Biznes w głowie

Biznes w głowie

 

RZESZÓW - stacja docelowa

Jest rok 2003. Dr Kazimierz Widenka, ślązak od pokoleń, ze świeżo obronionym dyplomem doktora nauk medycznych i świetnie rozwijającą się karierą kardiochirurga w jednym z najlepszych szpitali w Polsce -  w II Klinice Kardiochirurgii w Katowicach, zdaje się być zrośnięty ze Śląskiem. W tym samym czasie, kilka tysięcy kilometrów na zachód, w Genewie zaledwie 26-letni Krzysztof Brodziński jest jednym z setek naukowców i inżynierów przygotowujących się do budowy  gigantycznego akceleratora cząstek LHC i przeprowadzenia największego eksperymentu naukowego w dziejach ludzkości. Jest rok 2009 - miejscem docelowym w życiu dr Widenki i Brodzińskiego staje się Rzeszów.

                 Tekst Aneta Gieroń

                  Fotografie Tadeusz Poźniak

 

Boże Ciało. Wszystkie ulice, także ta przy szpitalu toną w kwiatach. Dr Widenka na pierwszym piętrze w nowym skrzydle Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, gdzie jak żartują lekarze „…jeszcze kilka lat temu było ściernisko, dziś jest San Francisco”, zaczyna dyżur. Na sterylnym oddziale kardiochirurgii zapach kwiatów zdaje się być abstrakcją. Piątek, dzień po Bożym Ciele dr Widenka ciągle na dyżurze,  na chwilę rozmowy znajduje czas dopiero około godz. 20. Wcześniej, prawie 10 godzin jest na bloku operacyjnym. Kilka lat temu dostał szansę zbudowania od podstaw oddziału kardiochirurgii w Rzeszowie. I….

….” W życiu każdego człowieka przychodzi moment, gdy los bierze go za rękę i daje mu szansę, by zrobił coś wyjątkowego, odpowiadającego jego talentowi - mawiał Winston Churchill. Cóż za tragedia, gdy w takiej chwili, która mogłaby być jego najlepszą, jest nieprzygotowany”. Widenka z szansy skorzystał. Choć ta na początku zdawać się mogła zesłaniem, niż wyzwaniem.

Samemu zbudować coś od podstaw

W 2003 r. prof. Stanisław Woś, krajowy konsultant ds. kardiochirurgii,  szef II Kliniki Kardiochirurgii w Katowicach, przez wiele lat szef dr. Widenki i co dla Rzeszowa i Podkarpacia bardzo ważne, absolwent liceum w Jarosławiu, przed jednym  z zabiegów, w myjni pyta dr. Widenkę, czy ten nie zdecydowałby się stworzyć oddziału kardiochirurgii w Rzeszowie? Podkarpacie jest wtedy ostatnim regionem w kraju, gdzie nie ma kardiochirurgii.

- Zawsze jest ryzyko, niepewność, że coś może się nie udać, ale odpowiedziałem; tak - wspomina Widenka. - Każdy w swojej pracy dochodzi do takiego etapu w rozwoju, że chciałby zbudować coś samemu. To daje inne, większe możliwości. Podjąłem ryzyko i nigdy tej decyzji nie żałowałem.

Byłoby to absurdalne. 23 października 2006 r. w Rzeszowie trwa pierwszy zabieg na otwartym sercu - pomostowanie aortalno-wieńcowe, potocznie nazywane wszczepieniem by-passów. Do końca roku operacji jest już 100. Ostrożne założenia, by w pierwszych dwóch miesiącach działalności operować pacjentów tylko z najlepszymi rokowaniami medycznymi, po 6 tygodniach można między bajki wkładać. Przyjeżdżają pacjenci z ostrym rozwarstwieniem aorty,  pękniętymi tętniakami i jest oczywiste, że potrzebna jest operacja, a nie kalkulacja.

W 2006 r. w Rzeszowie przeprowadza się najbardziej skomplikowane operacje kardiochirurgiczne, z wyłączeniem jedynie transplantacji serca. W 2007 r. operacji jest 680. Żaden oddział kardiochirurgii w Polsce w pierwszym roku działalności nie miał takiego wyniku. Rok 2008 zamka się 800 zabiegami,  w 2009 r. będzie ich ponad 900. W ciągu najbliższych trzech lat są plany, by na trzech salach operacyjnych w ciągu roku przeprowadzać 1400-1500 operacji.

- Około 1000 operacji w Rzeszowie w ostatnich 3 latach   na moim koncie - po cichu liczy dr Widenka.  Takie liczby czynią go rekordzistą wśród polskich kardiochirurgów, ale on nie lubi mówić głośno, tak samo jak nie lubi podnosić głosu.

Marzenia, plany, realizacje…

 - Zawsze miałem i mam tę samą myśl; z Rzeszowa zrobić jeden z najlepszych ośrodków kardiochirurgicznych w kraju - mówi dr Widenka.

Jedno „naj” jest już pewne. Dziś w Rzeszowie robi się najwięcej w Polsce operacji zastawki mitralnej i trójdzielnej z tzw. minidostępu. To bardzo nowoczesne zabiegi, które lekarze lubią nazywać operacjami, w których ból z pacjenta przejmowany jest przez lekarza. Operacja z minidostępu nie wymaga  przecinania mostka, a jedynie niewielkiego nacięcia o średnicy ok. 5 centymetrów, co pozwala pacjentom na dużo szybszy powrót do zdrowia niż po tradycyjnie wykonanej operacji. Zamiast trzech miesięcy rehabilitacji, przy tej metodzie leczenia do pełni sił dochodzi się po 7-10 dniach. Na tego typu zabiegi do Rzeszowa przyjeżdżają chorzy z Warszawy, Szczecina, Wrocławia, Katowic.  Do tej pory zoperowano 70 osób. Za rok będzie ich najprawdopodobniej 200.

Nauka jest fascynująca

- Ktoś, kto wynalazł koło  kilka, może kilkanaście tysięcy lat temu, nie zdawał sobie sprawy, że setki lat później samoloty będą startować i lądować na kołach, że prawie wszystko, co porusza się dziś mechanicznie opiera się na kołach, albo przekładniach kołowych - opowiada Krzysztof Brodziński, rzeszowiak, absolwent  Politechniki Krakowskiej, w latach 2001-2007 pracownik w Europejskim Centrum Badań Nuklearnych w Genewie. Dziś na nowo związany z Rzeszowem, gdzie swoją fascynację światem realizuje w pracy konstruktora-analityka silników lotniczych w Dziale Rozwoju WSK „PZL Rzeszów”.

Opowieść o kole nie jest przypadkowa. Bo tak, jak koło jest dziś podstawą ruchowej egzystencji człowieka, tak nie wiadomo, czy rezultaty pracy akceleratora LHC - odkrycie cząstki Higgsa, albo jakiejś innej cząstki, nie będzie warunkiem przeżycia ludzkości za kolejnych kilka tys. lat.

- W naukę trzeba „brnąć” zawsze, wszędzie, żeby poznawać, w jaki sposób  funkcjonuje świat i w jaki sposób można go ulepszać - tłumaczy Krzysztof.

Młody inżynier nie ma wątpliwości, że jego pobyt w CERN-ie był jedną z najwartościowszych rzeczy w życiu biorąc pod uwagę rozwój zawodowy i intelektualny.

W poszukiwaniu cząstki Higgsa

Wprawdzie nie było go w Genewie 10 września 2008 r., gdy cały świat wstrzymywał oddech w momencie uruchamiania olbrzymiego akceleratora cząstek LHC, ale uczestniczył w tym projekcie od jego fazy projektowania, budowania aż do próbnych testów. Projekt naukowy wart ponad 3,5 mld funtów  być może doprowadzi do odkrycia nowych, nieznanych cząstek, w tym także cząstki Higgsa, która w teorii odpowiedzialna jest za nadawanie masy materii. Doświadczenia w LHC mają m.in. wykazać, czy cząstka  Higgsa istnieje, czy też nie. Ale to nie wszystko, budowa LHC niesie ze sobą olbrzymie poszerzenie wiedzy i potencjału naukowego z wielu dziedzin technicznych i nie tylko, również medycyna korzysta z prac CERN. Obecnie w Genewie trwa naprawa akceleratora, w którym jedno z połączeń elektrycznych było wadliwie wykonane, co doprowadziło do uwolnienia się helu do przestrzeni próżniowej i uszkodzenia akceleratora. Lada moment prace przy eksperymencie znów się rozpoczną.

- Fascynująca jest współpraca, działanie w zespole kilku tysięcy inżynierów i naukowców - opowiada Brodziński.

Gdy sam trafił do Genewy, był absolwentem kierunku Mechanika i Budowa Maszyn ze specjalnością Urządzenia Chłodnicze i Klimatyzacyjne oraz w trakcie studiowania drugiej specjalności - Systemy i Urządzenia Aparatury Cieplnej. Bardzo szybko studencki staż zamienił się pracę w grupie kriogenicznej ( niskich temperatur). Brodziński zajmował się systemem chłodzenia nadprzewodzących magnesów akceleratora. W czasie pracy magnesów wymagany jest system, który jest w stanie odebrać ogromną ilość ciepła w bardzo krótkim czasie. Do celów chłodzenia użyto hel, którego minimalna temperatura pracy w LHC jest zbliżona do zera bezwzględnego ( 0 K). Wielkość naukowa CERN-u w dziedzinie kriogeniki polega m.in. na tym, że udało się tam nie w ilościach laboratoryjnych, ale na ogromną skalę, bo w dziesiątkach ton uzyskać bardzo niskie temperatury helu, najniższa wynosi  1.8 K czyli ok. – 271 stopni w skali Celsjusza.

Dlaczego wróciłem do Rzeszowa? To najczęściej zadawane mi pytanie - opowiada Krzysztof. - Zawsze chciałem mieszkać w Polsce, w Rzeszowie. Stąd pochodzę, tu mam rodzinę, przyjaciół. Pieniądze są ważne, ale nie najważniejsze.

- Pamiętam wypowiedziane przez mojego kolegę twierdzenie, było to przy okazji jakiegoś spotkania ze studentami, z którym w zupełności się zgadzam: Jeśli człowiek uczciwie, pracowicie i ambitne przeżyje studia, nauczy się języka obcego, to potem przychodzi pytać nie o pracę, ale negocjować stawkę,  jaką w tej pracy dostanie.

Dr Kazimierz Widenka nie czuje, by Rzeszów skazywał go na izolację zawodową, o towarzyską nigdy się nie martwił i nie martwi.

- Dziś jest właściwie nieograniczony dostęp do publikacji medycznych z całego świata. Jeśli ktoś chce się rozwijać, może to robić - twierdzi Widenka. Ma też świadomość, że Rzeszów może być bardzo wygodnym, inspirującym, ciekawym miastem do życia i pracy, ale pod warunkiem, że szczęścia tutaj szukają osoby, które wcześniej zdobywały doświadczenie, renomę, wykształcenie, kontakty w dużych miastach, albo zagranicą. On sam przez 5 lat pracował w Wielkiej Brytanii, myślał, by zostać na stałe. Wrócił do Polski.

- W ostatnich latach poziom życia lekarza w Polsce i za granicą nie jest już tak rozpaczliwie różny, z korzyścią dla Polski, a sama praca, jeśli chce się mieć wyniki merytoryczne i ekonomiczne jest tak samo ciężka w Polsce jak i w Wielkiej Brytanii czy Francji.

A Rzeszów?

- Kiedyś przejeżdżałem przez Most Zamkowy i wyrwało mi się z ust, „…ale ten „nasz” Rzeszów  ładny” - opowiada kardiochirurg. - Tamto zdanie jest już anegdotą, jak szybko tutaj poczułem się u siebie. Postrzegam to miasto jako swoje, po 3 latach tutaj spędzonych, nie gubię się w uliczkach. Bez zająknięcia wiem, kto jest prezydentem Rzeszowa,  identyfikacja władz Katowic sprawia mi kłopot - śmieje się lekarz.

Rzeszów, mimo że bez Akademii Medycznej można przecież próbować czynić miastem inspirującym inne ośrodki. Rok temu udały się I Rzeszowskie Warsztaty Kardiochirurgiczne. Było ponad 80. lekarzy z Polski i Podkarpacia, dr Olivier Jegaden z Lyonu, specjalizujący się w operacjach zastawek nie próbował ukryć, że standard oddziału i wiedza personelu w małym mieście na rubieżach Unii Europejskiej jest oględnie mówiąc, miłym zaskoczeniem. Za kilka miesięcy II Rzeszowskie Warsztaty Kardiochirurgiczne. Nie gorsze niż pierwsze, nie lepsze niż trzecie.

- Polska nauka np. w ośrodku krakowskim nie odbiega dalece od poziomu nauki w innych światowych ośrodkach - dodaje Krzysztof Brodziński. - Polscy inżynierowie są świetni, brakuje im jednak znajomości języków obcych. Może podobnie jest z Rzeszowem, samo miejsce nie determinuje naszego życia, o ile my sami już wcześniej i na różnych etapach życia nie skazujemy się na łatwiznę.

Pozostaje, więc pytanie, dlaczego za dwa miesiące Krzysztof znów wyjeżdża do Genewy?

- Tylko na 4 lata. Powodów jest kilka. Mój starszy syn pójdzie do francuskiej szkoły, nauczy się języka, ja sam znów będę blisko światowej klasy  projektu naukowego. Wyjeżdżam, bo jest to kolejna życiowa szansa, ale na pewno wrócę, tutaj zostawiamy serce i przyjaciół. W Rzeszowie jest nasza stacja docelowa - twierdzi Brodziński.

 

 

Dr Kazimierz Widenka, 44 lata, absolwent Śląskiej Akademii Medycznej w Katowicach, I stopień specjalizacji z chirurgii ogólnej, II stopień specjalizacji z kardiochirurgii, doktor nauk medycznych. Przez 5 lat jako młodszy, a potem starszy asystent pracował w brytyjskich szpitalach w Leicester i  Sheffield. Od 3 lat jest ordynatorem oddziału kardiochirurgii w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 w Rzeszowie.

 

Krzysztof Brodziński, 32 lata, absolwent Politechniki Krakowskiej ze specjalnością: Urządzenia Chłodnicze i Klimatyzacyjne. Od 2001 r. do 2007 r. pracował w Europejskim Centrum Badań Nuklearnych CERN w Szwajcarii przy projekcie chłodzenia największego na świecie akceleratora cząstek LHC. Od dwóch lat  konstruktor-analityk silników lotniczych w rzeszowskiej WSK. Za dwa miesiące na 4 lata znów wjeżdża do CERN.

 

VIP B&S Numer 4(5) Lipiec-Sierpień 2009

 

 

Galeria zdjęć