O Stefanie - biznesmenie, który żyje nie tylko biznesem . Orzech.

 O Stefanie - biznesmenie, który żyje nie tylko biznesem .

Orzech.

 

Biznes rodziny Orzechów z Kolbuszowej to dziś firmy „Orex” i „Orzech”. Produkcja, dystrybucja i handel artykułami spożywczymi oraz ośrodek turystyczno-wypoczynkowy z restauracją. Obie firmy zatrudniają w sumie ok. 300 osób. Powstały, jak wiele podobnych firm, z marzeń.

 

Tekst Jaromir Kwiatkowski

Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Mózgiem rodzinnego interesu jest 63-letni Stefan Orzech z Kolbuszowej. Kontynuuje rodzinne tradycje handlowe. Śmieje się, że ma je w genach. - Mój dziadek jeszcze przed wojną miał trafikę - opowiada. - Rodzice też byli handlowcami, tato przez 40 lat prowadził we własnym domu sklep. Było w nim „szwarc, mydło i powidło”: artykuły spożywcze, płótno, nafta itd. Już w szkole podstawowej stałem tam za ladą.

A w szkole średniej, mieszkając w internacie, sprzedawał naleśniki, które przywoziła mama. Jak podkreśla, nie z zachłanności.

- Lunatyk lgnie do księżyca, a ja, żeby żyć, muszę handlować - tłumaczy.

Za czasów PRL tylko przez chwilę pracował w handlu „na państwowym”. Zawsze prowadził jakiś biznes: jeździł taksówką bagażową, prowadził własną kawiarnię, w swoim domu otworzył salon gier zręcznościowych, ale po miesiącu utracił koncesję. - Politycznie byłem po „niewłaściwej” stronie, nigdy nie ukrywałem negatywnego stosunku do tamtego systemu. Jeździłem na demonstracje czy wizyty papieża z transparentem „Solidarności”. Choć nie wiem, czy tego typu szykana jak utrata koncesji to była polityczna represja, czy nękanie „prywaciarza” - tłumaczy.

Kilka razy miał w domu rewizje i był zatrzymywany na 48 godzin. Najbardziej spektakularne zatrzymanie, bez podania przyczyn, miało miejsce w 1983 r. - Zatrzymali nas wraz z żoną w Rzeszowie i trzymali przez 48 godzin, nie informując nikogo  z rodziny - opowiada. - W tym czasie w domu zostały bez opieki nasze dzieci, w wieku od 6 do 12 lat. To był szczyt komunistycznego nękania. Nie przedstawiono nam żadnego zarzutu, a rewizja w domu trwała kilka godzin.

W styczniu 1989 r. pojechał z żoną i synem na wycieczkę do USA. - Miałem już dość nękania ze strony komunistów. Zostawiłem kawiarnię, zakładałem, że już tutaj nie wrócę - opowiada.

Tymczasem w Polsce miał miejsce Okrągły Stół. Za ocean dochodziły wieści, że teraz będzie tu lepszy klimat dla prywatnej przedsiębiorczości. Stefan Orzech wrócił do Polski, by przekonać się, czy to prawda. Żona z synem zostali w Stanach, chyba nie bardzo wierzyli w przemiany. To było ryzyko z jego strony,  właściwie „bilet w  jedną stronę”. - Sytuacja była o tyle skomplikowana, że w Stanach zostałem z wycieczki - podkreśla przedsiębiorca.

Założył z trzema wspólnikami spółkę, która otworzyła pierwszą w Kolbuszowej prywatną hurtownię materiałów budowlanych. Szły jak woda. Później powstała hurtownia artykułów spożywczych. - Zostałem przy „spożywce”, bo byłem tym bardziej zainteresowany. Żonie i synowi powiedziałem: „wracajcie, bo tu jest dobry klimat do robienia interesów”. Wrócili.

Otworzył w rynku w Kolbuszowej małe sklepiki spożywcze. Szybko okazały się za małe. Stworzył więc, pod nazwą „Orex”, sieć hurtowni spożywczych: w Kolbuszowej, Rzeszowie, Tarnobrzegu, Mielcu, Dębicy. - Gdy miałem już te hurtownie, zamarzyłem o tym, by mieć produkcję - opowiada Orzech. - Po upadku spółdzielni ogrodniczo-pszczelarskiej w Kolbuszowej, w 1998 r. kupiliśmy od likwidatora zakład przetwórczy. Mówiąc ściśle - tylko mury. To było niesamowite ryzyko, dzisiaj bym się go nie podjął.

Trzeba było skompletować kadrę. Jej trzon rekrutował się spośród byłej kadry upadłej spółdzielni. - Ustaliliśmy adresy tych osób i zaproponowaliśmy im współpracę - opowiada Stefan Orzech. Tak powstały Zakłady Przetwórstwa Owocowo-Warzywnego „Orzech”.

Asortyment „Orzecha” jest szeroki. Do dziś „okrętem flagowym”, strategicznym produktem, są ogórki konserwowe w słoikach. Oprócz tego w ofercie są m.in. papryka, pieczarki, marmolada, dżemy i cała gama sałatek. Niedawno asortyment został poszerzony o musztardy i ketchupy.

Produkty „Orzecha” rozchodziły się najpierw poprzez sieć hurtowni „Orex”, co pozwoliło zdobyć fragment rynku. - Później zaczęliśmy wchodzić w hipermarkety. Żeby tam wejść, trzeba było trochę zachodu - przyznaje przedsiębiorca. - Jesteśmy w wielu hipermarketach i hurtowniach w całej Polsce. Zaczęliśmy też eksportować, najpierw do Szwecji, później do Niemiec, Ameryki, Kanady, Czech, Słowacji, a nawet Mongolii i Izraela. Dziś eksportujemy nasze produkty, w mniejszych lub większych ilościach, do ok. 20 krajów.

- Kiedy mieliśmy już produkcję na dobrym poziomie, zamarzyła mi się sieć supermarketów - opowiada przedsiębiorca. W rezultacie powstały sklepy „Orzech” w Kolbuszowej, Mielcu, Leżajsku, Sokołowie Młp., Ropczycach, Dębicy, Nowej Dębie, Majdanie Królewskim i Bukowcu przy Zalewie Solińskim.

Cele strategiczne to otwieranie kolejnych supermarketów, poszerzanie asortymentu i zwiększanie mocy produkcyjnych. Obecnie firmy „Orzech” i „Orex” zatrudniają w sumie ok. 300 osób. Obie firmy są zakładami pracy chronionej i zatrudniają również osoby niepełnosprawne. Obie są też firmami rodzinnymi: Stefan Orzech prowadzi je z żoną, synami i synowymi.

„Oczkiem w głowie” przedsiębiorcy jest ostatnio ośrodek turystyczno-wypoczynkowy „Orzech” w Bieszczadach. - Nadarzyła się okazja, więc odkupiłem od nadleśnictwa budynek rodzinny w stanie surowym i zorganizowałem tam ośrodek turystyczno-wypoczynkowy z noclegami dla ok. 50 osób - opowiada przedsiębiorca. - Działa od jesieni ub.r. Z tej posesji jest bezpośrednie zejście do Zalewu Solińskiego. Jest też sala konferencyjna, restauracja na 150 osób, mały sklep, kort tenisowy, przystań wodna, niedługo będzie spa.

W sezonie ośrodek będzie służył głównie wypoczynkowi rodzin i turystów. To również wymarzone miejsce na konferencje, seminaria, spotkania integracyjne, narady.

Jak kryzys wpływa na działalność kolbuszowskiego biznesmena? Stefan Orzech: - Miałem różne plany, np. chciałem otwierać kolejne sklepy, ale w związku z kryzysem trzeba trochę poczekać, bo banki stały się bardzo rygorystyczne. Dobrze, że nie zwalniamy ludzi, kadra jest stabilna.

Orzech żyje nie tylko biznesem. Jest wiceprezesem Akcji Katolickiej w kolegiacie Wszystkich Świętych w Kolbuszowej, prezesem Stowarzyszenia „Ojczyzna” na Podkarpaciu, wiceprzewodniczącym Rady Powiatu i przewodniczącym komisji zdrowia, pomocy rodzinie i spraw społecznych w Radzie Powiatu.

Jak godzi te dwie sfery działalności? Przyznaje, że bardzo trudno jest być jednocześnie dobrym katolikiem, społecznikiem i biznesmenem, a chciałby takim być. - W niedziele sklepy mamy zamknięte. Płacimy za dzierżawę pomieszczeń przez 30 dni, a handlujemy przez 25 dni. To duże wyrzeczenie finansowe.

- Część interesów pewnie by szła szybciej, gdybym się tylko temu poświęcił - przyznaje Orzech. To dlaczego część czasu poświęca na działalność społeczno-polityczną i religijną? - Nie samym chlebem żyje człowiek - odpowiada biblijnie. - Ubolewam, że pieniądz w XXI wieku stał się bożkiem. Dawniej ludzie spotykali się, pomagali sobie wzajemnie bezinteresownie, a teraz ta bezinteresowność gdzieś znikła.

 

 

VIP B&S Numer 3(4) Maj-Czerwiec 2009

 

 

 

Galeria zdjęć