Piotr Chmieliński

Przepłynięcie kajakiem najpotężniejszej rzeki globu zostało zaliczone - obok zdobycia Mount Everestu i lądowania na Księżycu - do największych osiągnięć XX wieku. Człowiek, który tego dokonał, pochodzi ze Słociny

 

Piotr Chmieliński: z kanionu Colca przez Amazonkę w ruiny World Trade Center:

- Nie rezygnujcie ze swoich marzeń, dążcie do ich realizacji  i wierzcie, że wszystko jest możliwe – to rada, jaką ma podróżnik Piotr Chmieliński, pochodzący ze Słociny (dziś to już dzielnica Rzeszowa) dla wszystkich, którzy marzą o dokonywaniu wielkich odkryć, ale... trochę się boją. Rada wydaje się w swej oczywistości aż banalna. Ale pana Piotra warto posłuchać, bo to podróżnik nietuzinkowy. Akurat mija 30 lat, jak w gronie kilku kajakarzy przepłynął kanion rzeki Colca - najgłębszy na Ziemi. I 25 lat, gdy jako pierwszy i do tej pory jedyny przepłynął kajakiem, od źródeł do ujścia, najpotężniejszą rzekę globu, Amazonkę. Jest też przedsiębiorcą - jego firma badała m.in. zanieczyszczenie środowiska w „strefie zero” po ataku terrorystycznym na World Trade Center.

 

Tekst Jaromir Kwiatkowski

Fotografie Jacek Bogucki, Zbigniew Bzdak

Kajakowego bakcyla złapał podczas studiów na AGH w Krakowie. Wspólnie z kolegami z Akademickiego Klubu Turystyki Kajakowej „Bystrze” rozpoczęli kajakową przygodę na Wiśle i rzekach południowej Polski. Potem były spływy w ówczesnej Jugosławii, Czechosłowacji, Rumunii, Grecji. A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, pod koniec studiów zaczęli marzyć o większych wyprawach w Ameryce Południowej.

Wiele rzek pokonali jako pierwsi na świecie

W 1979 r., w dwa dni po obronie pracy magisterskiej, Chmieliński wraz z dziesięcioma krakowskimi kajakarzami, jako wyprawa kajakowa „Canoandes 79”, wyruszyli do Argentyny. - Za sprawą całej serii przeszkód, od politycznych po pogodowe, trafiliśmy jednak nie do Argentyny, a do Meksyku – opowiada. – O tamtejszych rzekach wiedzieliśmy niewiele. Dopiero na miejscu przekonaliśmy się, że to jest wyzwanie, jakiego szukaliśmy.

Na wiosnę 1980 r. żonata część ekipy wróciła do kraju. Trzon wyprawy – pięć osób, w tym Chmieliński – ruszył dalej, na podbój kolejnych rzek. W Gwatemali, Hondurasie, Nikaragui, Kostaryce, Panamie i Ekwadorze. - Z każdą rzeką, którą spłynęliśmy, podnosiliśmy swoje umiejętności kajakarskie. Po raz pierwszy mogliśmy się zmierzyć z rzekami o tak wysokim stopniu trudności. Wiele rzek pokonaliśmy jako pierwsi na świecie – podkreśla podróżnik.

Z takim bagażem nowych doświadczeń wpłynęli do Peru, które okazało się - jak to dziś określa Chmieliński – jednym z najważniejszych etapów ich podróży, nie tylko kajakiem, ale także przez życie.

Kajakiem przez kanion

W maju 1981 r., w przededniu zejścia do kanionu rzeki Colca w Peru, najgłębszego na Ziemi (jego ściany wznoszą się na wysokość 3200 i 4200 m, a więc jest on dwukrotnie głębszy od Wielkiego Kanionu Kolorado), dotarła do nich wiadomość o zamachu na życie Jana Pawła II. Byli w szoku, ale stwierdzili, że – zamiast rozpaczać – ruszą zdobyć niezdobyty dotąd kanion, by zrobić coś wbrew wariactwu współczesnego świata.

Wyzwanie było jasne: kiedy już zeszło się na dno kanionu, nie było możliwości odwrotu górą. Jedyna droga wiodła w dal, burzliwą Rio Colca. - Wpłynięcie do kanionu rwącym nurtem rzeki wiązało się z odkrywaniem największej jego tajemnicy – opowiada Chmieliński. - Podejmowane przez naszych poprzedników próby pokonania kanionu kończyły się niepowodzeniem, nie było żadnych map, ani informacji o warunkach wewnątrz. Była to więc podróż w nieznane.

Cztery tygodnie w kanionie były wypełnione żmudnymi zmaganiami z niezwykle kapryśną rzeką, która na każdym kroku zaskakiwała śmiałków wirami, wodospadami, gwałtownymi zwężeniami, trudnymi do pokonania bystrzami i rapidami, a także głazami, które wielokrotnie niszczyły ponton. Chmieliński płynął kajakiem, torując drogę kolegom.

Prawem odkrywców, niektórym mijanym miejscom nadali polskie nazwy. Grupę wodospadów ochrzcili Wodospadami Jana Pawła II, a jeden z najtrudniejszych odcinków nazwali Kanionem Polaków.

Prestiżowe pisma: „National Geographic” i „Paddler Magazine”, zaliczyły przepłynięcie kanionu rzeki Colca do najważniejszych osiągnięć ekspedycji rzecznych XX wieku. Wydarzenie zostało wpisane do Księgi Rekordów Guinessa.

W 2006 r., podczas obchodów 25-lecia przepłynięcia kanionu rzeki Colca, wielokrotnie podkreślano, że dzięki wyczynowi polskich śmiałków rejon ten zyskał nowe źródło utrzymania i rozwoju - turystykę. - Dzięki przepłynięciu kanionu, otwarciu go dla świata, stał się on jedną z największych, obok Machu Picchu i Cuzco, atrakcji turystycznych Peru – opowiada Chmieliński. - Zmiany, które tam zaszły w ciągu ćwierćwiecza, są imponujące. A my staramy się cały czas je wspierać, m.in. poprzez letnią szkołę języka angielskiego, organizowaną przez jednego z członków wyprawy - Andrzeja Piętowskiego, oraz pomoc w wyposażaniu szkół w komputery i połączenie internetowe.

Odcięta droga powrotu do kraju

Tuż przed planowanym powrotem do Polski w grudniu 1981 r., kajakarze dowiedzieli się o wprowadzeniu w kraju stanu wojennego. W polskiej ambasadzie w Limie zakazano im wypowiadać się dla mediów. Oburzeni, zdecydowali się powiedzieć publicznie, co czują. Założyli Komitet Pomocy Solidarności. Ich inicjatywę wsparł znany peruwiański pisarz Mario Vargas Llosa, laureat ubiegłorocznej Literackiej Nagrody Nobla. Wraz z nim i innymi intelektualistami przygotowali list otwarty do narodu peruwiańskiego oraz listy do polskiej i sowieckiej ambasady. 26 grudnia 1981 poprowadzili ulicami Limy 5-tysięczną  spontaniczną manifestację poparcia dla Solidarności. Tym samym odcięli sobie drogę powrotu do kraju.

Przez pewien czas mieli status bezpaństwowców. W końcu uzyskali obywatelstwo amerykańskie i w USA ułożyli sobie życie zawodowe i osobiste.

Podczas pobytu w Peru Chmieliński po raz pierwszy „dotknął” wiosłami Amazonki. I tak zrodziła się w nim myśl, by kiedyś przepłynąć całą jej długość. 

Propozycja przepłynięcia całej Amazonki, od źródeł do ujścia, wyszła od kajakarza z RPA, Tima Biggsa. W sierpniu 1985 r. Chmieliński z ekipą dotarli do zamarzniętych źródeł Amazonki w Andach. Ustalili, że zaczynają się one w miejscu, gdzie zaczyna płynąć Apacheta. Sześć miesięcy później znaleźli się u ujścia rzeki w Atlantyku. Przez ten czas wykonali 3 miliony pociągnięć wiosłami i pokonali około 6800 km. Jedynie Piotr Chmieliński i amerykański dziennikarz Joe Kane (nie płynął od źródeł) dobrnęli do końca tej wyprawy.

- Amazonka to rzeka niezwykle zmienna, co jest zrozumiałe, patrząc na tereny, przez które płynie – począwszy od źródła w Andach, poprzez niedostępne kaniony, amazońską dżunglę, po ujście w Atlantyku – opowiada Chmieliński. - Najtrudniejszym odcinkiem do pokonania była otchłań Acobamba, w której rzeka wydawała się jakby zamknięta w szczelinie skał i toczyła z nami ostrą walkę, podobnie jak Colca w kanionie.

 „Ogromne głazy, które spadały na dno rzeki z pionowych ścian, tworzyły niemal nieprzebyte hydrauliczne potwory. Były dni, w których posuwaliśmy się nie więcej niż o kilometr. Po siedmiu dniach zaczęła nas ogarniać paranoja” – tak Kane opisywał otchłań Acobamba. Amerykaninowi, jak sam podkreśla, dodawał otuchy spokojny głos Chmielińskiego: „Joe, poradzimy sobie”.

 

(...)

 Więcej w Numerze 3(17)VIP Biznes&Styl, maj-czerwiec 2011

Galeria zdjęć