Do ostatniej kropli... wina
Główną ulicą Kiszyniowa - Stefana cel Mare - sunie kondukt czarnych limuzyn. Na dachu pierwszej przytroczono brązową trumienkę, za kierownicą siedzi świnia. Słychać marsza żałobnego. Kto umarł? Komunizm - głosi rosyjski napis na trumience. Przechodnie patrzą obojętnie. Niektórzy się śmieją.
- Gdybyśmy mieli sensowną władzę, to przy naszym potencjale za 10 - 15 lat Mołdawia byłaby drugą Szwajcarią. - Piotr Kotelewicz polityką się nie zajmuje, jest lekarzem weterynarii. Prowadzi specjalistyczną aptekę w Bielcach, drugim po stolicy, największym mieście Mołdawii. Piąty rok jest też prezesem Polsko - Mołdawskiego Ośrodka Wspierania Przedsiębiorczości „Polonus” i z tej perspektywy ocenia niewykorzystane możliwości gospodarcze kraju najbogatszego kiedyś wśród republik radzieckich, a dziś uważanego za najbiedniejszy w Europie.
Tekst i Fotografie
ANNA KONIECKA
Gołym okiem biedy nie widać, przynajmniej w Kiszyniowie, stolicy Republiki Mołdowy (oficjalna nazwa państwa). Markowe sklepy, luksusowe samochody, restauracje, hotele, gdzie bodygardzi w garniturach od Armaniego, i z dyskretną słuchawką w uchu, strzegą prywatności bogatej klienteli. Ulicami płynie kolorowy, pogodny tłum, zaaferowany weekendowymi zakupami. Istne miasto mrówek, które nieustannie gdzieś się spieszą, oblepiają zatłoczone trolejbusy i biją rekordy pojemności w marszrutkach - małych busach pomykających przez rozwleczoną stolicę. Albo handlują na bazarze urządzonym przy ruchliwym bulwarze. Sekunduje im karna armia matrioszek: ramię w ramię stoją towarzysze Stalin i Lenin, Barak Obama i Władimir Woronin - prezydent Mołdowy, z pochodzenia Rosjanin.
Anastazja Clipco, studentka II roku Translatoryki na Wydziale Języków Obcych Uniwersytetu w Kiszyniowie: „Gdybym miała namalować karykaturę świątecznego Kiszyniowa, namalowałabym Łuk Triumfalny, który sobie śpiewa i tańczy, gdyż zawsze świętuje się wokoło niego. To miasto naprawdę zapomina wtedy o problemach i bawi się jak dziecko.”
Ulica kiszyniowska kipi młodością - w stolicy studiują nie tylko Mołdawianie, także młodzież z Zachodniej Europy, Izraela. Dla nich Mołdowa to zupełnie nieznany, egzotyczny kraj, który tygodnik The Economist nazwał „krajem znikąd”. A krwawa wojna domowa w 1992 roku, która rozdarła to państwo, pozostała niemal niezauważona, choć zaciążyła kamieniem na dzisiejszej sytuacji ekonomicznej.
Demokracja między Prutem a Dniestrem
Przyjechałam w najgorętszym momencie, w gronie międzynarodowych obserwatorów kwietniowych wyborów parlamentarnych, żeby zobaczyć jak wygląda demokracja w komunistycznym wydaniu w kraju żyjącym w przymusowej symbiozie z Rosją (najważniejszy partner handlowy Mołdowy).
Mołdowa ogłosiła się państwem suwerennym w 1991 roku. Jej przynależność do Wspólnoty Niepodległych Państw wymusiło położenie geopolityczne i wola obywateli, którzy w referendum odrzucili opcję przyłączenia do sąsiadki Rumunii. Mimo że etniczni Mołdawianie mówią po rumuńsku, a historia obu państw łączyła je kilkakrotnie. Po rozpadzie ZSRR prawie milion Mołdawian wyemigrowało. - To był dla nas bardzo trudny okres - wspomina Jurij Jeftijew, mer miasteczka Gladiany (34 km od Bielc). - Nikt nie chciał już naszego cukru, chociaż wcześniej zaopatrywaliśmy cały Sojuz. Teraz pracuje tylko jedna linia produkcyjna i to od zbiorów buraków do grudnia, potem ludzie idą na bezrobocie.
Trzynastotysięczne miasteczko wyludnia się podobnie jak inne rejony Mołdawii. Na bramach albo w oknach kartki: „Do sprzedania”, „Oddam w arendę”. Diaspora przysyła co roku ponad miliard euro, rodziny inwestują w rezydencje lub nowoczesne centra biznesowe pod wynajem.
Ludzie wyjeżdżają do Moskwy, Petersburga i do Zachodniej Europy, bo tu nie ma pracy. -Fabryka konserw pracuje na pół gwizdka z braku zbytu - żali się Jeftijew. Ale na dowidzenia ma dobrą wiadomość: miejscowa społeczność, jak cały kraj, jest wielonarodowa, lecz nigdy nie było konfliktów na tle etnicznym - pospołu żyje 15 nacji, w tym Mołdawianie, Polacy, Ukraińcy, Rosjanie, Rumuni, Cyganie.
- Bieda jednoczy - uważa Lilia Górska, pedagog dyplomowany, Polka „ze starej szlachty”, która w XIX wieku założyła w pobliskiej wiosce Styrcza ortodoksyjnie polską osadę. - Gdy nastała „wolność”, wypłatę dawali nam w naturze - opowiada. Kto pracował w cukrowni, płacili mu cukrem, robotnikom z fabryki tekstylnej - obrusami. W szkole rodzice pełnili dyżury, żeby palić w żelaznych kozach, bo kaloryfery zamarzły na amen. Z każdego mieszkania w blokach wystawały rury, przez które wychodził dym z piecyków. Ściany były najeżone rurami jak krążownik Potiomkin. Jeszcze teraz widać ślady w każdym mieście. Brakowało prądu i wody. Była za to 1500 - procentowa inflacja (1992 r.). - Dopiero pod rządami komunistów zaczęła się powolutku skromna, ale jednak stabilizacja i ludzie to pamiętają - zaznacza Górska. To czytelna aluzja a propos preferencji wyborczych: za czy przeciw komunistom.
Stabilizacja wygląda tak: pensja wiejskiego lekarza - 90 dolarów. Przedszkolanki tyle samo. Po prywatyzacji służby zdrowia dentyści i inni medycy pouciekali do miast; wieś została bezzębna. Wśród najlepiej zarabiających są bankowcy, aparat władzy i ludzie z kręgów biznesu. Emeryt dostaje 50- 60 dolarów. Akurat tyle kosztują opłaty za gaz, elektryczność i wodę.
Bilans strat i zysków
W prorosyjskim Naddniestrzu, które oderwało się od Mołdowy w 1992 roku, nie uznawanym przez większość świata, znajduje się 30 proc. mołdawskich zakładów przemysłowych. Praktycznie cały ciężki przemysł, w tym elektrownia Kucziurgan, pokrywająca większość mołdawskiego zapotrzebowania na energię. Mołdowa nie jest w stanie kontrolować towarów przepływających przez 400-kilometrowy odcinek granicy Naddniestrza z Ukrainą, co dodatkowo osłabia kondycję ekonomiczną kraju. Brak integralności terytorialnej, mimo reform gospodarczych, psuje reputację biznesową. Do najpoważniejszych problemów należy zorganizowana przestępczość, zwłaszcza handel ludźmi. Zaliczana do najbardziej skorumpowanych państw ( wg raportu Transparency International znalazła się na 117 miejscu wśród 146 uwzględnionych) Mołdowa walczy z korupcją spektakularnie. Na przejściu granicznym w Briceni wisi plakat: „Korupcja zaczyna się od ciebie. Nie dawaj!” Wręczenie łapówki grozi karą od 3 do 20 lat więzienia i konfiskatą majątku. Biorca może dostać nawet 25 lat. Większość zarzutów korupcyjnych dotyczy na razie demokratów. Niektórzy ich liderzy już trafili za kratki, toczą się dalsze śledztwa. Ale ulica wie swoje. - Wszyscy politycy to złodzieje i kłamcy. Za pieniądze pomocowe pozakładali firmy zagranicą, pobudowali tam rezydencje - mówi młody mężczyzna spotkany koło akademika w Bielcach.
Opozycja zarzuca komunistycznej władzy, że zbudowała hermetyczne imperium ekonomiczne i medialne. Syn prezydenta Woronina, Oleg, gra pierwsze skrzypce. Jak jakiś biznes albo przedsiębiorca mu się nie spodoba, to biznesu nie ma.
Amerykański instytut badawczy Freedom House porównuje poziom wolności politycznej i społecznej w Mołdowie do Wenezueli (lecz ocenia go wyżej niż w Rosji, Białorusi, Iranie czy Naddniestrzu).
Uniwersytet w Bielcach. Profesor Piotr Login, filozof prawa, pracuje 42 rok na uczelni. Mówi prosto z mostu: - Ja nienawidzę tego systemu, nienawidzę tego, co tu jest. Aczkolwiek dyktatura jest bardziej efektywna, daje szybciej rezultaty, ale narusza prawa i wolność człowieka. Myśmy przeszli za Związku Sowieckiego ten trudny dla człowieczeństwa etap. Jaka jest mołdawska demokracja? Słaba - twierdzi profesor - Ledwo skrzypi. Główna przyczyna w tym, że naród do niej nie ciągnie. Mołdawia jest biednym krajem, ciężko tu żyć, a to się odbija na polityce. Automatami gospodarki nie zbudujesz, a za Sojuza wszystko robiono na siłę. Nie uważam, że Gorbaczow jest winien jego rozpadu. Sam princip socjalizmu był niedobry. Mam na myśli kolektywną gospodarkę. Bo co to oznacza? Odpowiedzialność zbiorową, czyli niczyją. Ludzie nauczyli się, że można niewiele robić. I kraść. I to się ciągnęło do tej pory. System zwichnął poczucie obowiązku, solidności, w 80-latach doszło do tego, że 2-3 ludzi pracowało, a 15 kradło. A ci co kradli, żyli lepiej niż ci co pracowali.
Łuk Triumfalny nie zatańczył
Nikt nie przypuszczał, że demonstracje po ogłoszeniu wygranej komunistów zakończą się krwawo. Wg opozycji śmierć poniosły dwie osoby. Rosyjska telewizja Viesti: „Rumunia przed wyborami wpompowała w mołdawską opozycję 15 mln dolarów”. Część opozycji faktycznie chce przyłączenia do Rumunii, atrakcyjnej, bo należącej do UE. Za opozycją stoi głównie młodzież i to ją, rzucającą kamieniami w policję i podpalającą gmachy rządowe pokazały światowe telewizje. Ale rewolucji jeszcze nie będzie. Wszystko zostanie po staremu, czyli „demokracja z ukrytym reżimem”, jak określa trafnie sytuację Jacek Kiczek - prezes rzeszowskiego Stowarzyszenia Mosty dla Demokracji, wielokrotny obserwator mołdawskich wyborów i tamtejszej sceny politycznej.
Do zmiany preferencji najlepiej przekonuje ludzi ich własny portfel. Dlatego ważniejsze niż obietnice polityczne jest to, że Chińczycy i Bliski Wschód chcą inwestować w kolejnej strefie ekonomicznej (powstającej na terenie b. lotniska wojskowego w Marculesti). A to oznacza nowe miejsca pracy.
Mołdowa jest uważana za najbardziej stabilny gospodarczo kraj WNP. Znalazła się w czołówce państw najskuteczniej chronionych przed spowolnieniem gospodarczym, bo... jako słabo rozwinięty kraj rolniczy (40 proc. zatrudnionych to rolnicy; w przemyśle - 14 proc.), nie ma powiązań z globalnym systemem finansowym. - Kryzys naszych kontaktów biznesowych nie zamroził - potwierdza Kotelewicz - Biznes był i będzie.
Bocianie, leć po winogrona
Mołdowa, pomimo rajskiego klimatu i najżyźniejszych na świecie czarnoziemów („wsadzasz patyk, nazajutrz wyrasta drzewo”), rolniczej konkurencji na międzynarodowym rynku nie wytrzyma. Chyba że postawi na produkty ekologiczne najwyższej jakości. Wymaga to jednak zainwestowania w nowe technologie, specjalistyczną wiedzę oraz przebudowy mentalności rolników - z kołchoźnej na biznesową. Zdaniem Kotelewicza, najwięcej mołdawskich przedsiębiorców szuka teraz w Polsce partnerów, którzy pomogą zmechanizować i unowocześnić rolnictwo. Większość polskich chce natomiast sprzedawać gotowe towary. Przyjeżdżają z Przemyśla, Warszawy, Krakowa, Lublina. Mołdawianie jeżdżą na spotkania biznesowe do Polski. Obroty handlowe z Mołdawią rosną, lecz są wciąż niewspółmierne do możliwości – ocenia prezes „Polonusa”. Dlatego zależy mu na dalszych kontaktach. – Przyjeżdżajcie. My pomożemy, poszukamy partnerów. W Mołdawii mieszka ponad 10 tys. Polaków, jest z kim robić interesy - zapewnia.
Mołdowa nie na darmo swoim kształtem przypomina winne grono. Niemal 1/3 win spożywana w krajach byłego ZSRR miała na etykietach lecącego bociana z kiścią winogron w dziobie - symbol mołdawskich winnic. Dziś zajmuje 9. miejsce wśród światowych eksporterów win, które trafiają m.in. do Polski. Kotelewicz zdradza, że wkrótce ruszy też eksport koniaków produkowanych w Bielcach (słynny „Biełyj Aist” - dla którego jest przygotowywana właśnie dokumentacja wywozowa).
Kultura uprawy winorośli i produkcji win jest znana na terenach dzisiejszej Mołdawii co najmniej od 2,5 tys. lat. Żaden naród nie jest chyba tak dumny ze swoich trunków jak Mołdawianie. Wszyscy robią wino i wszyscy je piją. I to do ostatniej kropli. Tak nakazuje zwyczaj. Częstując szczodrze gościa, powtarzają niby żartem: „Ile kropli zostawisz, tyle łez przysporzysz gospodarzowi”. Któż by śmiał?!
Jan Lubera, prezes Stowarzyszenia Winiarzy Podkarpacia, uważa, że Mołdawia to wciąż jeszcze magazyn nie odkrytych, dobrych win. Dlatego wybiera się tam wkrótce z kolegami ze stowarzyszenia. - Zależy nam na kontaktach właśnie ze względu na tamtejszy poziom produkcji winiarskiej. Chcemy się jej przyjrzeć, uczestniczyć w specjalistycznych szkoleniach.
Wina z podkarpackich winnic już i tak zdobywają nagrody i mogłyby promować region, gdybyśmy się odważyli organizować, jak w Mołdawii, cykliczne imprezy winiarskie. Na „Dzień wina” zjeżdża się tam zawsze na początku października cały świat.
VIP B&S Numer 3(4) Maj-Czerwiec 2009





















