Kształcenie Ukraińców na polskich uczelniach, to interes polityczny naszego kraju - uważa rektor Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania
TADEUSZ Profesor Pomianek
W Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania z siedzibą w Rzeszowie studiuje kilkuset obcokrajowców. Zdaniem rektora, prof. Tadeusza Pomianka, powinno ich być przynajmniej 2 tysiące. - Nie rezygnuję z myśli, że kiedyś tak będzie - podkreśla rektor. - To jest w interesie tej uczelni, tego regionu i tego kraju.
Tekst JAROMIR KWIATKOWSKI
Fotografie TADEUSZ POŹNIAK
WSIiZ to jedna z najlepszych niepaństwowych uczelni w kraju. Powstała z marzeń prof. Pomianka i jego współpracowników. Marzeń o dobrej szkole wyższej, popartych doświadczeniem wyniesionym z pracy na uczelniach państwowych. Prof. Pomianek był wcześniej prorektorem Politechniki Rzeszowskiej, skąd wyniósł przekonanie, że pewnych problemów nie da się rozwiązać w sztywnym gorsecie uczelni państwowych.
- Lista problemów jest długa, wymienię tylko jeden: nadmierna rola ciał kolegialnych - mówi rektor WSIiZ. - Na uczelniach praktycznie rządzą ciała kolegialne, a odpowiedzialność i tak spoczywa na barkach rektora. To nieporozumienie, które trwa do dziś. Praktycznie nie można zwolnić z uczelni państwowej kogoś, kto źle wykonuje swoje obowiązki. Sam próbowałem to zrobić jako prorektor i wiem coś na ten temat. Uznałem, że musi być zupełnie inna kultura organizacyjna niż praktykowana na uczelniach państwowych.
Na kulturę organizacyjną na WSIiZ składa się m.in. system rekrutacji nowych pracowników, ich bieżącej i okresowej oceny (oczywiście z udziałem studentów), system motywacyjny, system wspierania rozwoju kadr. - To wszystko jest odizolowane od różnych układów, relacji, panoszenia się profesora X czy Y, co jest nagminnym zjawiskiem w uczelniach państwowych - twierdzi prof. Pomianek.
Powstanie takiej uczelni było możliwe dopiero po przełomie w 1989 r. Założycielom przyświecał jasny cel: kształcenie kadr dla potrzeb gospodarki wolnorynkowej.
- Kiedy upadł system komunistyczny było dla mnie jasne, że mamy szanse, ale nie mamy kadr gospodarczych - opowiada prof. Pomianek. - Pierwszy krok, jaki uczyniliśmy ze współpracownikami, to powołanie do życia Rzeszowskiej Szkoły Menedżerów. Łatwiej powołać, trudniej było zgromadzić kadrę przygotowaną do tego, by nauczyć innych, jak należy funkcjonować w gospodarce rynkowej.
Kadrę pomogli wyszkolić specjaliści zachodni. - Współpracowaliśmy dość intensywnie ze szkołami biznesu, głównie w Holandii, ale także w Belgii i Wielkiej Brytanii. Przy pomocy Amerykanów zostało wykształconych kilkanaście osób. W ten sposób nasza kadra została bardzo dobrze przygotowana i mogła kształcić innych, którzy chcieli posiąść umiejętność poruszania się na wolnym rynku - opowiada rektor. - W Polsce zaczęły już powstawać niepaństwowe szkoły wyższe, a my uznaliśmy, że jesteśmy dobrze przygotowani, by z taką inicjatywą wyjść. Mieliśmy wówczas blisko 10 tys. absolwentów Rzeszowskiej Szkoły Menedżerów oraz kilkadziesiąt osób dobrze wykształconych i przygotowanych, które wiedziały, na czym polega praktyka życia gospodarczego.
Szkoła powstała w roku 1996.
Lata istnienia WSIiZ potwierdziły, że uczelnia niepubliczna jest bardziej efektywna od publicznej.
- Dziś koszt kształcenia studenta w uczelni państwowej wynosi, zależnie od kierunku, 6-8 tys. zł rocznie, w naszej uczelni 4 tys. - wylicza prof. Pomianek. - Jeśli w uczelni państwowej standardem jest, że liczba etatów administracyjnych jest porównywalna z liczbą etatów nauczycieli akademickich, a czasami nawet większa, to jest to absurd i niegospodarność. U nas ta liczba jest kilkakrotnie mniejsza.
Specjalnością WSIiZ stało się wykorzystanie zaawansowanych technik informatycznych. Prof. Pomianek: - Uznaliśmy, że to warunek konieczny. Musimy być konkurencyjni, zatem musimy czymś się wyróżniać. Osiągnięcia informatyki dają szczególną okazję do takiej przewagi technologicznej. Jesteśmy obecni w całej Polsce: w uczelniach, ale również szkołach średnich. Niedawno spółka „Partners In Progress”, gdzie nasza uczelnia jest głównym udziałowcem, wygrała przetarg na informatyzację Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Jeżeli czołowa polska uczelnia, która kształci informatyków, decyduje się na nasze rozwiązania informatyczne, to o czymś to świadczy.
Rzeszowska uczelnia zawsze dbała o dobór kadr. Są wśród nich „gwiazdy” w rodzaju ekonomisty prof. Jana Winieckiego, Aleksandra Halla czy ks. prof. Michała Hellera.
Rektor: Właśnie uzgodniliśmy porozumienie z Centrum Kopernika odnośnie współpracy naukowo-badawczej. Ks. profesor Heller przyjechał do nas z całym swoim sztabem. To świadczy o tym, że poważnie nas traktuje i że mamy razem wiele do zrobienia. Bardzo się z tej współpracy cieszę.
Jest też siedmiu amerykańskich profesorów polskiego pochodzenia, którzy w USA zrobili sporo w dziedzinie nauki i edukacji. - Niech też pracują na rzecz polskiej młodzieży, Polski - śmieje się prof. Pomianek.
Tacy wykładowcy to nie tylko głośne nazwiska, ale przede wszystkim osobowości.
- Studia to nie tylko opanowanie pewnej wiedzy, ale kształtowanie młodego człowieka. Te osobowości są magnesem i skutecznie, pozytywnie wpływają na młodych ludzi, otwierają im horyzonty, pokazują niezniszczalną hierarchię wartości, co w dzisiejszym, nieprzewidywalnym świecie jest szczególnie ważne - twierdzi Pomianek.
WSIiZ utworzył konsorcjum z Wyższą Szkołą Zarządzania i Administracji w Zamościu i Wyższą Szkołą Europejską im. Ks. Józefa Tischnera w Krakowie. Dla obu jest uczelnią-matką. Warto szczególnie zwrócić uwagę na współpracę z tą drugą uczelnią.
Prof. Pomianek: To ciekawa współpraca dużej, powszechnej (WSIiZ) i małej, elitarnej (WSE) uczelni, które mogą sobie coś nawzajem przekazać.
Na WSIiZ-ie kształci się 150-160 obcokrajowców w języku angielskim (z Indii, Chin, Malezji, Singapuru, Nigerii) i ponad 500 Ukraińców i Białorusinów w języku polskim. Trafili do Rzeszowa po targach edukacyjnych od Moskwy po Azję, w wyniku działalności firm rekruterskich i internetowej promocji rzeszowskiej uczelni.
Zdaniem rektora, te kilkaset osób, to mało. Chciałby ich mieć przynajmniej 2 tys.
- Kształcenie obcokrajowców, to obszar największej klęski polskiego szkolnictwa wyższego - uważa prof. Pomianek. - Na prawie 2 mln studentów kształci się ich co najwyżej 10 tys. To zaledwie 0,5 proc. W normalnych, dobrych uniwersytetach, brytyjskich czy amerykańskich, jest to zazwyczaj 20 proc.
Dlaczego tak mało obcokrajowców studiuje w polskich uczelniach? - Dlatego, że to duże wyzwanie dla szkoły, jak również dlatego, że w Polsce nie ma tzw. wizy studenckiej - odpowiada prof. Pomianek. - Cały normalny świat to ma, tylko nie my, a konsulowie przyznają wizy według własnego widzimisię. Dość samotnie walczymy o wizę studencką. Nasi eksperci byli w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego i w dużej mierze za naszą przyczyną rozpoczęły się prace nad jej wprowadzeniem. Lepiej późno niż wcale.
Dlaczego WSIiZ kształci obcokrajowców i chciałby ich kształcić więcej?
Rektor: Po pierwsze dlatego, że dzięki temu nasza młodzież ma z nimi kontakt. Jest przenikanie się kultur, nasza młodzież pozbywa się kompleksów, poznaje inne cywilizacje. To jest niesłychanie ważne w dorosłym życiu. Po drugie, kształcimy potencjalną kadrę dla firm, które będą chciały zorganizować swoje przedsięwzięcia np. w Azji. Po trzecie, studenci obcokrajowcy są zazwyczaj dobrymi ambasadorami Polski.
Szczególną wagę rektor przywiązuje do kształcenia Ukraińców: - To duży wyczyn naszej uczelni, na pewno kształcimy najwięcej Ukraińców w Polsce. To jest również interes polityczny Polski, żeby pomóc wykształcić im dobre kadry, bo tam mają z tym duże kłopoty.
Prof. Pomianek przyznaje, że na początku Ukraińcy byli traktowani przez polskich studentów „trochę z góry”. Teraz na pewno jest dużo lepiej.
Jeżeli chodzi o studentów dalekowschodnich, to powstał Instytut Badań nad Cywilizacjami, którego zadaniem jest pomoc w nawiązaniu kontaktów, w bieżącej współpracy czy organizowaniu imprez w rodzaju Dni Kultury Chińskiej czy Hinduskiej. Polscy studenci przyjaźnią się z kolegami z innych krajów, są pierwsze małżeństwa. Rektor: - Czekam na inicjatywy dotyczące wspólnych firm. Może się doczekam.
Prof. Pomianek przyznaje, że założyć szkołę w latach 90. było znacznie łatwiej niż obecnie, bo było znacznie więcej chętnych do kształcenia się niż miejsc na uczelniach. Dziś jest sytuacja dokładnie odwrotna. - M.in. z tej przyczyny będziemy szli w kierunku uczelni międzynarodowej. Będziemy się dalej rozwijać, ale przede wszystkim w oparciu o partnerów zagranicznych - podkreśla.
- Chcemy dalej rosnąć, ale obawiamy się, że nasze możliwości rozwoju będą większe poza Polską, niż w Polsce. Nie tylko dlatego, że niż demograficzny nie daje w kraju specjalnych możliwości, ale przede wszystkim dlatego, że w Polsce ma miejsce dyskryminacja uczelni niepaństwowych przez polskie państwo (głównie przez niesprawiedliwy system finansowania edukacji). Takie nierówne traktowanie nie tylko bardzo utrudnia rozwój uczelni niepaństwowych, ale przede wszystkim powoduje, że w Polsce, w sferze nauki i edukacji nie ma uczciwej konkurencji. A gdzie nie ma konkurencji, nie ma jakości. Występuję nie tyle w obronie interesów sektora uczelni niepaństwowych, co chodzi mi o konkurencję. Niech wygrywa lepszy, obojętnie czy państwowy, czy niepaństwowy. Wtedy potencjał intelektualny Polaków będzie wykorzystany. Bo dziś jest marnowany.






