W tak upartyjnionym kraju jak Polska, duże znaczenie dla realizacji różnych spraw dla regionu, będzie miało to, ile ważnych stanowisk w centralnych instytucji obejmą politycy z naszego województwa
PO i PSL przegrały z PiS wybory parlamentarne na Podkarpaciu, ale to politycy tych dwóch partii będą mieli w najbliższym czasie niemal monopol na sprawy dotyczące regionu.
Tekst Paweł Kuca
Fotografie Tadeusz Poźniak
Po wyborach wszystko jest już jasne. Sejm przegłosował staro-nową koalicję i rząd PO-PSL. Ale pewien czas, który minął od wyborów, pozwala na ocenę sytuacji z pewnym dystansem. Zarówno jeśli chodzi o same wyniki wyborczej rywalizacji, podkarpacką reprezentację w parlamencie, jak i to, co wydaje się dziś najważniejsze dla regionu: jakie są w tej kadencji priorytety dla Podkarpacia.
Ludzie kupują marzenia
Wyniki wyborów w regionie nie są jakąś specjalną niespodzianką. Wygrał PiS i to zdecydowanie. Pewnym zaskoczeniem może być wynik Ruchu Palikota, który wprowadził do Sejmu dwójkę posłów. Zwłaszcza, jeśli porównamy to z wynikiem SLD, który ma tylko jednego posła. A i to, że Tomasz Kamiński, szef podkarpackiego Sojuszu będzie dalej zasiadał na Wiejskiej, nie było wcale takie oczywiste w powyborczy, poniedziałkowy poranek.
Jeśli o wynikach wyborów w województwie porozmawia się z politykami rządzącej przez ostatnie cztery lata koalicji PO-PSL, można odnieść wrażenie, że w obu ugrupowaniach czuć nutę rozgoryczenia. Ponieważ argumentacja jest następująca: w ciągu poprzedniej kadencji powstawały orliki, ludzie jeżdżą po nowych „schetynówkach”, mogą zobaczyć, że autostrada na Podkarpaciu jest w budowie, lotnisko w Jasionce też się rozwija. A wybory? Platforma utrzymała swój stan posiadania. W poprzedniej kadencji Sejmu miała 7 posłów, tyle samo ma ich teraz. PSL na rządzeniu straciło, z Podkarpacia ma tylko 2 posłów (w ubiegłej kadencji było ich trzech).
- Ludzie nie premiują za sukcesy, tylko kupują obietnice i marzenia – trochę gorzko komentuje wyniki wyborów poseł Jan Bury, nowy szef klubu parlamentarnego PSL, szef ludowców na Podkarpaciu. Sam nie ukrywa, że liczył w regionie na lepszy wynik, nie tylko partii, ale i swój. W 2007 r. poparło go prawie 21,5 tys. osób., teraz dostał 5,7 tys. głosów mniej.
Co lubi podkarpacki wyborca?
Zbigniew Rynasiewicz, szef podkarpackiej Platformy Obywatelskiej też liczył dla Platformy na więcej, chociaż utrzymanie stanu posiadania z poprzedniej kadencji uważa za dobry rezultat. Wyniki głosowania tłumaczy sposobem postrzegania świata przez podkarpackiego wyborcę.
– Katalog wartości PO jest szeroki, ale szczególnie istotne są dla nas kwestie społeczno-gospodarcze. Duża część elektoratu z Podkarpacia ma inne priorytety – ocenia poseł Platformy.
Rynasiewicz dodaje, że w minionej kampanii wyborczej zrozumiał jeszcze jedną rzecz. – Nie jesteśmy w stanie wygrać z cotygodniowym opowiadaniem o nas nieprawdy, np. takich historii, że Platforma jest za aborcją, albo wprowadzeniem eutanazji. Takie wypowiedzi miały duży wpływ na wyniki wyborów – uważa polityk PO.
Za trzy lata będziemy rządzili
Co ciekawe, specyficzna wydaje się też sytuacja PiS. To ugrupowanie w regionie zdobyło 14 mandatów poselskich i wszystkie miejsca w Senacie. To identyczny wynik jak w 2007 r. Politycy PiS mogą się chwalić, że Podkarpacie to ich bastion. Tylko zaczyna pojawiać się pytanie, co z tego bastionu dla tej partii wynika. Oczywiście poza słowną retoryką. Na dziś PiS wygrywa w regionie wybory, ale na niewiele rzeczy ma wpływ. W Sejmie politycy PiS są w opozycji, w samorządzie województwa podkarpackiego podobnie (mimo, że mają w sejmiku największą liczbę radnych). W Rzeszowie nie będzie nowego rozdania w ratuszu, ponieważ Tadeusz Ferenc przegrał wybory na senatora. Nie pozostaje nic innego, jak okopanie się na opozycyjnych pozycjach. Teraz dochodzi jeszcze rozłam i powstanie klubu Solidarna Polska. Jest w nim poseł Mieczysław Golba, a to oznacza dla podkarpackiego PiS utratę jednego mandatu.
- Nie widzę zagrożenia dla PiS przez fakt powstania klubu Solidarna Polska – mówi poseł Stanisław Ożóg z PiS. - Wybory do sejmiku wojewódzkiego przegraliśmy, ponieważ w kampanii wyborczej popełnione zostały błędy. Jestem pewny, że za trzy lata to my będziemy rządzili samorządem województwa i większością samorządów w regionie.
Trema jak na ślubie
Patrząc bardziej personalnie, w nowej kadencji w gronie 26 posłów jest kilku parlamentarnych debiutantów. Posłem Platformy została wojewoda w poprzedniej kadencji, Małgorzata Chomycz. Z listy PiS na Wiejską trafili samorządowcy; Kazimierz Ziobro i Bogdań Rzońca. Zwłaszcza Rzońca ma za sobą bogatą karierę na Podkarpaciu – był wojewodą krośnieńskim, po reformie administracji marszałkiem i wicemarszałkiem województwa.
- To jest bardzo dobra kolejność w polityce. Najpierw praca w samorządzie, potem w parlamencie – mówi Rzońca.
Sam śmieje się, że mandat poselski to nowy etap w jego życiu. A właśnie w tym roku skończył 50 lat. W czasie składania sejmowej przysięgi, tremę miał taką samą jak 26 lat temu, kiedy brał ślub. – Takie ślubowanie to poważna sprawa. Tamtej przysięgi dotrzymałem, tej też dotrzymam – mówi.
Rzońca ma klarowny cel na najbliższe cztery lata. Zapowiada, że nie wyzbywa się swojego narodowego i prawicowego kośćca, ale jest w Sejmie po to, żeby łagodzić konflikty i budować jedność wśród podkarpackich parlamentarzystów. – Wydaje mi się, że w innych województwach posłowie są bardziej zjednoczeni. W efekcie wiele regionów nam odjeżdża – tłumaczy.
Ciekawą postacią podkarpackiej polityki może być prof. Józefina Hrynkiewicz, ekspert z zakresu polityki społecznej, rozwoju samorządów społecznych, ruchów i inicjatyw obywatelskich. Prof. Hrynkiewicz jest z Warszawy, do Sejmu dostała się z pierwszego miejsca na rzeszowskiej liście PiS. Trudno nie spekulować, że została liderką listy w województwie, w którym PiS ma takie poparcie, bo to niemal gwarantowało jej poselski mandat. Jej pozycja na Podkarpaciu będzie w dużej mierze zależała od zaangażowania w sprawy regionu. – Prof. Hrynkiewicz nie będzie posłem warszawskim. Zaangażuje się w sprawy regionu. Rozmawialiśmy już o tej współpracy – zapewnia poseł Ożóg.
Ludzie są sfrustrowani
Zupełni nowi na podkarpackiej scenie politycznej są parlamentarzyści Ruchu Palikota. Z Rzeszowa posłem został 36-letni Dariusz Dziadzio, z zawodu fizjoterapeuta. W prasie można było przeczytać, że pracował jako przedstawiciel handlowy w branży medycznej, zajmował się szkoleniami kadry menedżerskiej. W wyborach poparło go ponad 11 tys. osób. W okręgu krośnieńskim posłem została Małgorzata Marcinkiewicz.
Marcinkiewicz, z zawodu chemik, jest absolutnym politycznym debiutantem. Jeszcze pół roku temu zajmowała się prowadzeniem własnego biznesu, mieszkała w Mołdawii, chciała otworzyć tam tartak. Kiedy w czerwcu przyjechała na chwilę do Jasła, zobaczyła zaproszenie na spotkanie z Januszem Palikotem. – Wcześniej nie należałam do żadnej partii politycznej. Na to spotkanie poszłam, bo J. Palikot był biznesmenem, mamy zbieżne poglądy i doświadczenia – tłumaczy.
I podaje przykład ciężkiego życia przedsiębiorcy. – Prowadziłam handel na Wschodzie. Wiem co to długie kolejki na granicy, skomplikowane procedury celne i innych służb granicznych. Kiedyś pytałam w służbach granicznych, jakie dokumenty mam przedłożyć na towar, który chciałam sprowadzić do Polski. Dostałam e-mailem odpowiedź, w którym dzienniku ustaw mogę to sobie sprawdzić – mówi posłanka.
W czerwcu Marcinkiewicz zapisała się do Ruchu Palikota. W październiku została posłem. Zapewnia, że kiedy zbierała podpisy poparcia dla swojego ugrupowania, czuła że Ruch Palikota osiągnie dobry wynik. – Widziałam, że ludzie są sfrustrowani sytuacją, a wielu młodych ma antyklerykalne poglądy – ocenia.
Czy mamy kogoś do rządu?
Najważniejsze jednak pytanie na początku nowej kadencji brzmi: jakie są priorytety polityków koalicji z regionu? Czy ludzie z Podkarpacia mają szanse na objęcie ważnych stanowisk rządowych, w Sejmie lub państwowych centralnych urzędach i agencjach? To ważne kwestie w kraju takim jak Polska, w którym upartyjnienie już dawno przekroczyło granice zdrowego rozsądku. A w związku z tym obsada różnych stanowisk może mieć duży wpływy np. na decyzje o inwestycjach, czy podział pieniędzy między regiony.
- Sądzę, że raczej utrzymamy dotychczasowy stan posiadania we władzach centralnych, bo to rząd kontynuacji, a reprezentanci Podkarpacia zajmowali stanowiska wiceministrów. Ale prezes Bury to mistrz gier gabinetowych, więc być może razem z PO uda się wypromować jeszcze kogoś z regionu – ocenia dr Kazimierz Surowiec, polityk PSL, były wojewoda rzeszowski.
W Platformie o nazwiskach i konkretnych stanowiskach trudno się czegoś dowiedzieć. Politycy tej partii sparzyli się cztery lata temu, kiedy głośno zapowiadali liczne stanowiska w Warszawie dla działaczy z regionu, a cała sprawa zakończyła się klapą, co jakiś czas przypominaną zresztą w mediach. – Jesteśmy zainteresowani resortami gospodarczymi, ponieważ to daje przełożenie na konkretne decyzje dla naszego regionu – mówi poseł Rynasiewicz.
Ale już widać, że będzie ciężko, bo walka o stanowiska jest ostra albo brakuje siły przebicia. Wśród podkarpackich polityków spekulowano, że to właśnie Rynasiewicz ma największe szanse na stanowisko rządowe – wiceministra infrastruktury. Na razie szef podkarpackiej Platformy, podobnie jak w poprzedniej kadencji Sejmu, będzie kierował sejmową komisją infrastruktury. W PO było też słychać, że będą zabiegi, żeby Krystyna Skowrońska została szefową sejmowej komisji finansów, a Jarosław Gawlik utrzymał fotel wiceministra skarbu państwa. Już wiadomo, że Skowrońska przewodniczącą komisji nie będzie, została wiceprzewodniczącą. W regionalnej PO słychać, że politycy tej partii z innych województw, w czasie debat o obsadzie funkcji, potrafią wytknąć układ sił politycznych na Podkarpaciu.
Platforma jest przekonana, że skoro PSL ma marszałka województwa, PO utrzyma dla siebie stanowisko wojewody. Chociaż nie wiadomo kto mógłby objąć ten urząd, a w medialnych spekulacjach pojawiała się długa lista kandydatów. Emocje budziły też dyskusje, że fotel wojewody chętnie utrzymałaby Małgorzata Chomycz, która została posłem. Ale ten pomysł rozgrzewa emocje w samej PO. Są opinie, że skoro Chomycz wygrała wybory, powinna pracować w Sejmie.
Kluczowa sprawa: pieniądze z Unii Europejskiej
Z PSL, w poprzedniej kadencji, z Podkarpacia było trzech wiceministrów. Teraz wiadomo na razie tyle, że Jan Bury został szefem klubu parlamentarnego ludowców. To oznacza, że nie będzie miał stanowiska rządowego (w poprzedniej kadencji był wiceministrem skarbu). Ta sytuacja jest różnie komentowana, bo nie dla wszystkich stanowisko szefa klubu to dla Burego awans. W świecie podkarpackiej polityki słychać głosy, że Bury nie miał szans na utrzymanie stanowiska w rządzie, po szeroko opisywanych wpadkach w ostatnim okresie tamtej kadencji. Chodzi np. o zarzuty, że jako wiceminister brał udział w drogiej kolacji z zarządem elektrowni Kozienice, spółki skarbu państwa, albo, że kupił (za niewielką kwotę) akcje spółki, chociaż zakazywały tego przepisy. – Gdyby Bury był od nas, straciłby stanowisko wiceministra jeszcze w poprzedniej kadencji, ale nikt nie chciał napięć z PSL – ocenia jeden z polityków PO z regionu.
Sam Bury zaprzecza takiej interpretacji. – Mogłem zostać w ministerstwie. Prezes Pawlak pytał mnie o to kilka razy. Ale nie chciałem, ponieważ Ministerstwo Skarbu Państwa powoli kończy swoją misję, jest tam coraz mniej pracy – mówi Bury. – W dodatku wiceminister jest tylko podwładnym ministra – tak naprawdę urzędnikiem ministra. Ja miałem silniejszą pozycję, ponieważ byłem posłem i wiceprezesem PSL.
Bury zapowiada, że ludowcy z regionu będą się starali o kolejne stanowiska w Warszawie. Zgodnie z regułą, że pierwszeństwo na rekomendację partii, mają ci którzy osiągnęli dobre wyniki w wyborach. Sam mówi, że na Podkarpaciu ma już kandydata na sędziego Trybunału Stanu. Chodzi o sędziego Pawła Jandę, prezesa Sądu Rejonowego w Rzeszowie, który został już wybrany przez Sejm do trybunału.
Obaj koalicjanci zgodnie za to wymieniają katalog spraw, które w rozpoczętej kadencji będą najważniejsze dla Podkarpacia.
J. Bury: Trzeba pilnować, żeby budżet UE na lata 2014-2020 był korzystny dla Polski i Podkarpacia. Bo tam będą pieniądze na nasze inwestycje. Drugą kluczową sprawą są inwestycje dotyczące infrastruktury: dokończenie autostrady, kolej do Warszawy.
Z. Rynasiewicz: Globalnie trzeba uspokoić sytuację finansową. Poza tym, z naszego punktu widzenia najważniejszy jest budżet UE do roku 2020. Pieniądze, które są dzisiaj, są już podzielone. W przyszłym unijnym budżecie, będą nowe pieniądze dla regionów. Dobry budżet unijny oznacza nowe inwestycje dla Podkarpacia. Warto też utrzymać program dla Polski wschodniej.
Autor jest adiunktem w Katedrze Politologii Uniwersytetu Rzeszowskiego.
Dr Hubert Kotarski, socjolog, Uniwersytet Rzeszowski
Wyniki wyborów parlamentarnych na Podkarpaciu nie są zaskoczeniem. Polska jest podzielona na dwie części. Polska wschodnia, bardziej konserwatywna głosuje na PiS. Zaskoczeniem może być tylko to, że dwa mandaty poselskie zdobył u nas Ruch Palikota. Zwłaszcza, że chodzi o osoby anonimowe, które nie udzielały się wcześniej w polityce. Poparcie dla Ruchu Palikota to raczej efekt ogólnopolski – młodzi ludzie widzą w Palikocie jakąś nowość na scenie politycznej, dochodzą do tego sympatie antyklerykalne. Zaskoczeniem nie jest także porażka Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa w wyborach do Senatu. Osiągnął on i tak dobry wynik, bo zakładałem, że jego porażka z Kazimierzem Jaworskim z PiS będzie bardziej wyraźna. Nie jest wykluczone, że na prezydenta Ferenca głosowała część wyborców prawicy. Gdyby prezydent Rzeszowa został senatorem, w mieście byłyby konieczne nowe wybory prezydenckie, a to byłaby szansa dla kandydata PiS. Najważniejsze dla regionu sprawy w tej kadencji Sejmu to inwestycje dotyczące infrastruktury: dokończenie autostrady, rozbudowa lotniska w Jasionce i strefy wokół lotniska, a także realne przygotowanie budowy drogi ekspresowej S19.
Artykuł ukazał się w Numerze 6(20)VIP Biznes&Styl, listopad-grudzień 2011







