O dwóch takich, co budują jachty dla milionerów
Dla stoczni wyobraźnia podpowiada morze, albo choćby małe jezioro, rzeczywistość pozwala na pagórki wokół Ropczyc. Paradoksalnie może to nawet lepiej - nikogo nie rozpraszają piękne widoki za oknem, a skoro sami właściciele ropczyckiej stoczni Rega Yacht – Tomasz Babicz i Waldemar Królikowski nie mają nawet żeglarskich patentów, a mimo to robią jedne z najlepszych i najpiękniejszych jachtów na świecie, to widać rzeczywistość bywa barwniejsza od najbardziej kolorowej fantazji.
Tekst Aneta Gieroń
Fotografie Tadeusz Poźniak
Skromna hala przy ul. Przemysłowej w Ropczycach. Z czym jak z czym, ale na pewno nie z takim miejscem większości z nas kojarzy się zapach luksusu i milionów euro, a to właśnie tutaj od 8 lat powstają łodzie, którymi pływają najzamożniejsi tego świata. W ostatnich tygodniach prace w stoczni zdominowała piękna, 25-metrowa łódź Luce Guida warta 5 mln euro, którą na specjalne zamówienie księżniczki z Kuwejtu, właścicielki rafinerii, przygotowywała Rega Yacht. Jacht w październiku trafił do Włoch, gdzie przetransportowanie go kosztowało 18 tys. euro. Ale jak kogoś stać na żaglówkę za miliony, czymże jest wydatek kilkunastu tysięcy euro na transport.
Skąd Luce Guida w Ropczycach? Odpowiedź nie jest łatwa, może nawet trudna do uwierzenia. Wszystko zaczęło się na początku lat 90., gdy młodzi mieszkańcy Ropczyc postanowili szczęścia i pracy poszukać we Włoszech.
- Skończyłem szkołę średnią, na studia się nie zdecydowałem, ale miałem starszego brata, który pracował we Włoszech, w okolicach Rzymu. On pomógł mi znaleźć pierwszą pracę i tak za granicą spędziłem pół roku – wspomina Tomasz Babicz. Za krótko, by nauczyć się języka, znaleźć stabilną pracę, dlatego chłopak z Ropczyc planował powrót do Polski. Przypadek sprawił, że Tomasz Babicz trafił do niewielkiej, rodzinnej stoczni w okolicach Rzymu, do Fiumicino, praca miała trwać kilka dni i ograniczyć się do sprzątania, mycia łódek i najprostszych zajęć. Niby nic wielkiego, ale od Fiumicino wszystko się zaczęło. Zapał młodego Polaka był większy niż przeciętny, na epizodzie się nie skończyło, w kolejnych miesiącach był pomocnikiem doświadczonych pracowników, a po kilku miesiącach właściciel stoczni zasugerował, że chętnie przyjęłaby do pracy pracownika równie „sprytnego” jak młody Babicz. Tak do Fiumicino trafił starszy brat Tomasza Babicza, a po kolejnych kilku miesiącach także Waldek Królikowski.
- Z Waldkiem, moim szwagrem była rodzinna historia – śmieje się Tomasz Babicz. – Kilkanaście lat temu spotykał się z moją siostrą, wszystko wskazywało na to, że będą małżeństwem, dlatego pomogłem mu w znalezieniu pracy we Włoszech. Tak zyskałem szwagra i wspólnika w jednej osobie. Nawet jak budowaliśmy domy zdecydowaliśmy się na „bliźniaka”. A to nie jedyny akcent rodzinny w Rega Yacht, bo choć przysłowie głosi, że z rodziną najlepiej wygląda się na zdjęciu, to porzekadło w ropczyckiej stoczni zastosowania nie ma. W spółce są bracia, siostry, szwagrowie wspólników, oraz krewni innych pracowników i w rozwoju firmy to nie przeszkodziło, chyba nawet wręcz przeciwnie.
Przypadkowa praca w stoczni stała się przeznaczeniem
Obaj panowie już we Włoszech przekonali się, że mogą na sobie polegać, zaufania nie poróżniły nawet pieniądze. Ich pierwszą wspólną, samodzielną pracą była zabudowa i wykończenie wnętrza w prywatnej łódce pracodawcy w Fiumicino. Młodzi Polacy rano przychodzili do pracy w stoczni, a wszystkie popołudnia i wieczory poświęcali na stworzenie czegoś wyjątkowego we włoskiej żaglowce.
- Szefowi spodobało się to, co wyszło spod naszych rąk, bo od tego momentu mieliśmy już większy udział w budowie małych łódek. Wyzwaniem było jednak zbudowanie 12 -metrowego jachtu, który właściciele stoczni w Fiumicino przygotowali na Mistrzostwa Włoch. Prace nad łódką zajęły 2 lata, ale jacht był wyjątkowo udany i zajął 3. miejsce w regatach. Po tamtych mistrzostwach nasza stocznia zwróciła na siebie uwagę innych stoczni i konstruktorów najlepszych jachtów we Włoszech – wspomina Waldek Królikowski.
I jak to w życiu bywa, najtrudniej jest sprawić, by sukces był powtarzalny. Stocznia trzech młodych Włochów, gdzie dwóch chłopaków z Ropczyc zaczęła swoją przygodę z budową jachtów, już nie potrafiła powtórzyć tamtego sukcesu z Mistrzostw Włoch. Stocznia Delfin ciągle remontowała, budowała małe łódki, ale nie było jakiś spektakularnych, innowacyjnych sukcesów. Tyle tylko, że to już było zmartwieniem Włochów. Tomek Babicz i Waldek Królikowski od czasu tamtej pierwszej, szczęśliwej łódki, ogromnie dużo się nauczyli, a wszystko co dla nich najlepsze dopiero miało się zdarzyć. Kilkanaście lat temu nawet nie mieli pojęcia, jak bardzo odmieni ich życie wizyta w stoczni Fiumicino jednego tylko człowieka, Alessandro Vismara. Ten jeden z najlepszych, najbardziej innowacyjnych konstruktorów jachtów we Włoszech, posiadacz własnej stoczni Vismara Yacht, pojawił się w stoczni, gdzie pracowali młodzi Polacy ściągnięty sławą łódki, która zajęła 3. miejsce w Mistrzostwach Włoch, a którą chciał dokładnie obejrzeć. Znanemu projektantowi spodobało się to, co zobaczył i zaproponował niewielkiej stoczni budowę 24 - metrowego jachtu dla księgowego Gucciego. Łódka o pięknym designie wykonana został z najnowszych materiałów; włókna węglowego i żywic epoxydowych. Tomek Babicz, Waldek Królikowski i ich polscy koledzy mieli swój ogromny udział w powstaniu ekskluzywnego jachtu. Słowiańska ekipa miał już na tyle duże doświadczenie, że była kołem zamachowym prac przy tym projekcie.
- Nie mam złudzeń, że w Polsce, we Włoszech, jest całkiem dużo osób, które mają ogromną wiedzę teoretyczną na temat budowy jachtów, ale wiem też, że mało kto ma tak ogromną widzę praktyczną jak my i na tym polega nasz sukces – tłumaczy Babicz.
Włoski pracodawca też szybko dostrzegł, że na talencie Polaków można dobrze zarobić, bo w drugiej połowie lat 90. zaproponował, by filię włoskiej firmy otworzyć też w Polsce. W Woli Ocieckiej k. Ropczyc przez 4 lat powstało kilkanaście łódek, ale sam biznes do najszczęśliwszych nie należał.
– Włoski partner miał 70 proc., my 30 proc. udziałów w firmie, on przyjmował zlecenia, my w Polsce pracowaliśmy od rana do nocy. Dla Włochów to był świetny układ, mieli lukratywne zlecenia i gigantyczne zyski oraz tanią siłę roboczą w biednej Polsce. Szybko się okazało, że nasze zyski są znikome, a szanse na rozwój żadne. Wycofaliśmy się z tego układu, zaryzykowaliśmy i postawiliśmy na własną firmę, samodzielną pracę i niezależność - wspomina Waldek Królikowski. To nie była pochopna decyzja, raczej gotowość na wprowadzenie zmian w działaniu. Obaj młodzi szkutnicy mieli już spore doświadczenie w budowie jachtów, dobre kontakty we Włoszech i świetną opinię w kręgach stoczniowców.
- Bezcenna okazał się też propozycja, jaką polskim wykonawcom, czyli Rega Yacht, a nie jakiejś włoskiej stoczni jak dotychczas, złożył Mylius Yacht oferując zbudowanie 11 - metrowej łódki dla klienta z Neapolu. To było pierwsze zlecenie zrealizowane w Polsce, wystawione na nasze nazwiska, w firmie Rega założonej przez nas w 2003 r. w Ropczycach – opowiada Tomasz Babicz.
Stocznia z milionowym zleceniem, ale bez hali
Początki były skromne, ale szalone. Wkrótce po otrzymaniu zlecenia na łódkę do Neapolu, o polskich szkutnikach działających już pod własnym szyldem, znów przypomniał sobie słynny Alessandro Vismara i zaproponował budowę super nowoczesnej 15 - metrowej łodzi z najnowocześniejszych surowców. Żeby było ciekawiej, gdy Tomek Babicz we Włoszech ustalał z Vismarą szczegóły zlecenia, Waldek Królikowski „na zawał serca” szukał dużej hali do wynajęcia w okolicach Ropczyc, gdzie zlecenie mogłoby zostać zrealizować. – Ja byłem tak zachwycony propozycją od Alessandro, że przyjąłem ją w ciemno nic nie mówiąc, że nie mamy hali. Byłem pewny, że skoro mieliśmy szczęście do takiego zlecenia, to musi się nam poszczęścić także przy poszukiwaniach większego lokalu – śmieje się Tomek Babicz.
Tamto pierwsze zlecenie od Vismara dla Rega Yacht było przełomowe dla firmy. Do dziś ropczycka stocznia najściślej i z największym rozmachem współpracuje właśnie z Alessandro Vismara. Od niego pochodzą zlecenia na najnowocześniejsze i najpiękniejsze jachty. Także na 24 - metrową łódź dla księżniczki z Kuwejtu zrealizowaną w 211 r. Wnętrze łodzi przygotowane zostało niczym ekskluzywny apartament z salonem, sypialnią, kuchnią i juccuzi na pokładzie. Wszystko wykonane z najdroższych materiałów pod okiem najlepszych architektów wnętrz i szkutników. Na jachcie nie brakuje pozłacanych elementów, wielbłądziej skóry, najnowocześniejszych silników i żagli.
(...)
Więcej w Numerze 6(20)VIP Biznes&Styl, listopad-grudzień 2011











