Energia odnawialna
 

W pogoni za energią

Spośród unijnych krajów Polska najsłabiej wykorzystuje odnawialne źródła energii, mimo że warunki - jak podkreśla prof. Tadeusz Knap z Politechniki Rzeszowskiej – mamy lepsze pod pewnymi względami niż Hiszpania czy Niemcy - liderzy w produkcji czystej energii. Co hamuje jej rozwój w Polsce? Przyczyn szukałam na Podkarpaciu, które okazuje się przykładem typowym dla innych regionów, ale nie do końca.

Tekst Anna Koniecka

Fotografie Tadeusz Poźniak

                                      

Najwięcej energii marnujemy w Polsce na jałowe dyskusje np. co jest lepsze: elektrownie atomowe czy konwencjonalne, chociaż to jest pytanie z gatunku czy dżuma lepsza, czy może cholera.

 Nasz XXI wiek będzie należał do energii odnawialnych. Efektywność wykorzystania samej tylko energii słonecznej wzrosła w ciągu minionej dekady dwukrotnie – do 20 procent. Za kolejną dekadę dostarczać będzie prawdopodobnie już 30 a nawet  40 proc. prądu, czyli tyle co elektrownie węglowe. Możliwe, że w następnym stuleciu ktoś znajdzie sposób jak zrealizować projekt amerykańskiego inżyniera Petera Glasera dotyczący dostarczania energii... z przestrzeni kosmicznej.

 

Zejdźmy na ziemię

 Koncerny energetyczne mają interes w tym, żeby straszyć, że zasoby konwencjonalne się kończą, zaś jedynym ratunkiem przed pogrążeniem się w mrokach kryzysu energetycznego, jest prąd z atomu. Japońska katastrofa obnaża słabość całego systemu – stąd nerwowe sprawdzanie zabezpieczeń śmietnisk poatomowych i samych elektrowni w różnych krajach, zamykanie siłowni atomowych na czas „poprawienia bezpieczeństwa”, wreszcie rezygnacja z budowania kolejnych.

W USA wstrzymano budowę zbyt kosztownych elektrowni jądrowych na rzecz bardziej efektywnego wykorzystania odnawialnych zasobów energii. Prototyp solarnych wysp szykują dla Zjednoczonych Emiratów Arabskich Szwajcarzy. Niemcy zaprezentowali panel pokryty silikonem - można go rozwijać jak naleśnik i układać na tej stronie dachu, gdzie zagląda akurat słońce. Zwrot nakładów na taką mobilną mini elektrownię – w niecały rok. Świetna inwestycja, można produkować tanią energię słoneczną nawet pod ponurym niebem.

 Polska brnie w atom. Do lipca podamy trzy lokalizacje dla elektrowni – rodzimi lobbyści się spieszą. Miliard złotych z budżetu jest do wyszarpnięcia na samą tylko promocję krajowej energetyki jądrowej. To znaczy, idziemy z postępem, kto tego nie rozumie jest burak, do kurnej chaty z nim!

Zapowiadana inwestycja ma zaspokoić ledwie 1,3 proc. krajowego zapotrzebowania na energię, lecz światowo zorientowana familia atomistów zawalczy o każde pieniądze – to również miejsca pracy dla specjalistów, np. francuskich chętnych żeby poprowadzić nam ten atomowy interes. Polska może dać najwyżej paru chłopów do łopaty.  Mamy też mocnych w gębie teoretyków co dobrze wypadają w telewizji oraz na kursach wieczorowych gdzie przyuczają kadrę do przyszłej AE. Czym kończy się brak doświadczenia, pokazał Czarnobyl (CZAE).

 

Zawracanie wiatru

  Gdyby emocje  potrafiły napędzać turbiny, to mielibyśmy prąd za darmo dla następnych pokoleń. Jedno pewne - będą beneficjentami podjętych teraz działań lub zaniechań.

Najcięższy nasz grzech zaniechania polega na zbyt małym wykorzystywaniu źródeł energii odnawialnej (OZE). Tylko 9 proc. prądu wytwarzanego w kraju pochodzi z energii słonecznej, wiatru i hydroelektrowni.(Wg niektórych danych – niewiele ponad 7 proc.).

UE wymusza przyspieszenie. Za 9 lat docelowa ilość energii pochodząca z OZE musi w Polsce wynieść 15 proc. Jeśli porównamy to z wymaganiami wobec Szwecji, która ma produkować 49 proc., czy Łotwy - 42 proc., widać, jak jesteśmy zapóźnieni. Ale to nie koniec kłopotów. Jeśli Polska nie wypełni zobowiązań wyznaczonych dyrektywą unijną, będzie musiała kupować „zielone certyfikaty” od krajów posiadających nadwyżki czystej energii. Trzeba będzie zwrócić dotacje przyznane na rozwój odnawialnych źródeł. Dostaliśmy ponad 800 mln euro, ale są źle wykorzystywane - zbyt powoli, nieefektywnie. Taka jest ocena Europejskiej Rady Energii Odnawialnej w Brukseli. Jesteśmy - w opinii przedstawicieli Rady - krajem najgorzej realizującym programy operacyjne.

 

 Między nauką a praktyka

Nie mamy z czego produkować tej odnawialnej energii, nie potrafimy, czy też są jakieś inne przyczyny?

 Sądząc po Podkarpaciu, potrafimy i mamy z czego, ale są problemy, które tylko po części można lokalnie rozwiązać.

 Profesor Tadeusz Knap jest koordynatorem tematu „Energetyczne wykorzystanie wiatru i wody” w ramach Małopolsko- Podkarpackiego Klastra Czystej Energii.  Prowadzi też na macierzystej uczelni - Politechnice Rzeszowskiej studia podyplomowe dotyczące elektrowni wiatrowych. Interesuje się wszystkim, co jest związane z OZE.

- Otrzymałem – mówi podekscytowany - dane z Danii oceniające warunki wiatrowe w Europie. Między innymi są tam zaznaczone Niemcy, Hiszpania i Polska. Okazuje się, że w centralnej Polsce te warunki są lepsze niż w Hiszpanii i w Niemczech!

- Niemcy mają śmiały plan - w 2045 cała energia ma pochodzić z OZE. Piękna utopia?

  Profesor nie ma takich jak ja wątpliwości: - Widziała pani ile jest wiatrowni w Niemczech. Jeśli im nie przeszkadzają, a to jest bogate państwo, to dlaczego my się tak przed tym bronimy? W Holandii, w Danii wiatraki stoją przy domach.

Nas blokuje coś, co – bez urazy – można by nazwać niewiedzą. Świadomość ekologiczna, troska o przyszłość to pojęcia może znane, lecz rzadko używane. Wyolbrzymiamy negatywny wpływ sąsiedztwa wiatrowni na organizm ludzki. Ulegamy histerii. A jeden zły przykład potrafi zniechęcić w ogóle o działań na rzecz energii odnawialnych. Oby było więcej takich przykładów jak mój znajomy, który potrafił przekonać okolicznych rolników do swojej wiatrowni. –  Prof. Knap nie chce bez porozumienia z zainteresowanym ujawnić gdzież te szczęśliwe wiatry wieją. Pozwala się tylko domyślać, że być może inwestor przemówił sąsiadom do kieszeni oferując darmowy prąd do ich gospodarstw. Dla niego uszczerbek energii niewielki; zgoda nie ma ceny. Sąsiedzi nie pójdą do sądu, że ich działki straciły na wartości.

Piotr Pawelec, prezes Podkarpackiej Agencji Energetycznej, przyczyn hamujących rozwój energetyki odnawialnej radzi szukać na styku: przepisy –inwestor – władza. A także we wzajemnych relacjach inwestora ze społecznością lokalną. – Z ludźmi trzeba szczerze rozmawiać, a nie występować z pozycji: ja tu przynoszę postęp, a wy jesteście niedouczeni i niewdzięczni. – Prezes PAE uważa, że społeczności lokalnej należy się rzetelna informacja o korzyściach, ale również o zagrożeniach, jakie może w pewnych sytuacjach nieść elektrownia wiatrowa. – Nie powinno się ich budować w pobliżu siedzib ludzkich. Bo infradźwięki są szkodliwe, ale bez przesady – to nie jest tak, że podejdę do wiatraka i – umrę. Efekt cienia także może negatywnie wpływać na niektóre osoby, lecz to wszystko może i musi być dokładnie zbadane, opisane, wyliczone; bez tego nie wolno wydać pozwolenia na inwestycję.

 Niemieckim przykładem Piotr Pawelec się nie ekscytuje. - Niemcy zbudowali pierwszą fabrykę solarów 20 lat temu. U nich system wsparcia dla inwestujących w kolektory słoneczne funkcjonuje od dawna. My dopiero raczkujemy.

Koszty zainstalowania kolektora u nas - nie żadnego ferrari ani mercedesa, średniaka dla przeciętnego domku - powinny się zwrócić po 8-9 latach, a jeśli uzyskamy dofinansowanie, ten okres się jeszcze skróci nawet do 4-5 lat. To są polskie realia. Rynek jednak się rozwija dynamicznie i ceny paneli będą musiały spadać.

 

Największy potencjał na Podkarpaciu ma energetyka wiatrowa. Słoneczna – raczej jako wsparcie przy podgrzewaniu wody czy pieca co. Panele słoneczne widać na dachach szpitali (Rzeszów, Żurawica), na przedszkolach (Mielec, Jasło), pływalniach (Głogów Młp.). Dobrych przykładów jest więcej. Zaczyna się powoli sprawdzać system kombinowany: mały wiatraczek plus solar.

Bilans zużycia pierwotnych nośników energii w województwie podkarpackim opiera się jednak na paliwach kopalnianych tj. węglu kamiennym, gazie ziemnym i ropie naftowej. Energia wiatru - 0,03%, biomasa -1, 50%, energia wody0,61%, węgiel kamienny - 45,57%, ropa naftowa -13,02, gaz ziemny - 39,25%, energia słoneczna - 0,02%.

Inwestorzy chcą budować farmy wiatrowe – taki jest trend (ogólnoświatowo-lokalny). Tymczasem tereny chronione w znaczącym stopniu zawężają możliwości inwestowania. Jeśli spojrzeć na mapę obszarów chronionych, zostaje skrawek województwa.

Piotr Pawelec: - Ochrona środowiska jest bardzo ważna, ale należy wyważyć pomiędzy interesem społeczności lokalnej a interesem środowiska.

 

Progi i bariery

Rozwój farm wiatrowych ogranicza (nie) dostępność infrastruktury przesyłowej. Zakład energetyczny wprawdzie ma obowiązek przyłączyć do sieci energetycznej elektrownię produkującą energię ze źródeł odnawialnych, ale robi to na swoich warunkach. W praktyce wygląda to tak, że inwestor dowiaduje się, iż musi wybudować ileś tam kilometrów linii energetycznej.  Plus inne problemy z odbiorem mocy, np. konieczność przebudowy na koszt inwestora innych elementów infrastruktury energetycznej, które mogą sobie nie radzić z odbiorem energii, a to może nawet podwoić koszt budowy farmy wiatrowej.

-         Jaka jest perspektywa dla rozwoju energii odnawialnych w naszym regionie? – pytam prezesa PAE.

Piotr Pawelec: - Będzie się rozwijać. Obawiam się o jedno – czy potencjał, który niewątpliwie jest, nie zostanie zmarnowany. Jest szereg zagrożeń, które o ile nie zostaną wyeliminowane, będą zagrażały dalszemu rozwojowi tej gałęzi energetyki. To w dużej mierze zależy od decyzji, które niestety zapadają poza naszym regionem – w Warszawie. Tam jest bardzo silne lobby przeciwne rozwojowi energii odnawialnej, albo inaczej – dąży do zmarginalizowania jej na rzecz innych gałęzi energetyki. To jest zasadnicze niebezpieczeństwo, któremu trudno zapobiec z poziomu województwa. Jedyne co mogę, to zaapelować, żebyśmy jako społeczeństwo wybierali mądrych przedstawicieli do władz, którzy są świadomi zagrożeń, więc muszą podejmować mądre decyzje, gdy już znajdą się w Warszawie.

A ja bym chciała, żeby następny nasz premier był Chińczykiem. Nie tylko dlatego, że chiński rząd ma ambicje podwoić w ciągu dziesięciu lat produkcję energii odnawialnej, co zaspokoi 15 proc. zapotrzebowania na energię tej gigantycznej gospodarki (druga gospodarka świata!). Pośpiech jest uzasadniony – przez ostatnie 25 lat konsumpcja energii w Chinach wzrosła czterokrotnie.

 

Chciałabym, żeby nasz premier był Chińczykiem. Nie tylko dlatego, że chiński rząd zgrabnie lecz stanowczo położył łapkę na produkcji i montażu paneli słonecznych, bo wie, że to będzie największy przemysł, największy rynek tego wieku.

Ekonomiści badający chińską politykę gospodarczą mówią, że dzięki zorientowanemu proekologicznie rządowi Chińczycy przeszli zieloną rewolucję w mentalności. Ta zielona rewolucja daje im nowe miejsca pracy fundowane przez rząd.

Nie bardzo wierzę, że doczekam się zielonej rewolucji w mentalności obecnego premiera, dlatego pragnę Chińczyka. Na gwałt!

 

 Artykuł ukazał się w Numerze 3(17)VIP Biznes&Styl, maj-czerwiec 2011

Galeria zdjęć