RZYM - BEATYFIKACJA
 

Byliśmy na uroczystościach beatyfikacyjnych na Placu św. Piotra

Błogosławiony Jan Paweł II. Człowiek - skała

Bracia Andrzej, Adam i Witold Bajgierowiczowie przyjechali do Rzymu busikiem z Pysznicy w powiecie stalowowolskim. – Obiecaliśmy sobie, że przyjedziemy na beatyfikację Jana Pawła II. I jesteśmy – tłumaczą. Andrzej podkreśla, że dla niego papież był kimś specjalnym. – Kilka razy uczestniczyłem w papieskich pielgrzymkach do ojczyzny – wspomina. - Jego kontakt z młodzieżą był czymś wspaniałym. Nie wyobrażam sobie, żeby mnie w tym dniu nie było w Rzymie – dodaje. Na pogrzebie papieża był tylko Adam. Postanowili z braćmi, że na beatyfikację pojadą wszyscy trzej. Kiedy po mszy beatyfikacyjnej składali wielki transparent z napisem „Pysznica”, było widać, że są szczęśliwi.

Tekst Jaromir Kwiatkowski

Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Na beatyfikacyjnym plakacie, wiszącym na rzymskich latarniach, uśmiechnięty Jan Paweł II całuje podczas audiencji generalnej małego berbecia, którego – jak to się często zdarzało – podano mu z tłumu. To zdjęcie dobrze pokazuje charakterystyczny rys papieskiego pontyfikatu: miłość i otwartość Jana Pawła II na ludzi, zwłaszcza tych najmniejszych, najbardziej bezbronnych. W końcu to nie kto inny jak ten papież zrobił tak wiele dla obrony najsłabszych, także tych jeszcze nie narodzonych. A moja myśl biegnie do tamtego strasznego 13 maja 1981 r., kiedy to Jan Paweł II tuż przed tym, jak na Placu św. Piotra padły strzały zamachowca, w taki sam sposób trzymał 2-letnią Sarę Bartoli…

Czuwanie w Circo Massimo

W sobotnie popołudnie, tuż po wjeździe do Rzymu, „urywamy” się w 10 osób z naszej autokarowej grupy pielgrzymkowej. Chcemy być na czuwaniu w starożytnym Circo Massimo, którego nie ma w programie naszego wyjazdu. Kiedy jedziemy metrem do centrum Rzymu, dzierżąc w dłoniach biało-czerwone flagi i żywo rozprawiając o tym, co nas czeka dziś i jutro, kątem oka widzę, jak jedna z rzymianek cały czas obserwuje nas z ciepłym, pełnym wyraźnej aprobaty uśmiechem. Pierwszy, ale nie ostatni raz, łapię się na myśli, że papież jest „powszechny”, ale – czy tego ktoś chce, czy nie – trochę bardziej „nasz”, polski.

Przed czuwaniem pada. Obawiam się o pogodę w dniu beatyfikacji. Moi pielgrzymkowi przyjaciele takich obaw nie mają – mówią, że jutro będzie piękne słońce. Czas pokaże, że to oni mieli rację.

Na Circo Massimo zgromadzi się w ten niezwykły wieczór 200, a może 300 tys. wiernych z całego świata. Przeważa młodzież. Oczywiście, bardzo mocno, przy pomocy biało-czerwonych flag, zaznaczają swą obecność Polacy. W pełnej skupienia atmosferze wieczoru słuchamy trzech świadectw osób, które w znaczący sposób były związane z Janem Pawłem II.

Bardzo poruszające jest dla mnie świadectwo Joaquina Navarro-Vallsa, byłego rzecznika Stolicy Apostolskiej. Zwłaszcza słowa, że papież zdawał sobie sprawę, iż człowiek potrzebuje Bożego Miłosierdzia. Dlatego, jak mówi Navarro-Valls, papież spowiadał się co tydzień, bo wiedział, że człowiek nie potrafi docenić Bożego Miłosierdzia, jeżeli sam go nie doznał.

Siostra Marie Simon-Pierre, której uzdrowienie z choroby Parkinsona za wstawiennictwem Jana Pawła II uznane zostało za cudowne, co stanowiło kropkę nad „i” w procesie beatyfikacyjnym, opowiada o swoim uzdrowieniu. Przyszło ono wtedy, gdy dojrzała już do akceptacji faktu, że jej choroba może skończyć się wózkiem inwalidzkim. – Jan Paweł II na nas patrzy i jest szczęśliwy – kończy, przy gorącym aplauzie tłumu.

- Żył w jedności z Bogiem i tak było przez całe życie – mówi wieloletni osobisty sekretarz Karola Wojtyły, kard. Stanisław Dziwisz. – Gdy został papieżem, nie zmienił się, tylko pogłębił swoją duchowość.

Podczas czuwania towarzyszą mi dwa odczucia: dumy z przynależności do Kościoła Powszechnego (ta „powszechność” jest dodatkowo podkreślona przy pomocy telemostu z pięcioma sanktuariami: w krakowskich Łagiewnikach, tanzańskim Kawekamo-Bugando, libańskiej Harisssie, meksykańskiej Guadalupe i portugalskiej Fatimie), a jednocześnie dumy z faktu, że to polski naród wydał Jana Pawła II - Wielkiego. Wysoko zadzieramy z kolegami nasze flagi do góry. W pewnym momencie „przytulają się” do siebie moja biało-czerwona i biało-żółta, watykańska, którą trzyma jakiś Włoch.

Beatyfikacja na Placu św. Piotra

Prosto z czuwania nasza grupka idzie w stronę bazyliki św. Piotra. W wielojęzycznym tłumie znów przeżywamy doświadczenie powszechności Kościoła. Mijamy grupę Słowaków – jak oni, idąc przez późnowieczorny Rzym, pięknie śpiewają, akompaniując sobie na gitarach!

Docieramy do wlotu Via della Conciliazione – ulicy prowadzącej wprost na Plac św. Piotra. Panuje tam nieopisany ścisk – gdzie okiem sięgnąć, koczują na bruku pielgrzymi. Jest już niedziela, 1 maja. Ze 30 metrów od nas widać duży transparent Regionu Rzeszowskiego Solidarności. Próbuję przebić się w jego kierunku, ale nie daję rady – tłok jest zbyt duży. Próbujemy zdrzemnąć się pomiędzy jakimiś ladami, z których najprawdopodobniej sprzedaje się warzywa i owoce, ale tej nocy sen nie jest nam dany.

O godz. 2 zaczynają wpuszczać na Via della Conziliazione. Zrywamy się i posuwamy się w tamtym kierunku, stłoczeni jak śledzie. Między 6 a 7 docieram na tyłach lewej kolumnady do elektronicznej bramki, a przez nią na Plac św. Piotra. Z każdą minutą tłum wiernych gęstnieje. Później oceniono, że w uroczystości beatyfikacyjnej na placu z przyległościami wziął udział ponad milion, a może półtora miliona, wiernych.

Elementem skromnej, ale wymownej scenografii placu jest – ułożony ze zdjęć - ogromny napis zawierający słynne słowa wypowiedziane przez Jana Pawła II podczas inauguracji pontyfikatu: „Nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi”, jak również fotogramy ukazujące najważniejsze wydarzenia kolejnych lat pontyfikatu. Są wśród nich polskie akcenty: wizyta Jana Pawła II na Jasnej Górze, spotkanie z Lechem Wałęsą (wydaje mi się, że Polskę pokazuje jeszcze jeden fotogram, ale pewien nie jestem).

Doświadczam prawdziwości porzekadła: „góra z górą się nie zejdzie, ale człowiek z człowiekiem zawsze”. Bo czyż to nieomal nie cud, że w ponadmilionowym tłumie słyszę wołanie: „Jarek!” i za chwilę dostrzegam moich przyjaciół, Elę i Grześka Kolasińskich z Warszawy, u których trzy tygodnie wcześniej, podczas pobytu w stolicy, nocowałem? Siedzą w sektorze nieopodal grupy z Lednicy, z charyzmatycznym duszpasterzem, o. Janem Górą, na czele.

O godz. 10 rozpoczyna się msza św. pod przewodnictwem papieża. 37 minut później Benedykt XVI wygłasza formułę beatyfikacji Jana Pawła II, na którą cały katolicki świat czekał prawie 6 lat. Na fasadzie bazyliki zostaje odsłonięty beatyfikacyjny wizerunek papieża-Polaka (zdjęcie wykonał znany fotograf Grzegorz Gałązka). Pielgrzymi witają ten moment gorącą owacją, a na placu robi się biało-czerwono. Chwilę później siostry: Tobiana Sobótka, która pracowała w papieskim apartamencie i była przy Janie Pawle II do ostatnich chwil jego życia, oraz Marie Simon-Pierre, wnoszą relikwiarz z ampułką krwi nowego błogosławionego.

To są najbardziej poruszające chwile podczas uroczystości beatyfikacyjnej. – Od tego momentu prosimy nie klaskać, pochować flagi i transparenty – rozlega się komunikat. Msza św. toczy się dalej w pobożnym skupieniu.

– Zawsze uderzał mnie i budował przykład jego modlitwy: zanurzał się w spotkaniu z Bogiem, pomimo rozlicznych trudności jego posługiwania. A potem świadectwo jego cierpienia: Pan pozbawiał go stopniowo wszystkiego, lecz on pozostawał skałą, zgodnie z wolą Chrystusa – mówi w homilii papież o swoim poprzedniku. I znów wrażenie, że Jan Paweł II jest „powszechny”, ale trochę bardziej „nasz” – Benedykt XVI wtrąca w homilii i końcowym pozdrowieniu kilka zdań po polsku. W ogóle papież na każdym kroku podkreśla wielki szacunek dla poprzednika: na okoliczność mszy beatyfikacyjnej nakłada używane przez Jana Pawła II szaty liturgiczne, używa tych samych naczyń liturgicznych i nie potrafi ukryć wzruszenia, ilekroć o nim wspomina.

- Kiedy byłem na pogrzebie, to wszyscy byli przekonani, że umarł człowiek święty – mówi mi po mszy Grzegorz. – Dlatego właśnie wołano wtedy „Santo subito”. To nasze ówczesne przekonanie akurat dziś się dopełniło.

Dziękczynienie na Placu św. Piotra

Polacy długo jeszcze cieszą się na placu z beatyfikacji. – Nie ma lepszegooo od Jana Pawła Drugiegooo – śpiewa jedna z grupek. W ogóle plac należy w tym dniu głównie do Polaków, którzy przynieśli setki flag i transparentów. Ale cieszy się cały katolicki świat. Bo cały ten świat, wszystkie kontynenty, zjechały w tym dniu do Rzymu. Zwracam uwagę na wysoką, tęgą Murzynkę w chuście na głowie i bardzo kolorowej sukience z wizerunkiem Jana Pawła II. Nie tylko my kochaliśmy naszego rodaka, dziś już błogosławionego…

Opuszczając plac, wychodzę centralnie na… posła Andrzeja Szlachtę, który przyjechał pociągiem z grupą posłów PiS. – Pontyfikat Ojca Świętego przyniósł sukces Solidarności. Bez papieża nie byłoby polskiej transformacji, wolności – tak poseł uzasadnia powód, dla którego nie mogło go zabraknąć w tym dniu w Rzymie. Przyjechał na beatyfikację, by za to wszystko błogosławionemu podziękować.

Kiedy już wreszcie docieram do swojej grupy pielgrzymkowej, żywo komentujemy to wszystko, czego byliśmy przed chwilą świadkami. Spełnienie, radość, duma, wzruszenie – te słowa powtarzają się najczęściej. – To jest wypełnienie życia papieża. Jan Paweł II zawsze mówił, że powołaniem człowieka jest świętość i pokazał to swoim życiem – mówi Alicja Jakubiec z Rzeszowa. Pielgrzymi – nie tylko kobiety, ale i mężczyźni – nie ukrywają, że w momencie beatyfikacji zakręciła im się łza w oku.

W poniedziałek, 2 maja, również jesteśmy na Placu św. Piotra. Mszy dziękczynnej za beatyfikację, z licznym udziałem przedstawicieli polskiego Episkopatu, przewodniczy watykański sekretarz stanu, kard. Tarcisio Bertone.

 „Polski Rzym” ustawia się w długiej kolejne do trumny błogosławionego, wystawionej w bazylice św. Piotra. Podobno w niedzielę i poniedziałek przeszło przed nią, by oddać hołd Janowi Pawłowi II, ok. 300 tys. osób. Wieczorem trumna zostaje przeniesiona do bocznej kaplicy św. Sebastiana w bazylice i złożona w jej głównym ołtarzu. Jak później czytam w jednym z tygodników, Benedykt XVI zdecydował, że nie będzie otwierana i ze znajdujących się w środku szczątków zmarłego papieża nie będą pobierane relikwie.

Żywoty równoległe dwóch błogosławionych

Benedykt XVI nazwał Jana Pawła II w homilii „skałą”. Trzy tygodnie przed jego beatyfikacją byłem w Warszawie, m.in. na grobie innego błogosławionego, innej „skały” – ks. Jerzego Popiełuszki. Podczas podróży do Rzymu obie te „skały” mi towarzyszyły, wziąłem bowiem do czytania książkę Krzysztofa Kąkolewskiego „Popiełuszko, będziesz ukrzyżowany”. Arcymistrz literatury faktu rozwija tam wersję uprowadzenia i śmierci ks. Jerzego zupełnie odmienną od oficjalnej. Według niego, ks. Jerzy nie trafił do bagażnika fiata, którym został porwany i nie został zabity 19 października, lecz kilka dni później, a jego ciało zostało wrzucone do wody dwukrotnie: raz do Jeziorka Czerniakowskiego, a dopiero później do tamy we Włocławku.

Co się działo z ks. Jerzym przez te kilka dni? Został – twierdzi Kąkolewski – uprowadzony drugim samochodem, który czekał w lesie na Piotrowskiego, Pękalę i Chmielewskiego. Gdzie? Kąkolewski podaje kilka możliwych wersji. Ważniejsze jest jednak pytanie, po co. Autor stawia tezę, że po to, by torturami zmusić ks. Jerzego do współpracy z SB podczas studiów w Rzymie, na które miał lada moment wyjechać (w ramach „uspokojenia atmosfery” wokół niego). SB oraz – co wyraźnie pisze Kąkolewski – KGB, chciały mieć swojego człowieka w pobliżu Jana Pawła II, na którego skądinąd też szukały „haków”. (KGB po nieudanym zamachu na papieża-Polaka, zrezygnowała z powtórki, ale zdecydowała się na umieszczenie agenta w pobliżu Watykanu. Ks. Jerzy, którego otaczał nimb kapelana podziemnej Solidarności i represjonowanego, odważnego kaznodziei, mógłby stać się w Rzymie ulubieńcem Jana Pawła II, co czyniło go wręcz idealnym kandydatem na agenta).

Jak się jednak okazało, było tylko jedno, ale zasadnicze „ale”. Esbecy, mierząc świat swoją miarką, nie przewidzieli, że istnieją ludzie tak czyści i przejrzyści jak papież, na których nie ma żadnych „haków”. I tak czyści i przejrzyści jak ks. Jerzy, którzy nie dadzą się nakłonić do współpracy. (Esbecy wcale nie przesądzali, że ks. Popiełuszko ma zginąć, choć nie wykluczali tego. A on zginął, bo nie dał się złamać).

W esbeckiej wizji świata nie było miejsca na istnienie ludzi wolnych, ludzi-„skał”. Tym bardziej warto dziękować, że tacy ludzie byli i są wśród nas. Takie m.in. myśli towarzyszą mi, gdy teraz wracam myślą do uroczystości beatyfikacyjnych.

 Pozostaje czekać na cud

Co dalej? Tytuł błogosławionego oznacza zezwolenie Kościoła na publiczny kult danej osoby, ale w wymiarze lokalnym, np. jednej diecezji. W przypadku Jana Pawła II sytuacja jest o tyle wyjątkowa, że jego posługa jako papieża dotyczyła całego Kościoła i jego kult może rozprzestrzeniać się również w całym Kościele. Decyzja w tej sprawie będzie należeć do Benedykta XVI i należy się spodziewać, ze zapadnie niedługo po beatyfikacji. Jak mówią znawcy tematu, nie jest wykluczone, że wspomnienie Jana Pawła II będzie obowiązkowe w całym Kościele. Papież wyznaczył je na dzień 22 października.

Beatyfikacja w wielu przypadkach – choć nie zawsze - poprzedza kanonizację. Osoba kanonizowana, której przysługuje tytuł świętego, odbiera kult publiczny w całym Kościele.

Już teraz często można się spotkać z pytaniami, kiedy można się spodziewać kanonizacji Jana Pawła II. Trudno powiedzieć, bo żadnych ograniczeń czasowych tu nie ma. Na pewno natomiast jest potrzebny kolejny cud, zatwierdzony w procesie kanonizacyjnym. Wydaje się, że w przypadku nowego błogosławionego nie powinno być problemu z jego znalezieniem, przebadaniem i zatwierdzeniem.

 

Dziękujemy firmom Greinplast sp z o.o. Chemia Budowlana w Krasnem, z prezesem Robertem Stefanowskim, i Elektromontaż Rzeszów S.A. w Rzeszowie, z prezesem Marianem Burdą, za pomoc w realizacji materiału. 

 

 Artykuł ukazał się w Numerze 3(17)VIP Biznes&Styl, maj-czerwiec 2011

  

 

 

Galeria zdjęć