną rozrywką mężczyzn. W Szkocji król niekiedy zakazywał swoim rycerzom gry w golfa, bo gra była tak pasjonująca i wciągająca, że ci wymigiwali się od ćwiczeń w strzelaniu w łuku, co akurat było dużo cenniejszą umiejętnością w krwawej Europie wieków średnich, niż celność kija w piłkę do dołka.
Brzmi prozaicznie, ale w rzeczywistości rzecz jest bardziej skomplikowana. Każdy dołek ma swoje miejsce startu ( tee), skąd rozpoczyna się grę, green - to obszar wokół wyciętego w ziemi dołka z najniżej skoszoną trawą, pomiędzy jest fairway- droga, kilkudziesięciometrowej szerokości, z nisko koszoną trawą, z której należy korzystać, jeśli green nie jest w zasięgu jednego uderzenia. Pozycja dołka na greenie jest zaznaczona wysoką chorągiewką. Pomiędzy tee a greenem występują przeszkody: rough – wysoka trawa, bunkry – zagłębienia w ziemi wypełnione piaskiem, woda, krzewy, pochyłości terenu…
- Zazdroszczę i podziwiam rodziny, gdzie wszyscy grają w golfa. Proszę mi pokazać dom, gdzie w sobotę, albo w niedzielę rodzice spędzają 5 godzin na dyskusji z dziećmi, jednocześnie obserwując, jak te radzą sobie ze stresem, albo podejmowaniem decyzji. Na polu golfowym wszystko to jest – opowiada Bogusława Twardzik. – Kiedyś przyłapaliśmy się z mężem na wspólnej myśli, że wszystkie najważniejsze sprawy omawiamy na polu golfowym.
W poszukiwaniu piłki przeciwnika
Choć patrząc z boku, golf może zdawać się potwornie sformalizowany, pełen rytuałów, to większość graczy właśnie elegancję i etykietę wymienia wśród największych zalet golfa. W jednej grupie golfistów wychodzących na pole, są zwykle cztery osoby. Wszyscy po kolei wykonują uderzenia z tee, następnie idą do swoich piłek i wykonują uderzenia w stronę chorągiewki. Największa zabawa jest z najmniej doświadczonymi graczami, którzy potrafią posyłać piłki w najbardziej tajemnicze miejsce, gdzie znalezienie ich graniczy z cudem.
- W dobrym tonie jest pomagać przeciwnikowi szukać jego piłki – śmieje się Maciej Twardzik.
Przy podejmowaniu decyzji o doborze kija na przeciwników nie ma już, co liczyć. W końcu od tego zależy zwycięstwo. W torbie jest zwykle 14 kijów, różnią się długością, wagą, kształtem główki i nachyleniem lica. Woods, to kije, którymi uderza się piłkę najdalej. Najlepsi gracze posyłają nimi piłkę na odległość nawet 300 metrów. Irons są najliczniejszą grupą kijów, różnią się nieznacznie, ale sprawiają, że piłka uderzona z tą samą siłą, może polecieć na różne odległości. Putter, to specjalne kije do uderzania na greenie, po których piłka się toczy. Wedge pozwalają uderzyć piłkę wyżej i bliżej.
- Do tego trzeba zastanowić się nad siłą wiatru, ukształtowaniem terenu, synchronizować ciało i umysły i … można uderzyć w piłkę – opowiada Stanisław Sroka. – Niby takie proste, a natychmiast widać, czy ktoś jest chaotyczny, nerwowy, bywa ryzykantem, czy może jest wytrawnym strategiem.
Czy golf stanie się sportem masowym? Jeśli przyjąć, że używany kij można już kupić za 20 zł. To mógłby. Jeśli uwierzymy, że jesteśmy potwornie leniwym narodem. Będzie trudno.
VIP B&S Numer 5(6) Wrzesień-Październik 2009






