Życie ma kolor krwistoczerwony

RZEŹBA

 

Nowy Borek pod Rzeszowem w centrum Wszechświata – w to albo się wierzy, albo mruży oczy w uśmiechu. – Ja takich dylematów nie mam – śmieje się Paweł Chlebek. – Dla mnie jest oczywiste, że żadne miejsce nie ogranicza, pod warunkiem, że człowiek jest pracowity i nie ma kompleksu prowincji.

Tekst Aneta Gieroń

Fotografie Tadeusz Poźniak

Podskórnie Paweł od zawsze wiedział, że musi szukać swojego sposobu na życie, sztukę i rodzinę. Kilkanaście lat temu, gdy wyjeżdżał jako maturzysta spod rzeszowskiej wsi na studia do Krakowa, wiedział, że na pewno tu wróci. Świetna praca dyplomowa - „Plac zabaw”, za którą dostał Medal Rektora, rok studiów w Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Antwerpii, obroniony doktorat w ASP w Krakowie i dużo pochwał za ciekawą pracę „Rodzicielstwo” były małymi kroczkami, którymi budował powrót do Nowego Borku. Absurd, fanaberia? Bynajmniej. Paweł od kilku lat obserwuje, jak globalizuje się sztuka, a tym samym dostęp polskich twórców do międzynarodowych konkursów i wystaw.

- Świadomie wybrałem drogę, w której nie zabiegam o przychylność warszawskich, czy krakowskich galerii i krytyków, bo więcej czasu zajmuje mi wytłumaczenie im, dlaczego dobry artysta chce i może mieszkać w małej wsi, gdzieś na Podkarpaciu. Świat jest w sieci. W tym czasie wolę w Internecie nawiązywać kolejne międzynarodowe kontakty – tłumaczy Paweł.

- Pewnie moglibyśmy mieszkać wszędzie, ale w Nowym Borku znaleźliśmy swój Wszechświat – niby żartuje, ale poważnie stwierdza  Małgosia, żona Pawła, absolwentka Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, która po studiach mogła liczyć na posady za kilkanaście tys. zł w międzynarodowych korporacjach, ale wolała z Pawłem osiąść pod Rzeszowem.

Z Rzeszowa, przez Argentynę, do Korei i USA

 Początki po studiach były różne, Paweł pracował jako terapeuta, menedżer w pubie. Od 4 lat jest nauczycielem w Zespole Szkół Plastycznych w Rzeszowie i wspólnie z Małgosią zdają się już płynąć na fali. O Pawle głośno zrobiło się kilka lat temu, gdy na rzeszowskie bulwary wracał pomnik Nitki, legendarnego przewoźnika, którego pamiętają co starsi rzeszowianie, a Paweł Chlebek jest autorem staruszka w łodzi.

Przez ostatnie 2-3 lata Paweł realizuje rzeźby, które ogromnie go cieszą i coraz mocniej gruntują na międzynarodowym rynku rzeźbiarzy.

Zaczęło się od rzeźby zakwalifikowanej do finałowej „dziesiątki” na Międzynarodowym Biennale Rzeźby 2008 w Resistencji, stolicy prowincji Chaco w Argentynie. Paweł zaproponował pracę, która według niego zawiera, to co najważniejsze w życiu człowieka; miłość i wierność pewnym zasadom. Tematyka nie jest przypadkowa - biennale odbywało się pod hasłem Dekalog. W rzeźbie zatytułowanej „Tym, którzy mnie miłują i przestrzegają moich przykazań”, od dwóch lat stojącej w Resistencji, tablice Mojżeszowe mają kształt części serca, które łączą się ze sobą niczym puzzle, by tworzyć jedność. W prawie 2-metrowej pracy z drewna znajdują się też metalowe elementy – rury imitujące naczynia krwionośne serca.

O argentyńskim biennale Paweł dowiedział się z Internetu, zgłoszenie pracy wysłał e-mailem. Na miejscu, on i Małgosia zachwycili się Ameryką Południową, zaskoczyli otwartością na sztukę i nowoczesne formy przekazu. Bo może zdumiewać niewielka argentyńska parafia, która jest zainteresowana kupnem bardzo symbolicznej, awangardowej w formie rzeźby do kościoła.

Już za kilka tygodni Paweł z Małgosią wylatują do Korei Południowej, rzeźba Pawła, „Nowe Pokolenie” została zakwalifikowana do najlepszych prac w Międzynarodowym Biennale Sztuki „Przyroda i Pokój” w koreańskim Yeonmisan. Przez 5 tygodni młody rzeźbiarz w drewnie będzie odsłaniał kobiecy i męski brzuch złączone razem w formie pękającego nasionka, z którego wyłoni się drzewko. Małgosia czas wykorzysta na zwiedzanie Korei i zbieranie materiałów do reportażu prasowego.

Uniwersalność z elementem awangardy

- Czuję się spełniony, ale nie do końca, najważniejsze, że nie czuję się ograniczony – Paweł, jak zawsze waży słowa. - W swoich pracach w nowoczesną formę staram się ubierać uniwersalne, fundamentalne tematy. Odwołuję się do miłości, prawdy, piękna, nadziei, rodzicielstwa i… zawsze szukam tego elementu awangardy.

Jak choćby w ostatniej pracy The Act of Kissing, która już prawie gotowa czeka na transport do USA. Być może będzie największym, dotychczasowym sukcesem Pawła.

Rzeźbiarz z Nowego Borku zakwalifikował się do drugiej edycji konkursu, Art Prize - największego artystycznego wydarzenia na świecie organizowanego w Grand Rapids w stanie Michigan w USA. Łączna pula nagród w tym konkursie wynosi ponad 400 tys. dolarów, główna nagroda 250 tys. dolarów. Impreza jest już bardzo popularna i ściąga uznanych artystów. Regulamin konkursu związany jest z promocją miasta, gdyż na zwycięstwo ma szansę ta praca, na którą odwiedzający i mieszające w Grand Rapids osoby, oddadzą najwięcej głosów.

- Liczę, że moja rzeźba może mieć spore szanse na jakąś nagrodę, albo wyróżnienie – mówi Paweł. – Praca ustawiona będzie w plenerze w galerii uniwersyteckiej Grand Valley State University, dodatkowo w Grand Rapids i  w pobliskim Chicago mieszka wielu Polaków.

Pawła martwią jednak koszty udziału w konkursie… spore, około 10 tys. zł. transport lotniczy rzeźby do Stanów i kolejne kilka, kilkanaście tys. zł potrzebne na promocję młodego artysty za Oceanem.

- Chciałbym znaleźć Mecenasa pracy, ale jeśli się nie uda, z konkursu nie zrezygnuję, już kilka razy się zapożyczałem na różnego rodzaju konkursy, traktuję to jako inwestycję w siebie i jak dotychczas nigdy na tym nie straciłem – mówi Paweł.

Praca jest atrakcyjna wizualnie i nowoczesna w materiale, żywica w połączeniu z mączką dolomitową. Tytuł The Act of Kissing zdaje się wywoływać oczywiste skojarzenia, ale byłoby to zbyt łatwe. 6 ciał, trzy męskie, trzy kobiece, wysokie na około jeden, półtora metra do tego z głowami wypełnionymi krwistoczerwonymi usteczkami są symbolem piękna dojrzałej miłości, stałości, ciągłości uczucia, gdzie w fundamentalnych ciałach tli się zawsze coś świeżego, soczystego, pasja życia w miłości.

 

 

Galeria zdjęć