Życie jest jak taniec

 

 

Życie jest jak taniec

 

W rzeczach wielkich wystarczy chociażby chcieć, w małych potrzeba
wielkich starań. Tak rozumiana stara łacińska maksyma in agnis et
voluisse sat est, pasuje jako tło do portretu sędziego Artura
Lipińskiego. Jednego z najbardziej medialnych sędziów w Polsce, i to w
tym dobrym znaczeniu.


Orzeka od 16 lat, przez ostatnią dekadę - w Sądzie Okręgowym w Krośnie,  gdzie jest też rzecznikiem prasowym. W tej roli zdecydowanie odbiega od  sztampy, że rzecznik, wszystko jedno czyj, chętniej blokuje niż ułatwia dostęp do  informacji, nie kryjąc przy tym  obrzydzenia (zazdrości?) do dziennikarzy. Artur Lipiński nie ma tego rodzaju kompleksów. Dziennikarstwa spróbował na studiach prawniczych w Lublinie (UMCS). Opowiada, jak pracował w studenckim radiu: - Nagrywałem rozmowy, ciąłem taśmę, puszczałem sam na antenę. Takie doświadczenie uczy dyscypliny słowa i wręcz respektu dla wagi słów.


IDEAŁY
Szedł na prawo z głową pełną szczytnych ideałów. - Bardzo  chciałem pomagać ludziom, prawo wydawało mi się najlepszym narzędziem.  Okoliczności były specyficzne - połowa lat osiemdziesiątych, po stanie  wojennym. Widziałem jak wielu ludzi wokół mnie było skrzywdzonych. Uważałem też, że w Polsce jest źle, jeśli chodzi o pomoc prawną. Zresztą
w dalszym ciągu nie jest dostępna dla wszystkich.


RACJE
 Z badań zleconych przez resort sprawiedliwości w ub. roku wynika, że  tylko 52 procent obywateli uważa instytucje wymiaru sprawiedliwości za w  miarę dostępne [źródło: IBC, Homo Homini, "Przegląd" nr 21(543)]. Główne  utrudnienia: wysokie koszty prowadzenia postępowania, brak bezpłatnych  porad, zawiłe procedury i nadmiar przepisów, których zwyczajny obywatel nie rozumie. To m.in. wpływa na kiepską ocenę wymiaru sprawiedliwości. Aż 71 procent badanych uważa, że sądy są niesprawiedliwe. Tu sędzia Lipiński ma zdanie zdecydowanie odrębne, wynikające z własnego  przekonania oraz badań sondażowych  przedstawianych sędziom na szkoleniach:

-Według mojej wiedzy zaufanie do sądów ma 42 procent obywateli, ale  chciałbym zwrócić uwagę, że w 1990 roku zaufanie do sądów sięgało 5  procent. W 1991 - 7 procent. Dziś, po 20 latach, mamy wzrost  znaczny. To nie znaczy, że z obecnego poziomu zaufania jesteśmy jako sędziowie zadowoleni. Chcemy, żeby było lepiej, wszyscy na to pracujemy.  W krajach Europy Zachodniej zaufanie do sądów przekracza 80 procent, w USA - około 90.
- Ze swojego, krośnieńskiego podwórka mogę powiedzieć, że zmniejsza się  zaległość spraw starych, a postępowania toczą się zdecydowanie szybciej.  Czas trwania postępowania w naszym sądzie to (średnio) 2-3 miesiące. Ale  potężnym problemem jest np. zbyt mała liczba biegłych. Ostatnio prowadziłem  rozprawę, gdzie czekałem na opinię biegłego rok i cztery miesiące.  Polskie procedury są jednymi z najbardziej skomplikowanych w Europie. To
nie wina sędziów, bo nie oni uchwalają przepisy procesowe, co więcej - nas się w   zasadzie nikt o to nie pyta. 


 EMOCJE
 Gdy w połowie studiów podejmował decyzję, że zostanie sędzią, nie miał pojęcia - przyznaje to z rozbrajającą szczerością - że przyjdzie mu się zmagać aż z takimi emocjami, cudzymi i własnymi, sięgającymi nieraz granic wytrzymałości człowieka o mocnej psychice.  Typem szeryfa nie jest.  - Zawód sędziego wybrałem, bo cenię szczególnie dwie cechy: niezależność
i niezawisłość. Tylko ode mnie, mojej rzetelności, wiedzy i sumienia  zależy jak rozstrzygnę sprawę. Z ręką na sercu mogę powiedzieć: do tej  pory pod tym względem się nie zawiodłem. Natomiast co do emocji, to nie ukrywam - przeżywam prowadzone sprawy i to niekoniecznie te, które  kończą się najpoważniejszymi wyrokami skazującymi. Siedem razy orzekałem
karę 25 lat pozbawienia wolności i dwa razy dożywocie, ale zawsze mam  świadomość, że dla zwyczajnego człowieka nawet drobna sprawa jest bardzo  poważna; przecież z tego powodu znalazł się w sądzie i już samo to jest  dla niego ogromnym przeżyciem.  Proces, w którym sędzia Lipiński musiał po raz pierwszy skazać na 25 lat  gwałciciela- zabójcę pięcioletniej dziewczynki z Ustrzyk Dolnych,  wspomina jako wyjątkowo traumatyczny. - Gdy w trakcie rozprawy otwarły się akta  ze zdjęciami dziewczynki, jej matka zaczęła tak strasznie płakać, że nie  było sposobu, żeby ją uspokoić. Ojciec nie był w stanie nawet  wejść na salę. Z drugiej strony - niezwykle spokojne,  mechaniczne wręcz opowiadanie przez oskarżonego o okolicznościach  popełnienia tej bestialskiej zbrodni. Potworne wrażenie. Zawsze bardzo przeżywa, gdy ofiarami przestępstw są dzieci.

- Pamiętam dokładnie proces, gdy nietrzeźwy ojciec wiózł samochodem 3-letniego synka. Na zakręcie auto wypadło z drogi; chłopczyk zginął. Ojciec odchodził od zmysłów z rozpaczy. Przyznaję, miałem dylemat czy orzec karę bezwzględnego pozbawienia wolności, czy karę pozbawienia wolności w zawieszeniu. Ten mężczyzna opiekował się samotnie drugim synkiem, który miał 5 lat. Orzekłem  karę dwóch  lat pozbawienia  wolności  w zawieszeniu. Największą  karą  była i tak dla tego ojca świadomość, że doprowadził  do  śmierci  własnego dziecka  i  to  w takich  okolicznościach.
Lipiński nie zgadza się z dość powszechnym odczuciem, że sądy są zbyt pobłażliwe,  zwłaszcza dla młodych przestępców. Radzi porównać statystyki, np. w Niemczech, Francji, Holandii - polski wymiar sprawiedliwości okazuje się na  tle tych krajów niezwykle surowym. Tymczasem rzecz nie w surowości kary a w jej nieuchronności.

 (...)

Więcej w VIP Biznes&Styl numer 4(12), lipiec-sierpień 2010

 

 

Galeria zdjęć