Nauka i Biznes - Artur Ekert

Artur Ekert, absolwent IV LO w Rzeszowie, zrobił wielką międzynarodową karierę naukową. Jego rozprawa doktorska okazała się pionierska w badaniach nad skonstruowaniem idealnego szyfru

Pół roku w Oxfordzie, pół roku w Singapurze

Artur Ekert, pionier badań w dziedzinie kryptografii kwantowej, profesor fizyki kwantowej w Mathematical Institute University of Oxford oraz Lee Kong Chian Centennial Professor w National University of Singapore, szef tamtejszego Centre for Quantum Technologies, żartuje, że pojęcie czasu wolnego to w jego profesji nieporozumienie, bo nigdy nie wiadomo, kiedy dobry pomysł przyjdzie do głowy – pod prysznicem, przy piwie czy gdzie indziej. - To jeden z paradoksów, że w zawodach teoretycznych, typu matematyka, fizyka czy kryptologia, można położyć się na sofie, zamknąć oczy i nadal twierdzić, że się pracuje – śmieje się. Naukowiec we wrześniu skończy 50 lat. Może imponować figurą licealisty. Nurkuje, lata małymi samolotami i marzy o tym, by znaleźć „balans” pomiędzy życiem zawodowym, rodzinnym i oddawaniem się swoim pasjom.

Tekst Jaromir Kwiatkowski

Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Ekert urodził się we Wrocławiu, ale dorastał w Rzeszowie. Tu chodził do podstawówki (SP nr 8), tu zdał maturę w IV LO. Podkreśla, że nie jest rodowitym rzeszowianinem, ale – jak żartuje – czuje się nim przez zasiedzenie. Nie ma w nim krzty profesorskiego „zadęcia”. Już przy przywitaniu proponuje przejście na „ty”. O ile mnie to specjalnie nie dziwi (chodziłem do tego samego liceum, tyle że rok niżej), to Tadziu, fotoreporter, jest tym z lekka zszokowany.

Oxford, Cambridge, znów Oxford…i Singapur

Z licealnych czasów pamiętam, że Ekerta otaczał nimb wybitnie uzdolnionego fizyka. On sam twierdzi, że wybór fizyki wcale nie był wówczas dla niego taki oczywisty, bo interesowała go ona tak samo, jak matematyka, nauki biologiczno-chemiczne czy – od strony reżyserskiej - teatr i film. Bardzo chciał pracować z ludźmi, co wskazywało raczej na medycynę lub reżyserię niż fizykę czy matematykę. W wyborze fizyki pomogła mu jednak lektura kilku interesujących książek, m.in. „Wykładów z fizyki” Feynmana, które – w kontekście sporu o to, która dyscyplina jest królową nauk - pokazywały, że fizyka to jednak coś więcej niż matematyka. - Matematycy odkrywają świat, który sami tworzą poprzez formuły matematyczne. Natomiast fizycy odkrywają świat, który jest zadany, zewnętrzny, a reguły gry nie są w nim narzucone przez nich samych, tylko przez prawa przyrody – tłumaczy. Ostatecznie ukończył fizykę na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Po studiach, u schyłku lat 80., wyjechał do Oxfordu na roczne stypendium sponsorowane przez Fundację im. Stefana Batorego. Tam zaproponowano mu stypendium, w ramach którego miał odbyć studia doktoranckie. Tak się też stało. Kolejny szczebel to był stopień Junior Research Fellow, czyli naukowca, który ma już doktorat, ale nie ma jeszcze stałego kontraktu, w prestiżowym Merton College. Po trzech latach zaproponowano Ekertowi profesurę w Oxfordzie. Następny etap to było Cambridge. Spędził na tej uczelni kilka lat, choć nie zdecydował się przenieść tam z rodziną z Oxfordu, gdzie mieszkają do dziś. W Cambridge mógł zostać dłużej, ale poczuł, że męczą go dojazdy. Zastanawiał się, co dalej. – Z jednej strony chciał mnie z powrotem Oxford, z drugiej byłem już trochę zaangażowany w pracę w Singapurze - opowiada. Wziął obie te „sroki” za ogon.

Cudzoziemcowi łatwiej zrobić karierę na Wyspach

Przyznaje, że w sporze: Oxford czy Cambridge, zawsze opowiadał się po stronie Oxfordu. Nawet wtedy, gdy pracował w Cambridge, w słynnych regatach wioślarskich kibicował Oxfordowi, co – jak się śmieje – nie przysparzało mu popularności w miejscu pracy.

Uważa, że w wieściach o wielkich animozjach pomiędzy oboma uniwersytetami jest sporo przesady. – Owszem, jest rywalizacja, ale raczej przyjazna – podkreśla. - To są dwie dobre uczelnie, które mają specyficzny system zarządzania i strukturę wewnętrzną oraz są wśród uczelni brytyjskich uprzywilejowane pod względem finansowym.

Zapytany, na czym polega specyfika obu uczelni na tle innych, odpowiada, że są one federacją college’ów. - To dość unikalny system – opowiada. - Studentów uczy się w bardzo małych grupach. Jest to więc bardzo intensywny system kształcenia. Renoma obu uczelni powoduje, że przychodzą tu najlepsi, a to napędza system. Colleges mają sporo pieniędzy, które zostawili tu w postaci darowizn ludzie, którzy tu studiowali. No i panuje dobra atmosfera wspólnego robienia nauki.

Podkreśla, że pracując w Wielkiej Brytanii, nigdy nie odczuwał bariery językowej. Jest ona problemem raczej dla rodowitych Brytyjczyków, u których akcent jest odzwierciedleniem środowiska, z którego pochodzą. – Często – opowiada Ekert - moi przyjaciele Anglicy boleją nad tym, że ich akcent jest z jakiegoś tam środowiska i w związku z tym nie zrobią kariery. To zjawisko do pewnego stopnia należy już oczywiście do przeszłości, ale jeszcze trochę pokutuje. Będąc cudzoziemcem, znacznie łatwiej jest zrobić karierę, bo Brytyjczycy poznają po akcencie, że nie jesteś stamtąd, ale nie zorientują się, skąd dokładnie jesteś. I są skonfundowani, bo nie wiedzą, gdzie cię umieścić.

Jak wygląda życie codzienne w Oxfordzie? Artur Ekert:– To małe miasteczko akademickie, miejsce dość nietypowe, gdzie wszędzie można dojechać rowerem. Życie toczy się tam na taką mniejszą skalę.

Żona Beata dojeżdża do nieodległego Londynu, gdzie pracuje dla fundacji The Elders – grupy ludzi z ogromnym autorytetem, założonej przez Nelsona Mandelę, która jeździ po świecie i pomaga w rozwiązywaniu konfliktów. - Jest w to zaangażowany Jimmy Carter, biskup Desmond Tutu, czy sam Mandela – opowiada Ekert. -  Moja żona jest jednym z koordynatorów programów, które realizują The Elders.

Nie mają dzieci.

Jak skonstruować idealny szyfr

Jest nazywany „pionierem kryptografii kwantowej”. Zaczęło się od rozprawy doktorskiej obronionej w Oxfordzie w 1991 r. – Dotyczyła ona rozwiązania, które było potrzebne do tego, by skonstruować idealne szyfry – tłumaczy. – Chodzi o to, by dwie osoby, oddalone od siebie, mogły wygenerować dwie liczby lub dwa ciągi zero-jedynkowe, które będą zarówno przypadkowe, jak i identyczne. Jeżeli już taki ciąg mamy, możemy go używać do bezpiecznych szyfrów, zrozumiałych tylko dla nas dwóch.

Do tamtej pory problem, jak taki ciąg wygenerować, był otwarty i nikt nie potrafił go rozwiązać. Artur Ekert: - W mojej pracy pokazałem, że - aby to zrobić - trzeba wysyłać fotony ze specjalnego źródła, które generuje splątane fotony. Mówiąc prościej, oznacza to, że te fotony są w pewien sposób skorelowane. To znaczy, że własności jednego i drugiego są bardzo podobne. Dodatkowo, jeśli ktoś stara się je zmierzyć, zanim one dotrą do jednego z nas, to to widać i można to łatwo sprawdzić. Możemy się więc zorientować, że jesteśmy podsłuchiwani lub że ktoś próbuje złamać nasz szyfr.

W kryptologii korespondencja dzieli się na dwa etapy: dystrybucja klucza i korespondencja właściwa. - Gdy mamy klucz i wiadomo, że jest on bezpieczny, to w tym momencie możemy wysyłać informacje przez tzw. kanał publiczny, np. za pomocą radia.

Skąd wiemy, że klucz jest bezpieczny? - Przejęcie klucza jest niemożliwe w obrębie znanych nam praw fizyki – tłumaczy Ekert. - Żeby złamać szyfr, trzeba by było „złamać” prawa przyrody.

(...)

 Więcej w Numerze 2(16)VIP Biznes&Styl, marzec-kwiecień 2011

Galeria zdjęć