Euro na Słowacji

 

Słowacja

Hej, Euro!

 

Trzy czwarte obywateli pozytywnie ocenia historyczny krok, jaki zrobiła Słowacja wstępując w zeszłym roku do strefy euro. Sondaże nie kłamią. Akceptację, choć nie bez zastrzeżeń dla nowej waluty po prostu słychać na ulicach. Hej! (tak) dla euro. Nie – dla kryzysu, którego - jak zauważa kąśliwie elegancka starsza pani w świdnickim supermarkecie Billa - oficjalnie na Słowacji jeszcze nikt nie odwołał...

Tekst Anna Koniecka

Fotografie Władysław Borowiec

-Właściwie to jestem dumna, że mamy euro. Upłynie jednak jakiś czas zanim nauczymy się nie tylko zarabiać lecz także wydawać euro. - Starsza pani ma w koszyku torebkę soli, mąki i mały płyn do naczyń.

 Na pożegnanie rzuca jeszcze jedną kąśliwą uwagę, niestety trafną: z powodu wysokiego kursu euro Słowacja znowu stała się dla Polaków „drogą zagranicą”.

Ma to swoje dobre strony. W hotelu przy ul. Fucikovej w Bardejowie nie potrzeba rezerwacji. Mini parking prawie pusty. Pokój ze śniadaniem - 55 euro.

Młodemu developerowi, który przy sąsiednim stoliku zajada jajka na bekonie, słowackie euro nie jest w smak. Bo psuje rynek nieruchomości. Ziemia na wsi za bezcen, po 2-3 euro za m. kw. Bliżej Świdnika po 10- 15. W samym mieście – po 20. Cudne górzyste okolice, czysta ekologia, ale kupców brak!

Developer przewiduje, że ceny pójdą w górę za jakieś dwa lata, gdy inwestorzy zaczną budować w tej  pięknie nie zagospodarowanej strefie.

 Na razie słowacki rynek nieruchomości skręca na południe. Zamiast kupować za 300 tys. euro trzypokojowe mieszkanie w Bratysławie, klient woli dom z ogrodem pół godziny od stolicy – po węgierskiej stronie. Wielu bratysławian marzy o statusie węgierskich wieśniaków. Tak jest taniej i trendy.

Po obu stronach granicy                       

23 –letni Miroslav Trnka też żyje po dwóch stronach granicy. Od poniedziałku do piątku frezuje nawierzchnie polskich dróg - ostatnio na Podkarpaciu. Potem wsiada w auto i gna na weekend do Staskova k. Żyliny, gdzie mama Terezja z tatą Miroslavem oddali mu całe piętro rodzinnego domu.

 Kursuje między Polską a Słowacją trzeci rok. - U nas z robotą ciężko. Ale – dodaje nie bez satysfakcji Trnka junior - na euro przeszliśmy bardzo ładnie. Bo wiedzieliśmy dużo wcześniej, na czym cała operacja będzie polegać i po jakim kursie zostaną przeliczone nasze płace oraz oszczędności. Korona poszła mocno w górę, więc byłem spokojny. Starsi ludzie trochę się bali, zwłaszcza podwyżek cen. Wyszło na moje - ceny nie wzrosły, a pensję mam dokładnie taką jak sobie wyliczyłem: 800 euro. Rata kredytu zaciągniętego jeszcze w koronach – bez zmian, chociaż płatna w euro. Na konto do banku odkładam tyle samo co wcześniej. Latem byłem dziesięć dni we Włoszech, u znajomych. I - jak planowałem - kupię w tym roku lepszy samochód. A za dwa lata zamierzam się ożenić. Hej!

Podwyżki? – dziwi się sprzedawca wafli wypiekanych w Bardejowskich Kupelach.- Komu i po co? Miejscowi i tak liczą każdego centa, a zagranicznych turystów wypłoszyło euro.

Główną aleją kurortu, w którym zażywała kąpieli cesarzowa Sisi,  spaceruje samotna wiewiórka. W pijalni - dwoje kuracjuszy.

Martwe miasto       

  Na zabytkowym bardejowskim rynku   czynne trzy knajpki na krzyż. Serwują tylko „najtańsze danie dnia”. Klimaty jak z jadłodajni u Brata Alberta.

  - Bardejów to teraz martwe miasto - ubolewa Jana, studentka prawa. A jeszcze rok temu trzeba było rezerwować noclegi z wielkim wyprzedzeniem!

Gdyby nie strażnik miejski pilnujący Świętej Rodziny w szopce wystawionej przed ratuszem, 34-tysięczne miasto, wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO, można by uznać za skansen. I schronisko dla bezrobotnych prawników, których Jana doliczyła się trzystu. – Prawo to jest w dzisiejszych czasach kierunek studiów dla hobbystów, albo dla dzieciaków bogatych rodziców. [ Jana jest córką prawnika, pracuje w prywatnej kancelarii.]

 Kryzys nie kryzys, w marketach kipi życie. Okna oklejone reklamami okołoświątecznych promocji. Mięso od szynki spadło właśnie z 2,96 na 2,49; kminovy chleb – z 1,06 na 0,89, zaś pri nakupie nad 111 euro, przysługuje ZDARMA karp i musujące winko Hubert Club.

Pani Luba zdradza, że ona poluje właśnie na promocje, i że to jest jej sposób na życie w kryzysie. Na zaoszczędzenie funduszy na lekcje pianina dla młodszej córki też. Starsza pracuje w Londynie. Mąż również zagranicą. Wszyscy razem spotykają się tylko od święta.

- To ile teraz kosztuje urządzenie euro-świąt?

- Około trzysta tysięcy.

- Ileee?

- Niestety, trzeba wydać prawie całą pensję, żeby stół nie był pusty, i każdemu z domowników jakiś skromny prezencik...Och, przepraszam! Ciągle jeszcze wszystko liczę po staremu w koronach – peszy się pani Luba.

Słynnym bardejowskim miodem jodłowym, który w zeszłym roku zdobył złoty medal w Mediolanie, handluje już absolutnie po nowemu, licząc po 6 euro za słoik. Miód, sklep pachnący ziółkami „na spokojność” należą do przyjaciół pani Luby, którzy całą rodziną prowadzą pszczelą farmę.

W rodzinie Trnków też wszyscy pracują: Trnka senior - 40 km od domu, w fabryce mebli, w dziale utrzymania ruchu; zarabia mniej więcej tyle, co syn frezujący polskie nawierzchnie bitumiczne. Pani Trnkovej pracodawca (mała firma produkująca materace) musiał podnieść pobory, żeby się zrównały z obowiązującym minimum, które wynosi teraz 350 euro.

 Tracą mali i średniacy          

     Paradoks polega na tym, że ludzie pracowaliby nawet za 200 euro, byle było gdzie. Bezrobocie na Słowacji sięgnęło w trzecim kwartale ub.r. 12,5 proc. I rośnie z miesiąca na miesiąc. Największe jest w rejonach przygranicznych. W powiecie świdnickim wynosi ok.22 proc., ale przy granicy węgierskiej nawet 35 procent.

Miron Mikita, dyrektor Agencji Rozwoju Regionalnego w Świdniku uważa, że podniesienie kursu korony w momencie wejścia do strefy euro było owszem, korzystne, ale dla obywateli. Bo nagle ich pensje i oszczędności stały się więcej warte.

- Dla gospodarki wcale taki wyjściowy wysoki kurs korony przy zamianie na euro nie był korzystny, gdyż nasza produkcja dla sąsiednich krajów nie będących w strefie okazała się zbyt droga. I dlatego nasza gospodarka ma problem. Dotknęło to najmocniej małe i średnie przedsiębiorstwa. Padają właśnie one, a są główną siłą napędową gospodarki. Zawirowania kursowe, które obserwowaliście w swoich krajach, na które narzekaliście, bo np. wakacje zagraniczne znowu dla was podrożały, uderzyły także w naszą gospodarkę. Mam na myśli również turystykę.

Skarby pogranicza

  Nad ożywieniem przygranicznej strefy Miron Mikita pracuje od lat. Poświęcił kawał zawodowego życia na to, żeby zdokumentować i opisać w przewodnikach te wszystkie skarby przyrody i kultury - od województwa preszowskiego, gdzie znajduje się najwięcej słowackich zabytków, po przygraniczne tereny Podkarpacia i Małopolski. To jest jego pasja, nie tylko praca.

- Do wykorzystania jest niewyobrażalny potencjał! – mówi z emfazą. – Szansa dla turystyki, jakiej kto chce: górskiej,  podgórskiej, rekreacji rowerowej i wszelkich nietradycyjnych form wypoczynku. Można na tym zarabiać pieniądze po obu stronach granicy. Ale wspólnie, bo i preszowskie województwo, i podkarpackie, każde z osobna jest za słabe. A więc tylko razem – innego wyjścia nie ma!

VIP Biznes&Styl Numer 1(9) Styczeń-Luty 2010




 

Galeria zdjęć