Elżbieta Łukacijewska i Tomasz Poręba – podkarpacka dwójka w Parlamencie Europejskim
Podkarpacie widziane z Brukseli
Tekst Aneta Gieroń
Jaromir Kwiatkowski
Fotografie Tadeusz Poźniak
Europosłowie Elżbieta Łukacijewska i Tomasz Poręba są zgodni, że ich ważnym zadaniem – oprócz merytorycznej pracy w europarlamencie – jest promocja regionu. Przedstawiciel PiS podkreśla, że każdy polski europoseł w Brukseli powinien być ambasadorem swojego regionu. Pod tym poglądem na pewno mogłaby się podpisać także przedstawicielka PO.
Ich droga do europarlamentu jest skrajnie różna. Elżbieta Łukacijewska przez trzy kadencje zasiadała w Sejmie, była też szefową Platformy na Podkarpaciu i wiceszefową Klubu Parlamentarnego. - Na polskiej scenie politycznej osiągnęłam wszystko, co kobieta z takiego miejsca jak ja może osiągnąć – przyznaje.
Nowe wyzwanie – Parlament Europejski – okazało się kuszące. - Pamiętacie państwo, że w poprzednich wyborach do europarlamentu Platforma nie zdobyła mandatu w naszym regionie. Jako szefowa PO na Podkarpaciu chciałam bardzo, abyśmy zdobyli mandat - podkreśla. I udało się. Właśnie jej. Satysfakcji Łukacijewskiej trudno się dziwić, skoro w ubiegłorocznej kampanii wyborczej zmagała się nie tylko z konkurentami z innych list. Jest tajemnicą Poliszynela, że miała żal do kierownictwa swej partii o to, że zepchnęła ją na drugie miejsce listy, by na „jedynce” usadowić, z przyczyn „strategicznych”, byłego szefa Solidarności Mariana Krzaklewskiego. Po wyborach przeżyła chwilę radości – dostała ponad 60 tys. głosów, prawie 2,5 raza więcej niż Krzaklewski.
Przeskok z parlamentu polskiego do europejskiego był dla niej łatwiejszy niż debiut w Polsce. - Dużo większy stres miałam na początku w Sejmie. Podczas pierwszego wystąpienia głos uwiązł mi w gardle, a nogi miałam jak z waty. Pierwsze wystąpienie w Parlamencie Europejskim nie napawało mnie takim stresem – wspomina Łukacijewska.
Tomasz Poręba z PiS, zanim w ubiegłorocznych wyborach zdobył mandat do europarlamentu z najlepszym wynikiem na Podkarpaciu (85,5 tys. głosów), dobrze poznał Brukselę. Wcześniej, przez 5 lat, pracował jako ekspert Unii na Rzecz Europy Narodów – frakcji, której członkiem był PiS. Jeszcze wcześniej, po studiach, pracował w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w IPN, wreszcie w centrali PiS. Wszędzie w mniejszym lub większym stopniu zajmował się tematyką europejską. Jednocześnie ukończył studia europejskie na Uniwersytecie Warszawskim i w Maastricht. Kiedy w 2004 r. Jarosław Kaczyński zapytał kilku młodych polityków PiS, co chcieliby robić, większość zadeklarowała, że chcieliby być posłami. Poręba uznał, że musi się jeszcze wiele nauczyć i zadeklarował chęć wyjazdu do Brukseli. Prezes stwierdził, że to dobry pomysł. Warunkiem podjęcia pracy było przejście przez procedurę rekrutacyjną. Przeszedł ją i dostał najwyższą kategorię urzędniczą A. Został doradcą Unii na Rzecz Europy Narodów najpierw w Komisji Rozwoju Regionalnego, a później głównym doradcą w Komisji Spraw Zagranicznych. - To był fantastyczny czas, który przygotował mnie do pełnienia roli politycznej – wspomina. - Jako ekspert poznałem świat biurokracji brukselskiej, zobaczyłem, gdzie światy polityki i biurokracji się przenikają, a gdzie rozchodzą. Wiedziałem, jak to wszystko wygląda od środka, nie musiałem przez rok czy dwa uczyć się bycia posłem.
(...)
Więcej w VIP Biznes&Styl numer 4(12), lipiec-sierpień 2010






