Pectus, czyli siła woli

- Jestem uparty w dążeniu do celu, w wytyczaniu sobie dróg – podkreśla Tomasz Szczepanik, wokalista popularnej grupy pop-rockowej

 

Tekst Jaromir Kwiatkowski

Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Pociąg z napisem „Pectus” pędzi coraz szybciej. Od powstania grupy do punktu zwrotnego w jej karierze – zdobycia Słowika Publiczności na 45. Międzynarodowym Sopot Festivalu – minęły trzy lata. Od Słowika do dziś – następne trzy, znaczone kolejnymi sukcesami. - Nie wiem, gdzie nas ten pociąg dowiezie, ale wiem, przez jakie stacje będzie przejeżdżał – mówi Tomasz Szczepanik, wokalista, lider i autor większości repertuaru grupy.

Ze Szczepanikiem i menedżerką Pectusa, Moniką Paprocką, umawiamy się w Gospodzie Harnaś w Dolinie Kościeliskiej. Jadę na to spotkanie pełen obaw, bo z gwiazdami estrady miałem już w swojej dziennikarskiej pracy różne przejścia. Obawy są zupełnie niepotrzebne: Tomasz Szczepanik okazuje się bardzo sympatycznym, młodym człowiekiem. Zero „sodówy”. Wychodzimy pogadać przy stoliku na zewnątrz. Goście gospody przyglądają się wokaliście z zaciekawieniem. On już osiągnął tzw. rozpoznawalność.

Technikum przydało się przy budowie studia

 Tomasz opowiada o tradycjach muzycznych w domu w Bogoniowicach w powiecie tarnowskim. Okazuje się, że brat babci, Jan Mucha, założył w tej miejscowości pierwszą orkiestrę dętą. – Myślę – podkreśla Szczepanik - że zamiłowanie do muzyki płynie w naszej krwi. Mam jeszcze trzech młodszych braci. Wszyscy śpiewają i grają na instrumentach, i wszyscy studiowaliśmy w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Ja jako najstarszy zapoczątkowałem tę drogę.

Wokalista wspomina swą pierwszą gitarę. Była wystrugana z drewna, miała kształt prawdziwego instrumentu i cztery żyłki przymocowane na gwoździach. Jako dziecko dostał ją w prezencie od sąsiada. - Wtedy nie miało znaczenia, czy ona gra, czy nie, chodziło tylko o fakt posiadania instrumentu – opowiada Tomasz. Dodaje, że ta gitara to był symbol, dowód na to, że ludzie wokół niego już wtedy zauważali jego muzyczny talent. - Chciałbym tę gitarę odnaleźć, ale to już niemożliwe.

Mimo to po ukończeniu podstawówki nie poszedł do średniej szkoły muzycznej. Za namową kolegów wybrał technikum technologii drewna o specjalności meblarstwo w Bobowej. Dlaczego? – Gdy się ma 15 lat, to człowiek nie do końca wie, co będzie robił w życiu – tłumaczy. - Może nie jest wtedy w stanie podjąć sam tak ważnej decyzji, a rodzice chcieli, abym sam do niej dojrzał.

Ale nie żałuje tego, że przez 5 lat wykonywał meble, stołki i taborety. - To cenna techniczna umiejętność – przekonuje. - Przydaje się w domu i przydała się przy budowie studia nagraniowego, które mamy w Rzeszowie. Stworzyliśmy je po to, by mogła tam powstać druga płyta Pectusa. I rzeczywiście nagraliśmy ją w tym miejscu od początku do końca.

Nazwę wymyśliły koleżanki z akademika

Później był przyjazd do Rzeszowa i studia w Instytucie Muzyki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Wtedy poznali się późniejsi członkowie Pectusa. Okazji było sporo, bo grali w różnych składach, od muzyki klasycznej i występów w chórach poczynając, na poezji śpiewanej i coverach granych do kotleta kończąc. - Pani Marta Wierzbieniec (szefowa Instytutu Muzyki – przyp. aut.) – chylę czoła i wyrażam wielki szacunek dla tej osoby – dzięki swojej mądrości i talentowi ukierunkowywała nas i pomagała nam w każdym momencie – opowiada Szczepanik. - Jeżeli ktoś chciał się rozwijać w kierunku jazzowym czy muzyki pop, zawsze miał „zielone światło”.

Czy klasyczne studia muzyczne pomagają wokaliście zespołu pop-rockowego? Tomasz Szczepanik bez wahania potwierdza. I chodzi nie tylko o znajomość nut, ale o uczenie się symbiozy w większym składzie. – Ta symbioza, np. w chórze, polega na tym, by się nawzajem słuchać. Potem, mniej czy bardziej umiejętnie, człowiek przenosi to na własne podwórko, czyli zespół muzyczny. Musi być współbrzmienie i współpraca,  inaczej zespół nie funkcjonowałby dobrze – tłumaczy wokalista.

Grupa Pectus powstała zatem w środowisku studenckim, w 2005 roku. Nazwę wymyśliły koleżanki z akademika. Przypadkiem miały przy sobie słownik łacińsko-polski i to słowo wpadło im w oko. Pectus, to po łacinie klatka piersiowa, centralna część ciała. Ale Tomasz nie chce tłumaczyć tej nazwy tak anatomicznie. Jeżeli już, to rozumie centrum jako serce – a dokładniej to, co ma w sercu i przekazuje poprzez twórczość. Słowo „pectus” ma jeszcze drugie znaczenie – oznacza siłę woli, hart ducha i upór w dążeniu do celu. - Jako Skorpion taki właśnie jestem – podkreśla wokalista. Żartuje, że na początku nazwa spotykała się z krytyką, bo niektórym kojarzyła się z syropem na kaszel. – Może tussipectus? – podejmuję wątek i obaj wybuchamy śmiechem. Jeżeli takie krytyki były, to pewnie należą już do przeszłości.

Rubikon został przekroczony w Sopocie

W 2006 r. Pectus osiągnął pierwszy znaczący sukces – piosenką „Spacer” zdobył Grand Prix na Carpathia Festival w Rzeszowie. - Zgłosiliśmy się na Carpathię z własną kompozycją, co już było znaczącym krokiem – opowiada Szczepanik. - Opłaciło się, wygraliśmy. Kilku profesjonalistów z branży, m.in. Waldemar Wywrocki, Ela Lewicka, Zbyszek Jakubek, Marta Wierzbieniec, Bożena Stasiowska-Chrobak z Instytutu Muzyki UR - dało nam wtedy energetycznego kopa: „...trzymamy kciuki, idźcie dalej".

W tym samym miesiącu zespół gościł u Kuby Wojewódzkiego w jego popularnym show.

Pieniądze z nagrody zdobytej na Carpathii zainwestowali w stronę internetową i małą płytę, EP-kę, z 5 autorskimi utworami. To nie była płyta do sprzedaży, lecz do promocji. 3 tys. egzemplarzy. - Tę płytę – opowiada wokalista – trzeba było zapakować do kopert i wysyłać, gdzie się da. Zaczęła się praca u podstaw. Przez 3 miesiące dzień w dzień, przygotowywałem takie paczki. Dzwoniłem do menedżerów, do wytwórni.

Rok 2007 to opolskie „Debiuty”. Bardzo trudny konkurs, z ostrym sitem. Do eliminacji regionalnych przystąpiło 600 podmiotów wykonawczych, po drugim etapie, warszawskim, zostało 80 wykonawców, aż wreszcie komisja wybrała finałową dziesiątkę, w której znalazł się Pectus. - Uważam, że nasz występ w Opolu nie był najlepszy – opowiada Szczepanik. - Nie mieliśmy doświadczenia na tak dużej scenie, uginały się pod nami nogi.  Teraz myślę, że chciałem pokazać dużo więcej niż w rzeczywistości potrafiłem. Daliśmy jednak z siebie wszystko na miarę naszych możliwości. Chodziło o wykorzystanie szansy i o to, by ktoś zainteresował się naszą muzyką i naszym zespołem.

Po Opolu wysyłali kolejne paczki z płytami i dzwonili do kolejnych menedżerów. W efekcie nawiązali współpracę z Moniką Paprocką. Ta współpraca trwa do dziś. Pani Monika z bardzo profesjonalnej strony zarządza i kieruje karierą zespołu na obecnym etapie.

W sierpniu 2008 r., podczas 45. Sopot Festivalu, publiczność przyznała Pectusowi Słowika Publiczności za piosenkę „To, co chciałbym Ci dać”. Ten właśnie sukces Tomasz Szczepanik uważa za „przekroczenie Rubikonu”: - Regionalny zespół działający na Podkarpaciu nagle staje się popularny dzięki występowi na międzynarodowym festiwalu. Ten występ pozwolił na otwarcie wielu drzwi, a  przede wszystkim poprzez media dał możliwość, by publiczność poznała twórczość zespołu.

Nagrodzona piosenka bardzo długo „królowała” w mediach elektronicznych, a i dziś można ją tam często usłyszeć.

Debiut płytowy, czyli wygrana walka

Wielu fanów Pectusa oczekiwało, że grupa zdyskontuje sukces debiutancką płytą, którą wyda zaraz po Sopocie. Tymczasem Szczepanik i koledzy kazali fanom czekać na nią jeszcze pół roku. W lutym 2009 r. ukazał się album nazwany po prostu „Pectus”, na którym znalazło się 11 utworów autorstwa wokalisty.

 (...)

 Więcej w Numerze 4(18)VIP Biznes&Styl, lipiec-sierpień 2011

Galeria zdjęć