Człowiek kształtuje miejsce w takim samym stopniu, w jakim miejsce kształtuje człowieka
Dom szyty na miarę
Za blokowiskiem wyrosła kolonia domków - gargameli. Stoją ciasno, dach w dach, z rozdętą kolumnadą od frontu, niektóre z basztą sterczącą jak w zamczysku. Miejsce idealne – obrzeże miasta. Ale drogo, więc działki nie mogły być duże. Mała przestrzeń w żaden sposób nie ograniczyła jak widać ani architektów, ani samych właścicieli. I jest jak za PRL-u. Wtedy też nikt się nie przejmował oszpecaniem krajobrazu, a tym bardziej fanaberią budowania z zachowaniem minimum prywatności. Projektantów wyręczało ramię dźwigu - każdy metr uzbrojonego terenu był na wagę złota, więc osiedla w trakcie budowy „się dogęszczało”. Developer, który zawiózł mnie ostatnio na inne domowisko powstające w Rzeszowie, obraził się, gdy powiedziałam, że intensywnością zabudowy przypomina koszary. Chociaż teren był piękny. Był.
Tekst Anna Koniecka
Fotografie Tadeusz Poźniak
Wizualizacje Marta Wierzbicka
O tym, że można budować w harmonii z otoczeniem, warto powalczyć o zachowanie miejscowego stylu architektonicznego, i że to nie podraża kosztów, przekonuje przykład z Kotliny Kłodzkiej, gdzie lokalne władze wręcz stwarzają realne możliwości, żeby tak budować. Ktoś pójdzie na Podkarpaciu w ich ślady?
Konkurs
Po pierwsze – trzeba mieć pomysł, po drugie – znaleźć architektów, którzy chcą projektować naprawdę, zamiast w kółko poprawiać błędy i uzdatniać pod faktyczne potrzeby klientów gotowce z katalogów.
Pomysł był taki: ogłosić konkurs na projekt domu sudeckiego zawierającego cechy architektury regionalnej Ziemi Kłodzkiej; najlepszy projekt zrealizować, czyli po prostu zbudować modelowy dom na wyznaczonej już działce. Cel projektu: stworzenie typologii, która posłuży do propagowania właściwych wzorców zabudowy jednorodzinnej w całym regionie. Właściwe wzorce? Okazuje się, że zaskakująco wielu architektów wie, co to znaczy - na konkurs ogłoszony przez starostę kłodzkiego wpłynęło 97 projektów z całej Polski!
Laureaci
Wygrał wspólny projekt dwojga młodych architektów: rzeszowianki Marty Wierzbickiej i Adriana Wyparło z Dąbrowy Górniczej. Oboje są absolwentami Wydziału Architektury Politechniki Wrocławskiej. Adrian pracował przez rok w biurze projektowym w Szwajcarii. Nawet myślał o kontynuowaniu tam studiów, ale – jak mówi – ciągnęło go z powrotem do Wrocławia. Na razie nie żałuje. W architekturze, jak w życiu, ceni prostotę, szczerość, dbałość o detale. Indywidualista. Silna osobowość. Potrafi pracować z równie silnymi osobowościami, jak Marta.
Pierwsze doświadczenia zawodowe zdobywała w Wiedniu (stypendium z programu Leonardo). Wcześniej była na rocznym stypendium w Cottbus. – Studiowali tam ludzie dosłownie z całego świata, więc już połączenie tylu różnych kultur było dla mnie fascynującym przeżyciem. – Marta komplementuje również sam system kształcenia w Niemczech, zwłaszcza przebogate biblioteki, dostęp do najnowszych źródeł i materiałów, o jakich student architektury w Polsce może tylko pomarzyć.
Wiedeńskie biuro projektowe - bardzo duże, zajmujące się wieloma dziedzinami, od budownictwa mieszkaniowego po hotele, okazało się ważne, ale z innego powodu: – Pracowałam przy projekcie ogromnego hotelu, także przy projektowaniu infrastruktury. Ale właśnie to utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja droga zawodowa jest skierowana raczej na projektowanie indywidualne – to bardziej czuję niż duże biurowce, w jakiś sposób anonimowe.
Marta kończy teraz grafikę użytkową (studia podyplomowe). - Architektura stała się fajnym połączeniem moich zamiłowań artystycznych z czymś bardzo konkretnym i użytkowym, co może trochę ulepszyć kawałek świata, który mnie otacza.
Oboje sporo podróżują. Szukamy miejsca dla siebie – mówią niby żartem, ale coś w tym jest. Należą do pokolenia poszukującego, które nie boi się wyzwań i jest świadome swojej wartości. Można się spodziewać, że Wrocław to tylko przystanek, jeśli pojawi się jakiś nowy ambitny cel.
Podróżowanie, jak zauważa Adrian, pomaga spojrzeć z innej perspektywy na różne trendy w architekturze, i zrozumieć, dlaczego na przykład te dobre wzorce – jak prostota, wysmakowany minimalizm, tak charakterystyczne np. dla szwajcarskiego budownictwa, w Polsce są kojarzone wyłącznie z biedą.
Starsze pokolenie ma to zakodowane wraz z historią. Dlatego nasze domy muszą mieć wszystko naraz: łuki, stiuki i kartusze. I gotyk z cepelią.
Wartości
- To jest niepokojące – twierdzi Marta - że w naszej architekturze został wylansowany w zasadzie jeden trend: imitacje dworków, nie mające wiele wspólnego z dawną architekturą (zachwiane proporcje i nie tylko). Stawia się je dość bezmyślnie w każdym miejscu. A przecież chodzi o to, żeby architektura była częścią otoczenia. Stąd myślą przewodnią przy projektowaniu naszego domu na konkurs było to, żeby nie sugerować się modą, która bardzo szybko przemija. Architektura nie jest koszulką, którą po jednym sezonie można wyrzucić. Dom jest na lata. Chodzi więc o to, żeby wartości, które niesie ten dom, były ponadczasowe; zarówno wartości wizualne jak i użytkowe.
Adrian zwraca uwagę na to, że rozrastające się w nie kontrolowany sposób suburbia utkane z katalogowych domków to typowy niestety krajobraz dzisiejszych zmian w Polsce. – Co gorsza, to na wieki kształtuje nasze miasta. A sam dom staje się przedmiotem, przestrzenią, którą można kupić w pierwszym lepszym kiosku. A potem okazuje się, że my do niej nie pasujemy, a ona do nas. Ale wciskamy się w nią jak w cudzy gorset. Zdecydowanie lepszą opcją jest stworzenie domu skrojonego na miarę naszych potrzeb – przekonuje Adrian.
Marta też stawia na swój ulubiony indywidualizm: - Dopiero przez poznanie osoby, warunków, w jakich się ona najlepiej czuje, architekt może wymyślić coś pięknego wyłącznie dla tej osoby.
Tymczasem w Polsce panuje przekonanie, że architekt wnętrz, domu, to jest usługa luksusowa. Owszem, są drodzy architekci. Ale jest też mnóstwo młodych, którzy mają potencjał, wracają z zagranicy, gdzie poznali pewne wzorce, mają bardziej otwarte spojrzenie na świat i warto to wykorzystać. Żeby potem nie narzekać, że młodzi Polacy, których „myśmy wykształcili”, projektują, zbierają nagrody wszędzie, tyko nie u nas.
Projekt
- Zanim zaczęliśmy pracować nad projektem konkursowym samego domu, zrobiliśmy bardzo dokładne poszukiwania architektury prawdziwie sudeckiej. Obejrzeliśmy mnóstwo domów, które jeszcze się ostały w Kotlinie Kłodzkiej. Zastanawialiśmy się, jaka jest ich wspólna wartość, jaką mogą ze sobą nieść – opowiada Marta.
Doszli do wniosku, że ta wspólna wartość to rodzina i jej nieustająca zmienność. Na tym zbudowali całą filozofię nowego, ale opartego na dawnych tradycjach domu sudeckiego, w którym – jak zapewniają – sami też chcieliby pewnie kiedyś zamieszkać.
Projekt wygląda tak: pod jednym dachem – rozpiętym nad domownikami jak ogromny parasol, może żyć jedno, dwa, a nawet trzy pokolenia. I jest jeszcze miejsce dla gości, i do pracy. Nikt nikomu nie przeszkadza, bo każdy ma prywatną przestrzeń tylko dla siebie, ale też nikt nie jest odizolowany, bo istnieje również przestrzeń wspólna pośrodku domu, niczym dawna sień w sudeckiej chacie, przez którą babcia musi przejść idąc do ogródka, a wnuczek – do szkoły. Tę najbardziej publiczną przestrzeń domu, gdzie znajduje się tylko wielki drewniany stół, kominek i schody do pomieszczeń na górze, nazwali forum. Jedynie ono się nie zmienia, ani w funkcji, ani w formie. Jest pokojem dziennym, gdzie gromadzi się rodzina podczas posiłków, pełni też rolę hallu wejściowego w taki sposób, by każdy domownik czy gość był w naturalny sposób wciągany w codzienne życie rodziny. Dlatego forum jest duże (64 m. kw.), doskonale doświetlone i widoczne z każdego miejsca. I jest z niego fascynujący widok na góry. A gdy jeszcze otworzy się szklane ściany po obu stronach forum – zaciera się granica pomiędzy tym co wewnątrz, a tym co na zewnątrz. Góry „wchodzą” do domu, są żywym obrazem, zmieniającym się w zależności od pory dnia, natężenia światła.
Marta: - Naszym celem było właśnie to, żeby ten dom jak najszerzej się na te cudne widoki otwierał. Żeby te widoki były cały czas zapraszane do środka. Na tym polegała trudność, wyzwanie, i cały urok projektowania tego domu!
Adrian: – Działka konkursowa była rzeczywiście piękna. Moim zdaniem, każde miejsce ma swój potencjał. Trzeba go tylko umieć dostrzec i wykorzystać. Nie chodzi o to, żeby z nim walczyć, ale żeby go pokazać. Dom ma podkreślać miejsce, w którym został zbudowany. Nie może krzyczeć: ja tu jestem najważniejszy! Razem – dom i przestrzeń tworzą całość i to w architekturze jest trudne. Większość architektur niszczy krajobraz, bo niełatwo jest stworzyć coś, co dodaje a nie zabiera tego piękna.
Moduły
Druga część sudeckiej chaty Adriana i Marty, o podobnej kubaturze jak forum, mieści część mieszkalną (na dole kuchnia, spiżarnia, łazienka, dodatkowy pokój; na poddaszu sypialnie). Dom może być powiększany w zależności od potrzeb mieszkańców – można dostawić kolejny moduł mieszkalny, ostatecznie dwa ( w sumie110 metrów).
Sama bryła budynku jest ascetycznie prosta: charakterystyczny dla sudeckiej zabudowy stromy, czarny dach, oparty na niskich bielonych ścianach. Proporcje ściśle zachowane: wysokość szczytowej ściany trzy razy wyższa od ścian parteru, dzięki temu, gdy się stanie pośrodku forum i popatrzy w górę, czuć przestrzeń.
Materiały – miejscowe, ekologiczne ogrzewanie (pompa cieplna, system kolektorów na południowej połaci dachu).
Człowiek
Do kogo jeszcze, oprócz mieszkańców Kotliny Kłodzkiej, może być adresowany ten projekt?
Adrian: - Najważniejsze w architekturze jest to, żeby cały czas poznawać, szukać i zadawać sobie właśnie takie pytanie: właściwie po co się to robi i dla kogo? Myślę, że nasz projekt jest dla ludzi, którzy mają podobną wrażliwość i cenią podobne wartości. Ten dom sprzyja rodzinie. Ale jak rodzina, tak samo ten dom potrzebuje przestrzeni i nie da się go wcisnąć na miniaturową działkę.
Marta: - Postęp cywilizacyjny umożliwia dzisiaj pracę przez Internet, więc ktoś, kto się zdecyduje uciec od zgiełku miasta i zamieszkać w takim domu w otoczeniu gór, nie musi rezygnować z aktywności zawodowej. Coraz szybsze tempo życia skłania młodych ludzi do poszukiwania równowagi i piękna w przyrodzie. Zmęczeni tymczasowością często wracają do korzeni i zauważają mądrość, jaka płynie z tradycji. Według mnie miejsce bardzo wpływa na człowieka. To nie ja wymyśliłam, ale to jest także moja filozofia. Uważam, że człowiek kształtuje miejsce w takim samym stopniu, w jakim miejsce kształtuje człowieka. I to jest coś, co mnie fascynuje w architekturze.
Kto u nas pójdzie w ślady starosty kłodzkiego?
Inicjatorem konkursu na „Dom Sudecki o cechach architektury regionalnej ziemi kłodzkiej” był Krzysztof Baldy, starosta kłodzki. Zapytany, skąd w ogóle pomysł, żeby reanimować akurat teraz lokalny styl w budownictwie opanowanym jak wszędzie w Polsce tak i tutaj przez projekty „prosto z powielacza”, jako główny powód wymienia troskę o historyczną spuściznę regionu, a konkretnie o to, co z dawnej kłodzkiej architektury krajobrazu uda się zachować dla następnych pokoleń. Drugi powód okazuje się bardziej osobisty, przy czym oba - historyczny i osobisty - splatają się pięknie i w naturalny sposób, wszak każdy z nas dopisuje swój malutki epizod do wielkiej historii, chociaż z różnym entuzjazmem i... z różnym rezultatem. Konsekwencji w działaniu i entuzjazmu staroście Baldemu można tylko pozazdrościć.
- Jestem lokalnym patriotą i jestem zauroczony miejscem, w którym przyszło mi żyć i pracować. Ziemia kłodzka to jest miejsce szczególne - tygiel kultur trzech narodów: Czechów, Niemców i Polaków. Na ukształtowanie się tutejszej charakterystycznej architektury też miały wpływ owe trzy kultury: czeska, niemiecka i polska. A teraz my tę 550-letnią spuściznę regionu noszącego niegdyś nazwę Hrabstwa Kłodzkiego próbujemy ocalić na różne sposoby. Konkurs był taką próbą - przełamania bezsilności wobec zalewającej nas architektonicznej przypadkowości. A poza tym jest to kolejna forma promocji regionu.
Kilka lat temu wydaliśmy obszerną publikację zawierającą zachowane na naszych terenach obiekty architektury – nie tylko pałace i kościoły, ale również budynki mieszkalne i gospodarstwa rolne. Właśnie to mnie zainspirowało, żeby te dawne tradycje architektoniczne kultywować, ale inaczej. Chodzi o budownictwo dostosowane do współczesnych technik oraz materiałów. Dlatego ogłosiliśmy konkurs dla architektów, którzy wzorując się na tradycyjnych elementach miejscowej zabudowy zaproponowali coś współczesnego. Byłem zaskoczony frekwencją, ogromne zainteresowanie architektów z całej Polski przerosło moje najśmielsze oczekiwania, a propozycje przedstawione na konkurs po prostu mnie zachwyciły. Okazuje się, że można bardzo ładnie połączyć współczesne technologie z historią architektury regionalnej.
Co będzie dalej z projektami konkursowych domów? Już została wydana broszura ”Architektura regionalna pogranicza kłodzko-orlickiego”, zawierająca m.in.nagrodzone prace. Planujemy także wydać katalog zawierający 25 najlepszych prac. We współpracy z wójtami i burmistrzami będziemy konsekwentnie promować właśnie taki styl architektoniczny, takie rozwiązania, które pozwolą zachować nasz unikatowy krajobraz kulturowy. Najwyżej oceniony, najlepszy z najlepszych projekt autorstwa Marty Wierzbickiej i Adriana Wyparło ma szanse na realizację. Ale to zależy od sponsorów - gdy dom zostanie wybudowany, będzie służył jako wzorcowy dla tych, którzy marzą o nowoczesnym budowaniu, ale w zgodzie z tradycją.
Magazyn VIP Biznes&Styl numer 2(10); Marzec-Kwiecień 2010










