O Pałackim - co Talens zmalował
Początek lat 80. Zapyziałe Lesko, głęboka komuna, a przed sklepem holenderski dziennikarz, Dirk Dragstra. Obok „spożywczaka” przechodzi Adam Pałacki. Przypadek? Jeśli tak, to bardzo szczęśliwy. Pałacki, który od kilku lat jeździ na „saksy” do Holandii, zna holenderski i zagaduje do cudzoziemca. Dragstra nie ma paliwa, Pałacki oddaje mu swoje talony na 40 litrów benzyny. Po kilku latach leski epizod wart jest miliony. Dragstra nie zapomina o przyjacielu i pomaga Polakowi z Leska wejść w holenderski biznes. Dziś Talens Polska należący do Adama Pałackiego jest największym w Europie producentem podobrazi i sztalug.
Tekst Aneta Gieroń
Fotografie Tadeusz Poźniak
A wszystko przez muzykę. Nie ma akordeonu, trąbki, organów i śpiewu, nie ma Pałackiego. Nawet Holandia i Holendrzy, którzy najwięcej w jego życiu namieszali, pojawili się przy okazji wokalnych popisów właściciela Talens Polska. Ponad 30 lat temu, pierwszego Holendra poznał, gdy śpiewał na ślubie koleżanki. Wymienili uprzejmości, ale skończyło się, na co rocznych wyjazdach Pałackiego do Holandii na „saksy”.
W Polsce sąsiedzi pukali się w czoło. Ten Pałacki jakiś dziwny, w Lesku „szycha”, kierował zakładem wód gazowanych, był szefem Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu, a nie wstydzi się jeździć do pracy fizycznej na zachód.
- Pieniądze są wartością, ale nie najważniejszą - opowiada mężczyzna. W Holandii nauczyłem się przedsiębiorczości, zdobyłem doświadczenie i wiedzę. Holenderscy szefowie powtarzali: zawsze jak zarobisz, część pieniędzy zainwestuj w warsztat pracy. Broń boże nie wydawaj wszystkiego na konsumpcję.
Pierwszy biznes na sosnowym wózku
Pałackiemu dwa razy nie trzeba było powtarzać. Od dziecka sobie kombinował, że na niezależność stać tylko przedsiębiorczych. Miał może 10 lat, jak z klocków sosnowych zrobił wózek do przewożenia towaru.
- Lubię fachowców, nieważne, czy jest to profesor akademicki, ślusarz, czy malarz - najważniejsze, żeby był świetny w tym, co robi. Uczę się przebywając z profesjonalistami. Mam w sobie ciekawość, żeby wszystkiego spróbować, sprawdzić samego siebie. Skoro sąsiadem moich rodziców był stolarz, sosnowy wózek nie powinien być zaskoczeniem - śmieje się Pałacki. - Miałem 16 lat, jak przyniosłem do domu pierwsze pieniądze. Ojciec nie wziął grosza, mówiąc, że są moje. Od tego czasu sam na siebie zarabiam.
Lubi jak mu w duszy gra i nie tylko. W najlepszej pracy na etacie szybko się nudził. Przez 11 lat na osiem godzin chodził do Spółdzielni Zaopatrzenia i Zbytu w Lesku, a po 15. rozkręcał własny biznes.
- Czasem myślę, że to były moje najszczęśliwsze lata w biznesie, jak wyremontowałem skorodowaną przyczepę, za nią kupiłem pierwszą spawarkę, potem tokarkę. W prywatnej inicjatywie początkowo byłem sam, potem miałem jednego pracownika na pół etatu i tak robiłem biznes po polsku w PRL-u -wspomina Pałacki.
W piwnicy, potem w garażu produkował węże hydrauliczne, obudowy do lamp motocyklowych do Harleya Davidsona, nogi do stołów i krzeseł dla Ikei. W końcu rynek się załamał i…
Blejtramy tylko od Pałackiego
- W rozmowie z Dirkiem Dragstrem zaczęliśmy dyskutować o podobraziach. Dirk stwierdził, że ludzie robią blejtramy od 200 lat i przez kolejnych 200 lat robić będą. Pomyślałem sobie, że 200 lat mi nie trzeba, ale chociaż kilka by się przydało. Wszedłem w ten pomysł - mówi Pałacki.
I zaczęło się, no, bo jak to zrobić, żeby wyprodukować płótno malarskie z uniwersalnym gruntem, które nie pęka, ale ma odpowiednią sztywność. Pałacki eksperymentował i w końcu wymyślił produkt, z którym wyruszył na podbój największych firm w tej branży: holenderskiej Royal Talens, francuskiej Le Franc&Bourgeois i Vangerow w Niemczech. W 1994 r. założył firmę Tap Fine Art Products. Do produkcji podobrazi dołączył jeszcze sztalugi. Szybko okazał się europejskim królem podobrazi. I to sam z siebie, bo chociaż w rodzinie miał malarza, wuja, Bronisława Fabiana z Tarnawy Górnej, to u niego tajemnicy podobrazi nie wypatrzył. Kilometry surowego płótna lnianego i bawełnianego krył gruntem pod olej i temperę, aż w końcu bieszczadzkie złoto obmyślił
- Do dziś w każdej galerii na świecie podchodzę do obrazów i sprawdzam, czy podobrazia wyjechały z Leska - śmieje się Pałacki.
Który sam…maluje tylko pisanki wielkanocne, ale za to śpiewa i gra na wszystkim.
Gdy przez kilka tygodni próbuję umówić się z nim na spotkanie, raz po raz rozmowa jest odwoływana. Pałacki zajęty jest…. graniem na organach w kościele, lekcjami z organistą, mini-koncertem przy kapliczce na wzgórzu Gruszka w rodzinnej Tarnawie.
Organista po godzinach
- Tak, tak, etatowym organistą jestem w kościołach na Postołowie i we Weremieniu, ale pieniędzy żadnych nie biorę, trochę psuję rynek moim kolegom-organistom z innych parafii - śmieje się Pałacki. - Gram w niedziele na mszach, chrztach, pogrzebach i weselach.
Pałacki wylicza, a ja ciągle nie dowierzam. - W maju z kolegami muzykujemy pieśni maryjne przy kapliczce w Tarnawie, ludzie zjeżdżają się aż z Sanoka. Muzykę pięknie niesie po Bieszczadach, a widoki takie, że człowiek stałby jak słup i słuchał bez końca.
W ostatnich 15 latach firma Pałackiego bardzo się rozrosła. Czasy, gdy Tap był tylko głównym dostawcą produktów do Royal Talens mocno się zmieniły na korzyść Pałackiego.
- Jaki tam ze mnie biznesmen - Pałacki nie lubi, gdy mówi się o nim przedsiębiorca. - Zajmuję się organizacją i zarządzaniem ludzi. To tyle. A kim jestem? Adamem Pałackim jestem. Bieszczadnikiem.
Polsko-japoński-holenderski trójkąt kulturalny
Na Holendrach i Japończykach, partnerach w biznesie musiał jednak zrobić piorunujące wrażenie. W końcu podobrazia i sztalugi szły wśród polskich i europejskich artystów jak woda. - Wielkie nazwiska malują na moich produktach, ale nie chcę nikim się chwalić, wspomnę tylko o Wiesławie Ochmanie, śpiewaku operowym, moim przyjacielu - dodaje Pałacki.
Ponad 10 lat temu Royal Talens, nobliwa firma holenderska, z ponad 100-letnią patyną czasu, wchodząca w skład japońskiego holdingu Sakura International Holdings zaproponowała Pałackiemu połączenie firm. To był szok. Światowe giganty w świecie malarskich akcesoriów w bieszczadzkim przedsiębiorcy upatrzyły sobie partnera do biznesu. Negocjacje trwały 3 lata, w międzyczasie sztalugi i podobrazie Pałackiego dostały prestiżowe godła „Teraz Polska”, a w kwietniu 1999 r. Pałacki stał się właścicielem Talens Polska, gdzie 50 proc. udziałów należy do niego, pozostałe są w rękach Japończyków i Holendrów. Przedsiębiorca z Leska jest teraz współudziałowcem światowego potentata, który w branży malarskiej oferuje 4 tys. produktów i obecny jest na rynkach w 140. krajach świata.
- Tamte rozmowy biznesowe wiele mnie nauczyły. Uświadomiły, czym są globalne korporacje, gdzie istotny jest najmniejszy szczegół umowy, nawet taki, jaki jest skład chemiczny ziemi, na której stoi fabryka - opowiada Pałacki. Dyskusje z partnerami z Kraju Kwitnącej Wiśni opracował potem w książce „Negocjacje z Japończykami”. Jest też autorem kilku innych publikacji naukowych z zarządzania i handlu zagranicznego. Kilka lat temu obronił pracę doktorską z ekonomii w Wyższej Szkole Finansów i Bankowości w Warszawie.
Ponad milion podobrazi z Leska w świat
Powstanie Talens Polska sprawiło, że firma podwoiła produkcję. Dziś jest to ponad milion sztuk podobrazi i ponad 180 tys. sztalug rocznie. Rozmiary, wymiary do wyboru, do koloru. Ponad 40 rodzajów sztalug studyjnych i plenerowych, blejtramy od 3 cm do 400. Codziennie z Leska wyjeżdżają dwa tiry z produktami Talensa w świat. Ponad 90 proc. produkcji firmy idzie na eksport, najwięcej na rynki; holenderski, hiszpański, niemiecki.
Umowa z Japończykami i Holendrami gwarantuje Pałackiemu, że holding płaci za reklamę, promocję, marketing i transport. Na głowie przedsiębiorcy z Leska zostaje produkcja na najwyższym poziomie. Ciągle istnieje też firma Tap zajmująca się dystrybucją i handlem produktów Talens w ponad 200. sklepach pod szyldem Talens w Polsce.
- Choleryk z dobrym sercem - mówią o Pałackim jego pracownicy. - Nieprawdopodobnie pracowity, pomysłowy, pasjonat.
„Do śpiewu i różańca”, można sparafrazować stare powiedzenie. Pałacki jest uzależniony od muzyki. W szkole podstawowej grał na akordeonie, w centralnym miejscu w gościnnym pokoju firmowym stoją: organy, akordeon, trąbka. Kilka lat temu był gwiazdą spotkania opłatkowego u Aleksandra Kwaśniewskiego z laureatami godła „Teraz Polska”. Jak zaintonował „Lulajże Jezuniu, na śpiewach upłynął cały prezydencki wieczór…
- Stać go na szaleństwo - twierdzi jeden z bliskich współpracowników Pałackiego.
Bo czy nie jest szaleństwem kilka razy w tygodniu organizować grane majówki na wzgórzu Gruszka w Tarnawie? Pod kapliczką, którą sam ufundował z okazji Roku Milenijnego i skąd rozciąga się przepiękny widok na Bieszczady. Jeździ konno, jak trzeba powozi bryczką, ktoś poprosi, by przebrał się za woźnicę - nie odmówi.
Pierwsze Niepubliczne Liceum Plastyczne i Talens
Kilka lat temu założył pierwsze w Polsce Niepubliczne Liceum Plastyczne, wcześniej powstała Fundacja Malarstwa Polskiego organizująca co dwa lata Forum Malarskie.
- Teraz w Lesku zbudujemy Galerię, gdzie wystawiane będzie najlepsze współczesne malarstwo polskie -mówi Pałacki. Będzie promocja Leska, regionu, wsparcie dla twórców, ale przede wszystkim promocja firmy, naszych sztalug i podobrazi.
- Najważniejsze jest to, co człowiek ma między uszami, biznes można robić wszędzie. W Lesku też można robić karierę - twierdzi Pałacki.
Tutaj znają go wszyscy, mówią o nim „swój chłop”, który się dorobił i dał pracę prawie 300 osobom.
- Czasem mi to przeszkadza. Ja jestem normalny facet, który chodzi po ulicy, a w małym mieście, jak to w małym miasteczku, każdy krok jest komentowany.
VIP B&S Numer 3(4) Maj-Czerwiec 2009






