Opowieść wigilijna

Historie rodzinne


Saga rodziny Lenkowskich jest jak opowieść ze starego sztambucha – mieszają się w nim wspomnienia z przedwojennego Lwowa, Szegini, litewskiego przysiółka z zagrodową szlachtą, siermiężne czasy PRL-u w podprzemyskich Orłach i  małych wioskach pod Ostródą oraz historie ostatnich dziesięcioleci ze scenariuszem zdarzeń w Rzeszowie, Łodzi i Warszawie.

Tekst Aneta Gieroń

Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Stefania Zawora, świetny pediatra, świętej pamięci Jan Zawora, romanista, ekscentryk, dziekan, wspominany przez kolejne roczniki absolwentów niegdysiejszej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Rzeszowie, Krystyna Lenkowska, anglistka, poetka, Waldemar Lenkowski, geolog, założyciel szkoły językowej YES w Rzeszowie, jak sam o sobie mówi; wolny człowiek zajmujący się biznesem i Szymon Lenkowski, operator filmowy. Każde z osobna zdaje się być historią; indywidualiści, pierwszoplanowi aktorzy w tak różnych na pozór światach, a gdy zasiadamy przy stole wspomnień i świątecznych aromatów, mimochodem dopada nas podekscytowanie prowokowane świątecznym spotkaniem, zapachem igliwia i tradycji.

Boże Narodzenie? Zawsze rodzinne – opowiada Stefania Zawora, mama Krystyny Lenkowskiej. – Pamiętam nasz dom w przedwojennych Szeginiach na Ukrainie, ojciec był kolejarzem, od 1918 do 1939 r. codziennie z Szegini dojeżdżał do pracy we Lwowie. W domu ceniło się uczciwość, pracowitość, naukę. Bezpieczny świat zawalił się w 1939 r., po wojnie pani Stefania z rodzicami i  rodzeństwem osiadła we wsi Orły pod Przemyślem, zaczęły się biedne lata. – Dostałam się na medycynę i od pierwszego roku marzyłam; szybko skończyć studia, znaleźć pracę i zabrać rodziców do siebie – mówi.

Tak zaczyna się kolejny rozdział sagi. Młoda lekarka Stefania poznaje humanistę, Jana Zaworę, osiadają w Rzeszowie, rodzą się dzieci; Krystyna i Tomasz, a w ich domu na wiele lat osiadają rodzice pani Stefanii, Rozalia i Kazimierz Kozakowie.

Dom, gdzie dziadkowie są mentorami

- Ta wielopokoleniowość stanie się naszym znakiem rozpoznawczym. – Gdy ja po skończeniu anglistyki na Uniwersytecie Warszawskim  i powrocie do Rzeszowa mam już własną rodzinę i syna Szymona, ten dużo czasu spędza z dziadkami. Są jego opiekunami, autorytetami, przyjaciółmi – wspomina Krystyna Lenkowska.

Dlaczego kultywujemy bożonarodzeniową tradycję? Bo to ważne! – mówi Waldemar Lenkowski, jakby zdziwiony moim pytaniem. – Nie ma nic złego w świętach spędzonych na nartach w Zakopanem, ale my cenimy i potrzebujemy atmosfery świąt w zaciszu domowym – kwituje Lenkowski. – Czas płynie tak szybko, trzeba chcieć go zatrzymać na chwilę.

Może dlatego, że sam pochodzi z bardzo rodzinnego domu na Mazurach. Jego ojciec rodem z litewskiej szlachty zagrodowej, herbu Lubicz, po wojnie ożenił się z mazurką - w tamtych czasach to był dowód wielkiej odwagi i jeszcze większej miłości. W Polakach przez wiele lat tkwiło przeświadczenie, że mazur równa się Prusak, a Prusak to Niemiec. Na przekór stereotypom, małżeństwo mazurki i wiejskiego nauczyciela okazało się bardzo szczęśliwe. – Do dziś pamiętam święta w ogromnym domu w środku lasu, gdzie wokoło śniegu było po pas, a najwięcej radości sprawiało wycinanie choinki, przystrajanie drzewka – opowiada Lenkowski.

Ta radość z celebrowania przygotowań do wigilijnej wieczerzy w rodzinie Lenkowskich ciągle trwa, na stole odtwarza się wileńsko-lwowskie smaki i aromaty, nikt nie liczy dań, a tych jest bez liku; gołąbki z ziemniakami lub kaszą gryczaną, ciasta, barszcz z uszkami i ryby na wszystkie możliwie sposoby, kutia. Do tego ogromna żywa choinka, prezenty, piękne nakrycia i dbałość o najmniejsze detale, tak by nic nie uronić z bożonarodzeniowego klimatu.

Szymon rok temu założył własną rodzinę i chociaż już wcześniej dostrzegał wagę dziedziczności. Dziś to przekazywanie wielopokoleniowej wiedzy jest dla niego dużo lepiej rozumiane, ma większe znaczenie. - Łatwiej iść przez życie ze świadomością, że ma się korzenie, że jest się akceptowanym bezwarunkowo. Bez rodziny mówienie o twórczości, robieniu filmów jest bez sensu. To dla niej się tworzy, buduje, zarabia, dorabia, zabiega o sukcesy. Rodzina uporządkowała moje życie; mam teraz mniej czasu, niż to bywało kiedyś na niekończące się dywagacje nad sensem życia – twierdzi Szymon Lenkowski.

Życie jest drogą, najważniejsza jest aktywność

 ...

Więcej w numerze specjalnym Grudzień - Boże Narodzenie 2009 VIP B&S

 

 

 

 

Galeria zdjęć